ROZDZIAŁ 23
- bo chodzi o to, że… - nagle usłyszeliśmy dźwięk jego telefonu. Chciałam się zaśmiać, ale widząc zdenerwowany wyraz twarzy Malika, postanowiłam się pohamować.
- co?! Nie, nie, tak, mam swój rozum, właśnie zamierzałem, nie denerwuj mnie! Dobra, skończ! – oho ktoś tu go wkurzył.
- Amber bo ja… - teraz przeszkodził nam mój telefon. No nie źle.
- przepraszam, ale to może być coś ważnego…
- pewnie, przeczytaj… - uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam telefon. Zdziwiłam się, gdy przeczytałam tę wiadomość, ale postanowiłam ją zignorować.
*** OCZAMI ZAYNA***
Myślałem, że wybuchnę. Wal trafiła na zły moment, byłem na nią zły, ale pewnie nie wiedziała, że jestem w trakcie powiedzenia czegoś, co może zmienić moje życie o 1800. Gdy przymierzyłem się drugi raz Am dostała sms’a od Nialla, on i Wal wiedzieli jako jedyni. Wstałem zrezygnowany i usiadłem na swoim krześle.
- smacznego – nie miałem ochoty już na nic. Zjedliśmy w ciszy. Rozmowa z nią bardzo mnie rozluźniła. Posadziłem ją na kolana i zacząłem łaskotać. Dziewczyna płakała ze śmiechu i błagała, żebym przestał, ale jej śmiech był jak narkotyk, chciałem słuchać go cały czas. Amy źle się obróciła i spadła ciągnąc mnie za sobą. Trzymając ręce z obu stron jej głowy utrzymywałem się nad jej twarzą. Dla niej może to i był śmieszny moment, ale ja walczyłem w duchy, by nie zrobić czegoś głupiego, a mianowicie ją pocałować. Spojrzałem głęboko w jej uradowane oczy, tak, to je chciałbym widywać za każdym razem, gdy otworzę swoje.
- kocham cię Amber! – jestem totalnym idiotą. Jak ja mogłem jej to powiedzieć?!
- wiem, wiem, ja cię też – uśmiechnęła się do mnie, czyli ona myśli, że kocham ją jako przyjaciel? Świetnie, lepiej być nie może!
- ale ja cię nie kocham, jak przyjaciel, kocham cię jak chłopak kocha swoją dziewczynę, tak po prostu – nie odezwała się do mnie tylko patrzyła na mnie jakby nie rozumiała, o czym mówię, tak bardzo w tej chwili chciałem mieć rację. Wstałem i nerwowo ciągnąłem za końcówki swoich włosów. To mój słaby punkt, zawsze tak robię, gdy jest niezręcznie, lub mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Podszedłem do fontanny i z całej siły w nią kopnąłem. Usiadłem na suchy kawałku marmuru. Poczułem delikatne ciepło na moim ramieniu. Dziewczyna kucnęła przy mnie.
- Zayn, przepraszam, ale ja nie jestem pewna co do moich uczuć do ciebie. Tak, może i traktuję cię inaczej niż resztę chłopców, owszem, ale boję się, że to zwyczajne zauroczenie i z mojej jak i z twojej strony, proszę, dajmy sobie jeszcze trochę czasu… - miała rację, tylko ja byłem pewny moich uczuć, nigdy nie cieszyłem się na widok jakiejś dziewczyny tak bardzo, jak na jej. Mimo to, chciałem, by ona była pewna, już sam fakt, że traktuje mnie inaczej niż resztę dawał mi nadzieję.
- czyli jak na razie będziemy przyjaciółmi? – zabolało jak to mówiłem, ledwo przeszło mi to przez gardło, jednak musiałem.
