piątek, 24 maja 2013

Hej hej kochani!! <3

 nudzi wam się ? http://ask.fm/baambinooo popytać pohejtować poporawiać!! :* (można odnośnie bloga) mi tam się strasznie nudzi!! ;c
co do nowego rozdziału- piszę się, tyle że pomysłów multum, ale trzeba najpierw małymi kroczkami do nich dojść. Postaram dodać go jak najszybciej!! <3

PONAD 200 wejść na bloga, a ani 1 komentarza, trochę dołujące, bo piszę komuś kto to czyta, a nawet nie wiem komu ;c smutne, ale prawdziwe... no cóż, ale poddawać się nie zamierzam pisać mimo to będę dalej. może w końcu komuś zechce się dodać jakiś mały kom. ? :*

PYTAĆ na asku, KOMENTOWAĆ na blogu!! KOCHANI WIERZE W WAS!! <3

poniedziałek, 13 maja 2013

ROZDZIAŁ 6 "haha numer buta."


HEJ! przepraszam że dawno nic tu nie było i wgl ;c ale internet padł, tak po prostu o.O i oczywiście 5 ruterów w domu było i żaden nie działał, okazało się że pomylili rachunki i "odcięli" go o.O myślałam że wystrzelę wszystkich -,- jeszccze raz PRZEPRASZAM!! ;c i macie u 6 rozdział (krótki) napisany w szkole na telefonie ;c
tROZDZIAŁ 6


Poszliśmy na dół i zastaliśmy tam…….

H: Taylor !? co ty tu robisz?
T: siedzę?
H: po co?
T: bo chcę z tobą porozmawiać..
H: nie mamy o czym.
T: właśnie, że mamy..
A: umm to chłopcy, mam pomysł! Chodźcie się przejść.
Z: ok.
Wyszliśmy całą 5 z domu, żeby Hazz i Taylor mogli zostać sami.
A: ja okolicy nie znam, więc możemy gdzieś iść.
L: to powiedz gdzie, a my cię zaprowadzimy.
A: mam ochotę na lody.
N: ooo ja też J
A: ale pod jednym warunkiem…
Lou: ok., nie wymażę cię lodami..
A: a miałeś taki zamiar?
Lou: nie….? O.o
A: bosz… z kim ja żyję?
Lou: z…
Z: nie dokańczaj!! Am, jaki jest ten warunek?
A: że ja stawiam J
All: nie!!
A: ale czemu?
Z: bo nie ma dżemu! Dzisiaj moja kolej…
A: a moja kiedy?
Z: jak coś przeskrobiesz…
A: a ty co zrobiłeś…?
Z: nie chcesz wiedzieć…
A: aa czyli ta umowa mnie nie dotyczy?
Z: tzn?
A: płacę za siebie!
Z: nie!
A: czemu? Mnie nie było jak zrobiłeś to „coś”
Z: bo ty jesteś zastępcą Harry’ego
A: pfff
Lou: ok. koniec! Idziemy!
A: bosz…
I takim oto sposobem dotarliśmy na miejsce. Zayn kazał nam podejść do budki i zamówić co chcemy. Pierwsza oczywiście musiałam iść ja…;/
A: gałkę cytrynowych
Z: plus gałkę waniliowych, orzechowych i gumy balonowej z dodatkiem sosu czekoladowego i posypki.
A: ale Zayn, ja sama mam go zjeść….
Z: toteż ci zamówiłem coś porządnego…
A: i niby strzelałeś jakie smaki lubię..?
Z: nie J
A: to skąd wiedziałeś?
Z: to już moja słodka tajemnica :D
A: ok. nie wnikam….
Dostałam moje zamówienie i usiadłam na ławce przy jakimś stoliku. Po chwili dołączyli do mnie chłopcy.
Z: amy..?
A: hm?
Z: możemy się przejść?
A: pewnie! J
Wstaliśmy, a wraz z nami reszta chłopów.
Z: mówiłem do Amy!
N: nie wyraźnie to mówiłeś…
Z: tłumacz się. I tak nie pójdziesz.
N: warto było spróbować..
Z: siadajcie i… no nie wiem co róbcie…
A: zamówcie sobie jeszcze jedną porcję lodów. J
Z: oo właśnie.. J
Poszliśmy. Idąc gadaliśmy o wszystkim i o niczym, ale i tak było fajnie.
Z: Amy.. muszę ci coś powiedzieć…
A: wal! J
Z: no bo…
Nagle usłyszeliśmy piski za naszymi plecami. Zajebiście, w tak ciekawym momencie?! -,-
Z: amy poczekaj na mnie proszę…
A: ok., nie ma sprawy.
Wyszukałam wzorkiem jakiejś ławki i udałam się w jej kierunku, by usiąść. Zayna w tym czasie dopadły fanki. Nie miałam im za złe, bo przecież sama bym tak zrobiła. No może bez tych pisków, bo wiem jak to jest. Czasem mając sławnego i kochanego przez dziewczyny przyjaciela można oszaleć. No ok. w Polsce też takiego miałam, ale bez przesady… siedziałam tak… ja wiem? Może z 20 minut więc dopadła mnie nuda, a że nie miałam nic ciekawego więc postanowiłam, że pooglądam sobie chmurki… boże ody jakiś zasrany ptak nie nasrał mi na łeb...  nagle poczułam ostry ból w łydce.
A: Ałć… mógłbyś uważać, bo nie każdy chciałby żeby taki koleś wjechał w niego a w dodatku go kopnął….
I oczywiście mądra ja zaczęłam krzyczeć. Ok. ale skoro jestem w Anglii to mogłabym zacząć  używać języka angielskiego. No cóz….
Ch: ja.. ja przepraszam po prostu nie patrzyłem gdzie jadę…
A: no to mógłbyś zacząć! A po za tym .. zaraz. Ty mówisz po polsku?
Ch: moi rodzice są stamtąd, więc co nieco umiem… a ty?
A: dopiero 2 dzień w Anglii.
Ch: a jak sobie radzisz z językiem?
A: dobrze. Kilka podszkoleń i będzie ok. J
Z: Amber, co ci się stało ?!
Podleciał do mnie Zayn robiąc wielkie oczy i patrząc na moją nogę.
A: czyli ból miał jeszcze jakiś skutek… no cóż to tylko krew, nic wielkiego..
Z: nic wielkiego?! Masz rozciętą całą łydkę i mówisz że to nic takiego!?
A: Zayn!! Uspokój się już! Za dwa dni nie będzie śladu, zawsze tak mam szybko mi się zrośnie… zobaczysz… J
Z: no fajnie… a i mam dla ciebie dobrą wiadomość i dwie złe…
A: no nie… wal.
Z: którą?
A: ymmm dobrą.
Z: serio?
A: tak.
Z: ok. to za tydzień idziesz do szkoły J
A: ooo fajnie! :D ale korepetytorka?
Z: no to tak jedną z dwóch wiadomości złych to to że to będzie mężczyzna..
A: wredny?
Z: dla ciebie nie będzie. J
A: skąd wiesz?
Z: intuicja J
A: a młody chociaż?
Z: ma 18 lat.
A: haha to tak jak wy xD
Z: haha bo ja ja nim będę.
A: no weź mów serio.
Z: mówię poważnie.
A: ahaa a ta druga?
Z: musimy iść..
A: ech ok.
Ch: ymm a dałabyś mi może numer?
A: ale czego? – ok. zrobiłam z siebie idiotkę, nie wiedziałam że on dalej tam stał…
Ch: haha numer buta.
A: bardzo śmieszne. Nie wiedziałam, że tu dalej stoisz.
Ch: no ok. ok. to dasz?
A: podaj telefon – wzięłam od niego komórkę i wpisałam do telefony podpisałam się „ AMY J
Ch: dziękuję.
A: nie ma sprawy. 
Razem z Zanem poszłam w stronę domu, gdyż chłopców dawno już nie było pod lodziarnią. Zayn kilka razy chciał mnie ponieść, ale się nie dałam.
A: Zayn?
Z: tak ?
A: dziękuję.
Z: za co?
A: za wszystko. Za to że się z tobą świetnie bawię, za to że się mną opiekujesz, za to że mimo że jestem tu dopiero drugi dzień to traktuję cię jak przyjaciela, za to…że po prostu jesteś..
Wypowiadając to ostatnie trochę się zawstydziłam więc spuściłam głowę w dół.
Z: wiesz…ja też ci muszę bardzo podziękować..
A: ty mi? Nie masz za co. No chyba że za kłopoty…
Z: haha nie bo przy tobie zapominam o świecie. Nie zamartwiam się nie udanym związkiem z Perrie,   wiem że gdyby było trzeba oddałbym za ciebie życie, za dużo w nim namieszałaś więc czy prędzej czy później i tak bym nie wytrzymał bez ciebie, Może to chore, ale mówię co czuję, zawsze bałem się powiedzieć komuś co o nim myślę, co mnie dręczy, a tobie jestem  gotów powiedzieć wszystko, mimo że było by to dla mnie krępujące. Jesteś dla mnie jak siostra i przyjaciółka w jednym. Jakbyś uciekła szukałbym cię, więc wiedz od razu że to ci się nie uda.
No dobra. Teraz to już wiedziałam że jestem czerwona więc się tylko uśmiechnęłam i dalej trzymałam głowę w dół patrząc na… buty? Haha nie wiem.
Z: aaa i kocham jak się rumienisz
A: yyy to miłe. Uważaj drzewo!
Zayn nie zauważył że idzie prosto w wielki dąb. Nie zdążyłam go ostrzec bo obrócił głowę i z całej siły przywalił w pień..
A: Ałć ?
Z: no trochę boli…
A: haha biedaczysko chcesz na barana ?
Z: nieee przytuliska chcę.
Zaśmiałam się i przytuliłam do chłopaka
Z: haha mam pomysł!
A: jaki?
Z: ganiasz!
Haha zamurowało mnie.  18- sto letni chłopak chciał się bawić w ganianego? Haha mi to tam nie przeszkadza
A: Osz ty! Lepiej zwiewaj bo jak cię dorwę to… ał.
Potknęłam się i zaliczyłam pięknego kozła. Trochę bolała mnie noga, ale wpadł mi do głowy fajny pomysł. Zayn podleciał do mnie kucnął i popatrzył na kostkę.
Z: boli?
A: troszkę, ale bawimy się dalej.
Z: ok. pomogę ci wstać. Daj rękę.
Zaśmiałam się i pociągnęłam Zayna z taką siłą że upadł na ziemię, a ja pomału sobie wstałam.
Z: silna jesteś.
A: wiem. A no tak czyli teraz ty ganiasz.
Z: Osz ty!!
Trochę pobiegaliśmy a potem ze zmęczenia położyliśmy się na trawnik. Poczułam wibracje w kieszeni spodni, więc wyjęłam telefon.
A: jakiś obcy nr.
Z: pokaż. A tak to Liam.
A: skąd wiesz ?
Z: haha znam wszystkich numery.
A: halo?
Li: amy? Gdzie jesteście?
A: w parku, a co?
Li: jest z tobą Zayn?
A: dać ci go ?
Li: nie martwiłem się że się zgubiłaś czy coś ale ok. a i powiedz mu, że była tu Perrie znowu.
A: no ok.
Li: dobra to miłej zabawy.
A: dziękuję.
Rozłączyłam się i położyłam na trawie. Zayn zrobił to samo.
Z: coś się stało?
A: instynkt starszego brata.
Z: haha przecież jesteś ze mną więc nic ci się nie stanie…
A: on to wie, ale myślał, że jestem sama i się zgubiłam.
Z: aaa no to też możliwe..
A: że się zgubiłam?
Z: tak.
A: no dzięki wam za wiarę w moje możliwości…
Z: mieszkasz tu drugi dzień, jesteś pewna, że się nie zgubisz? Ja potrafię się zgubić w sklepie.
A: wystarczy mi adres, który znam.
Z: czyli?
A: wasz i mój
Z: i co zapytasz czy nie wie jak tam dojść? – zaczął się śmiać.
A: a wiesz… bo ja taka tępa jestem, że nie wiem jaki tłum wkoło domu będzie… a jak myślisz? Po co mi nawigacja w telefonie? Jak się ma to się korzysta.
Z: aaa zapomniałem…