- nie zupełnie, możemy próbować być trochę bliżej siebie, a potem zadecydujemy co dalej, może być? – ta odpowiedź nawet mi się spodobała, nikt nie musiał wiedzieć, że coś do siebie czujemy, więc mogliśmy sami zdecydować. W sumie to tylko jej wybór, ja byłem pewny. Spojrzałem w jej oczy i uśmiechnąłem się na znak zgody. Chciała wstać, lecz nachyliła się nade mną i lekko mnie pocałowała w usta. Spojrzałem na nią zdziwiony, lekko się speszyła i obróciła do mnie tyłem. Wstałem szybko i objąłem ją ramionami, lekko obracając ją do mnie. Mocno się we mnie wtuliła. Ściągnąłem marynarkę i założyłem na jej ramiona. Podziękowała mi, wiedziałem, że było jej zimno. Zjedliśmy to, co było naszykowane i poszliśmy na spacer. W powietrzu wisiało coś dziwnego. Bardzo miło spędzałem z nią czas. Uwielbiałem jej śmiech, jej uśmiech, kochałem patrzeć na jej zdenerwowaną twarz oraz na smutek, bo bez problemu mogłem wtulić ją w siebie jak małą, bezbronną dziewczynkę. Gdy weszliśmy do domu wszyscy znaleźli się koło nas. Wal patrzyła na nas próbując chować banana na twarzy, Don powstrzymywała się by jej nie przywalić, a mama udawała, że o niczym nie wie.
- dobra koniec tej szopki, dobrze wiem, że pomachałyście pudełkiem nowych butów przed twarzą Wali, a ta puściła parę. Możecie się rozejść!
- wcale nie!
- Don... za dobrze was znam.
- wcale nie puściłam pary! - spojrzałem na nią z miną "serio?!" obróciła natychmiast głowę. Co ta dziewczyna zrobi za buty.
- Wal dobranoc.
- pff i tak się dowiem.
- ciekawość to pierwszy sto…
- dobra dzieciaki! Koniec kłótni, albo idziecie do łóżek, albo siedzicie jeszcze, ale dajcie im spokój.
- dzięki mamo. – dziewczyny zmroziły mnie wzrokiem i usiadły na kanapie. Amy cały czas się śmiała.
- kochające się z was rodzeństwo, nie powiem. – uśmiechnęła się do mnie i podeszła do komody. Wzięła dwa jabłka, jedno rzuciła mi, a sama wzięła gryza swojego. Poszła do salonu, poczochrała moją siostrę za włosy i zaczęła uciekać, bo ta zaczęła ją gonić. Cała trójka świetnie się dogadywała, co mnie bardzo cieszyło. Don postanowiła się nie mieszać i tylko kamerowała ich wygłupy, znając moją siostrę wiedziałem, że ten filmik znajdzie się do jutro na tt. Nagle zobaczyłem dwie postacie lecące na mnie i kto na mnie leżał? Oczywiście Amber. Zacząłem się śmiać. Szatynka się szyderczo uśmiechnęła.
- no Panie Malik role się odwróciły, powtórka z rozrywki?
- czy my o czymś nie wiemy braciszku?
- Don, Wal zbierzmy się. Ręce do góry! – dziewczyny wykonały rozkaz, chodź wydaje mi się, że nie oto jej chodziło, a jej skwaszona mina upewniła mnie w moich przekonaniach. – chodziło o ręce Malika ciołki.
Dziewczyny do mnie podbiegły, a Am usiadła na mnie okrakiem i zaczęła łaskotać. I na co ją łaskotałeś w parku idioto? Mimo to, i tak nie żałuję. Mam straszne łaskotki, a moje siostry zamiast mnie bronić to się wstawiły za szatynką. Policzę się z nimi, ale to może kiedyś. Po moich długich błaganiach dziewczyny wreszcie odpuściły. przybiły sobie piątkę i usiadły na kanapie włączając jakiś film. Nigdy nie zrozumiem kobiet, są zbyt skomplikowane, ale to dobrze, przynajmniej trzeba się nastarać, by coś zrozumieć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz