ROZDZIAŁ 23
- bo chodzi o to, że… - nagle usłyszeliśmy dźwięk jego telefonu. Chciałam się zaśmiać, ale widząc zdenerwowany wyraz twarzy Malika, postanowiłam się pohamować.
- co?! Nie, nie, tak, mam swój rozum, właśnie zamierzałem, nie denerwuj mnie! Dobra, skończ! – oho ktoś tu go wkurzył.
- Amber bo ja… - teraz przeszkodził nam mój telefon. No nie źle.
- przepraszam, ale to może być coś ważnego…
- pewnie, przeczytaj… - uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam telefon. Zdziwiłam się, gdy przeczytałam tę wiadomość, ale postanowiłam ją zignorować.
*** OCZAMI ZAYNA***
Myślałem, że wybuchnę. Wal trafiła na zły moment, byłem na nią zły, ale pewnie nie wiedziała, że jestem w trakcie powiedzenia czegoś, co może zmienić moje życie o 1800. Gdy przymierzyłem się drugi raz Am dostała sms’a od Nialla, on i Wal wiedzieli jako jedyni. Wstałem zrezygnowany i usiadłem na swoim krześle.
- smacznego – nie miałem ochoty już na nic. Zjedliśmy w ciszy. Rozmowa z nią bardzo mnie rozluźniła. Posadziłem ją na kolana i zacząłem łaskotać. Dziewczyna płakała ze śmiechu i błagała, żebym przestał, ale jej śmiech był jak narkotyk, chciałem słuchać go cały czas. Amy źle się obróciła i spadła ciągnąc mnie za sobą. Trzymając ręce z obu stron jej głowy utrzymywałem się nad jej twarzą. Dla niej może to i był śmieszny moment, ale ja walczyłem w duchy, by nie zrobić czegoś głupiego, a mianowicie ją pocałować. Spojrzałem głęboko w jej uradowane oczy, tak, to je chciałbym widywać za każdym razem, gdy otworzę swoje.
- kocham cię Amber! – jestem totalnym idiotą. Jak ja mogłem jej to powiedzieć?!
- wiem, wiem, ja cię też – uśmiechnęła się do mnie, czyli ona myśli, że kocham ją jako przyjaciel? Świetnie, lepiej być nie może!
- ale ja cię nie kocham, jak przyjaciel, kocham cię jak chłopak kocha swoją dziewczynę, tak po prostu – nie odezwała się do mnie tylko patrzyła na mnie jakby nie rozumiała, o czym mówię, tak bardzo w tej chwili chciałem mieć rację. Wstałem i nerwowo ciągnąłem za końcówki swoich włosów. To mój słaby punkt, zawsze tak robię, gdy jest niezręcznie, lub mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Podszedłem do fontanny i z całej siły w nią kopnąłem. Usiadłem na suchy kawałku marmuru. Poczułem delikatne ciepło na moim ramieniu. Dziewczyna kucnęła przy mnie.
- Zayn, przepraszam, ale ja nie jestem pewna co do moich uczuć do ciebie. Tak, może i traktuję cię inaczej niż resztę chłopców, owszem, ale boję się, że to zwyczajne zauroczenie i z mojej jak i z twojej strony, proszę, dajmy sobie jeszcze trochę czasu… - miała rację, tylko ja byłem pewny moich uczuć, nigdy nie cieszyłem się na widok jakiejś dziewczyny tak bardzo, jak na jej. Mimo to, chciałem, by ona była pewna, już sam fakt, że traktuje mnie inaczej niż resztę dawał mi nadzieję.
- czyli jak na razie będziemy przyjaciółmi? – zabolało jak to mówiłem, ledwo przeszło mi to przez gardło, jednak musiałem.
- nie zupełnie, możemy próbować być trochę bliżej siebie, a potem zadecydujemy co dalej, może być? – ta odpowiedź nawet mi się spodobała, nikt nie musiał wiedzieć, że coś do siebie czujemy, więc mogliśmy sami zdecydować. W sumie to tylko jej wybór, ja byłem pewny. Spojrzałem w jej oczy i uśmiechnąłem się na znak zgody. Chciała wstać, lecz nachyliła się nade mną i lekko mnie pocałowała w usta. Spojrzałem na nią zdziwiony, lekko się speszyła i obróciła do mnie tyłem. Wstałem szybko i objąłem ją ramionami, lekko obracając ją do mnie. Mocno się we mnie wtuliła. Ściągnąłem marynarkę i założyłem na jej ramiona. Podziękowała mi, wiedziałem, że było jej zimno. Zjedliśmy to, co było naszykowane i poszliśmy na spacer. W powietrzu wisiało coś dziwnego. Bardzo miło spędzałem z nią czas. Uwielbiałem jej śmiech, jej uśmiech, kochałem patrzeć na jej zdenerwowaną twarz oraz na smutek, bo bez problemu mogłem wtulić ją w siebie jak małą, bezbronną dziewczynkę. Gdy weszliśmy do domu wszyscy znaleźli się koło nas. Wal patrzyła na nas próbując chować banana na twarzy, Don powstrzymywała się by jej nie przywalić, a mama udawała, że o niczym nie wie.
- dobra koniec tej szopki, dobrze wiem, że pomachałyście pudełkiem nowych butów przed twarzą Wali, a ta puściła parę. Możecie się rozejść!
- wcale nie!
- Don... za dobrze was znam.
- wcale nie puściłam pary! - spojrzałem na nią z miną "serio?!" obróciła natychmiast głowę. Co ta dziewczyna zrobi za buty.
- Wal dobranoc.
- pff i tak się dowiem.
- ciekawość to pierwszy sto…
- dobra dzieciaki! Koniec kłótni, albo idziecie do łóżek, albo siedzicie jeszcze, ale dajcie im spokój.
- dzięki mamo. – dziewczyny zmroziły mnie wzrokiem i usiadły na kanapie. Amy cały czas się śmiała.
- kochające się z was rodzeństwo, nie powiem. – uśmiechnęła się do mnie i podeszła do komody. Wzięła dwa jabłka, jedno rzuciła mi, a sama wzięła gryza swojego. Poszła do salonu, poczochrała moją siostrę za włosy i zaczęła uciekać, bo ta zaczęła ją gonić. Cała trójka świetnie się dogadywała, co mnie bardzo cieszyło. Don postanowiła się nie mieszać i tylko kamerowała ich wygłupy, znając moją siostrę wiedziałem, że ten filmik znajdzie się do jutro na tt. Nagle zobaczyłem dwie postacie lecące na mnie i kto na mnie leżał? Oczywiście Amber. Zacząłem się śmiać. Szatynka się szyderczo uśmiechnęła.
- no Panie Malik role się odwróciły, powtórka z rozrywki?
- czy my o czymś nie wiemy braciszku?
- Don, Wal zbierzmy się. Ręce do góry! – dziewczyny wykonały rozkaz, chodź wydaje mi się, że nie oto jej chodziło, a jej skwaszona mina upewniła mnie w moich przekonaniach. – chodziło o ręce Malika ciołki.
Dziewczyny do mnie podbiegły, a Am usiadła na mnie okrakiem i zaczęła łaskotać. I na co ją łaskotałeś w parku idioto? Mimo to, i tak nie żałuję. Mam straszne łaskotki, a moje siostry zamiast mnie bronić to się wstawiły za szatynką. Policzę się z nimi, ale to może kiedyś. Po moich długich błaganiach dziewczyny wreszcie odpuściły. przybiły sobie piątkę i usiadły na kanapie włączając jakiś film. Nigdy nie zrozumiem kobiet, są zbyt skomplikowane, ale to dobrze, przynajmniej trzeba się nastarać, by coś zrozumieć.
wtorek, 25 lutego 2014
sobota, 1 lutego 2014
ROZDZIAŁ 22 dostałam strzała w tył głowy
ROZDZIAŁ 22
Zobaczyłam śpiącego Zayna i osobę w kapturze trzymającą nóż w ręku. Otworzyłam cicho drzwi i zrzuciłam osobę trzymając jej ręce. Zayn wstał i kompletnie nie wiedział co ma robić.
- zapal światło debilu! – ktoś go uprzedził, widocznie dwie osoby spadające na podłogę robią więcej hałasu, niż myślałam. Spojrzałam na napastnika. Zaraz…
- Perrie?!
- złaź ze mnie krowo! Co ty tu robisz?!
- co ja tu robię?! Chyba raczej co ty tu robiłaś z nożem?!
- zaraz jakim nożem?! – Wal, Don i Trica widocznie się nieźle przestraszyły, nie dziwię się, ja też.
- wchodzę do pokoju i co widzę? Tę sukę z nożem, która nachyla się na Zaynem!
- Amy… dlaczego to zrobiłaś? Przecież mogło ci się coś stać!
- Zayn, jesteś moim przyjacielem. Sam doskonale wiesz, że w takich momentach nie myślisz o sobie, tylko o osobie, która znaczy dla ciebie wiele. – spojrzałam mu w oczy i zeszłam z Pezz. Chłopak przytulił się do mnie. Dziewczyna chciała zwiać, lecz dziewczyny jej nie pozwoliły.
- zaraz będzie tu policja, więc nigdzie nie pójdziesz.
- i co mi zrobią? Ha! Tyle co nic!
- wiesz jesteś taką typową blondi. Wkradłaś się tu, czyli mogą wziąć cię za złodzieja, na dodatek miałaś nóż, co wiążę się z próbą zabójczą. Prawnik podsumuje to prosto: próba zabójstwa, przez przeszkodzenie w obrabowywaniu domu. Zdaje mi się, że troszkę posiedzisz… - no tak, złość na jej twarzy jest dla mnie zwycięstwem, trafiła na osobę, która w młodości naoglądała się sędzi Anny Marii Wesołowskiej. Przyjechała policja, zabrała ją i powiedziała, że jutro musimy wstawić się na zeznania i oczywiście kogo będą przesłuchiwać najwięcej? Mnie. Świetnie! Byłam zmęczona, więc poszłam na górę. Rzuciłam się na łóżko, wiedziałam, że nie zasnę. Po chwili Zayn położył się obok mnie. Obróciłam się w jego stronę.
- nie zaśniesz co nie?
- dokładnie, mam wrażenie, że znowu ktoś tu wejdzie. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby ktoś ci coś zrobił…
- Amy proszę, nie mówmy o tym. – chłopak mocno mnie w siebie wtulił. Cały czas patrzyłam w okno. Rozmawialiśmy długo, ani ja, ani on nie mieliśmy ochoty spać. Wstaliśmy z łóżka o szóstej. Wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki się przebrać oraz zrobić delikatny makijaż. Ubrałam się, rozczesałam włosy, nałożyłam podkład, puder, maskarę i zrobiłam dwie kreski. Zayn trudził się ze swoimi włosami. Oparłam się o futrynę i uśmiechnęłam.
- oh nie trudź się, nawet bez postawionych włosów wyglądasz bosko. Im bardziej oklapnięte, tym bardziej słodko. – chłopak obrócił się do mnie i szeroko uśmiechnął.
- wybacz, ale nie jestem tobą. Muszę coś z tym zrobić – wskazał palcem na swoje włosy. Uparciuch, w roztrzepanych mu lepiej. Podeszłam o niego złapałam gumę do włosów i ułożyłam mu te włosy.
- dziękuję jesteś kochana – podszedł do mnie i pocałował w policzek. Złapał za rękę i poszliśmy do kuchni.
- może zrobimy im śniadanko do łóżek hm?
- w sumie… czemu nie?
- ja się zabieram za jajecznicę, ty rób tosty. – podeszłam do kuchenki i nalałam wody do czajnika i wstawiłam na gaz. Zayn przyniósł mi jajka. Po pół godziny wszystko było gotowe. Wzięliśmy trzy tacki, pięć talerzy, widelce, szklanki itp. Wzięliśmy tacki. Dwie położyliśmy na półce w korytarzu, a z jedną weszliśmy do pokoju pani Trici. I tak po kolei. Zaskoczenie i radość to to, co rano potrzebuję najbardziej. Zeszliśmy na dół, by zjeść nasze śniadanie. Włożyliśmy talerze do zmywarki i usiedliśmy w salonie. Włączyliśmy film, a Zayn wyszedł z domu na godzinę. Poszłam na górę zebrać talerze. Zatrzymałam się w pokoju najmłodszej i zapytana o wczorajszy wieczór, odpowiedziałam i wyszłam z pokoju. Chwila relaksu na kanapie? Tak! Potem przyszedł zadowolony Malik, poopowiadaliśmy sobie z Zaynem historie z naszego życia. Przypominając sobie moje kuzynostwo, z którym nie zawsze się dobrze dogadywałam, ale najlepiej bawiłam uśmiechnęłam się. Zayn miał zabawne dzieciństwo. Opowiadał jak wyrzucił telewizor przez okno, jak powiedział przyjaciółce rodziny, która młodo zaszła w ciążę „nie płacz, może nie jest twoje” myślałam, że nie wyrobię. Zaczęłam się histerycznie śmiać. Zayn najgorzej wspominał dzień przesłuchania w xfactorze. Na dole zebraliśmy się już wszyscy, więc poszliśmy do garażu. Gdy podjechaliśmy pod posterunek, poczułam mocniejsze bicie serca. Przypomniał mi się moment, gdy zgłaszałam donos na mojego „chłopaka”. Nie ma to jak wracać do tych debilnych wspomnień. Weszłam, wypytali o to, co trzeba. Miałam dość. Siedziałam tam prawie godzinę i w kółko mówiłam to samo. Gdy wyszłam wszyscy na mnie czekali. Wywróciłam tylko oczami i podeszłam do auta.
- Amy, może tobie lepiej zrobi spacer na świeżym powietrzu, a reszta wróci do domu?
- nie głupi pomysł…
- a właśnie, mamo wzięłaś prawo jazdy?
- zawsze noszę przy sobie!
- ok to my idziemy, będziemy potem. – szliśmy tak przez park. Przy nim zapominałam o tym, co nie przyjemne. Byłam po prostu sobą.
- dzisiaj mamy galę, pójdziesz z nami, bo również dostałaś propozycję ubierz się ładnie ok?
- muszę?
- to ważna gala, lepiej idź.
Nie odpowiadało mi raczej parowanie w sukience przed kamerami, nie mój świat. Ale co tam, prędzej czy później niektóre moje „siostry” i tak puszczą na mnie falę hejtów, jaka to ja brzydka, gruba, jak żeruję na kasie brata, wykorzystuję dla sławy bla bla bla. Tylko zaraz, jakiej sławy? Jestem sławna? Nie, jestem tylko siostrą idola wielu osób, ale nie zapominajmy, że również mojego idola. Ja nie mogę być jego siostrą, ale każda z nich by chciała… jakoś nie brałam ich słów do serca. Masz problem? Porozmawiaj z moim palcem. Weszłam do domu, lecz po chwili skapnęłam się, że pewnie, a raczej na pewno nie brałam sukienki na galę do Bradford. Pobiegłam do dziewczyn, które zaoferowały mi pomoc. Kamień z serca. Chodziłyśmy po sklepach. Wybrałyśmy tą:
Dziewczyny mówiły mi, że świetnie w niej wyglądam, ale ja tak nie uważałam. Poszłyśmy do obuwniczego, po jakieś buty. Chciałam kupić trampki, lecz widząc miny dziewczyn podeszłam no półki ze szpilkami. Ugh. Wybrałam te:
I zadowolone wróciłyśmy do domu. Poszłam wziąć prysznic. Miałam wyjazd o 5. Dwie godziny? Wyrobię się! Wyszłam z wanny, wysuszyłam się, ubrałam, zrobiłam makijaż. Nie delikatny, ale też nie wyzywający, jak dla mnie idealny. Wzięłam lokówkę i zrobiłam sobie fale. Włożyłam do torebki telefon, chusteczki i trochę kosmetyków. Przejrzałam się w lustrze. Mogę tak wyjść. Zeszłam na dół i spotkałam się z trzema wielkimi bananami na twarzach dziewczyn oraz wielkimi oczami Malika.
- ugh aż tak źle? – lekko się skwasiłam.
- nie Amy, wyglądasz tak… wow! – myślę, że na urodziny kupię Zaynowi słownik. – jesteś śliczna!
- błagam, wszyscy dobrze wiemy, że nie. Jestem gruba i brzydka. – dostałam strzała w tył głowy. – dzięki Wali… - ta dziewczyna była niemożliwa, z wielką dumą mogę stwierdzić, że jest doskonałym materiałem na przyjaciółkę. Dziewczyna tylko wzdrygnęła ramionami. Do wyjazdu zostało jeszcze pół godziny.
- zapomniałbym! Am ty pojedziesz z Sarah ok? ja muszę coś jeszcze załatwić. – chłopak puścił oczko do sióstr. Zwariowana rodzinka, nie powiem. Sarah to dziewczyna Harryego. Jest w moim wieku, lecz Hazzie nie przeszkadza to, że ma trzy lata młodszą dziewczynę. Byli naprawdę słodcy, a Hazz był z nią bardzo szczęśliwy. Widać, że to ona daje mu szczęście. Muszę zrobić sobie prawko, potem wyczuwam szpan na Skypie, że te łosie muszą czekać jeszcze dwa lata. Pożegnałam się z chłopakiem całusem w policzek po czym usiadłam w salonie. Włączyłam na laptopie pierwszy lepszy filmik z gali. Nie chcę wyjść na idiotkę. Śmiałam się z „sukni” niektórych sław. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Otworzyłam i wtuliłam się w drobną brunetkę. Pomachałam i wyszłam do dwór. Jadąc cały czas się śmiałam. Dziewczyna zatrzymała się przed parkiem, dopiero teraz skapnęłam się, że jest coś z nią nie tak.
- Sazz? – kochałam tak na nią mówić, zawsze się wtedy tak słodko denerwowała.
- Ambear – ugh. Kiedyś ją za to mocno uderzę.
- mam pytanie… dlaczego ty jesteś w dresach?!
- Amy, słonko, bo może tak nie jestem w oficjalnym związku z Hazzem?
- no tak, nie pomyślałam, sorki.
- wysiądź i jak pójdziesz przez park to na końcu ma czekać któryś z chłopców.
- dlaczego nie możesz podjechać z drugiej strony?
- bo jak fanki widzą jakiekolwiek auto rzucają się, papzy stoją dalej, a jeśli miałabym podjechać to wyobrażasz sobie to za jakiś czas „szoferka Amber Payne, która przywiozła ją na galę, teraz jest w związku z jednym z członków boysbandu!” wybacz kochana, ale spacerek dobrze ci zrobi.
- niech ci będzie. Właśnie, po co ja tam? Jestem zwyczajną dziewczyną.
- i siostrą jednego z najsławniejszych chłopaków na świecie, a na dodatek, która odnalazła się po kilku latach. Walyiha i Lottie też czasami dostawały zaproszenia, więc przyszła kolej na ciebie.
- nie lubię cię!
- wiem, ja też cię kocham. – zmroziłam ją wzrokiem, lecz dziewczyna się tylko tryumfalnie uśmiechnęła. Wyszłam z auta i pomachałam jej na pożegnanie. Po chwili dostałam sms’a. spojrzałam na wyświetlacz.
Wrzuciłam telefon do torebki i weszłam do parku. W duchu dziękowałam osobie, która zamontowała tutaj latarnie. Szłam tak jeszcze kawałek. Świetnie, zgubiłam się nocą w parku, a za chwilę mamy galę. Kto ma takie szczęście? Bałam się i przeklinałam na samą siebie, że tak bardzo uparłam się na obcas. Nagle ktoś złapał mnie za rękę.
- zostaw mnie zboczeńcu!
- no nieźle. Od kiedy jestem zboczeńcem?
- Zayn?
- a widzisz tu kogoś innego?
- wystraszyłeś mnie Malik.
- cała przyjemność po mojej stronie Panno Payne.
- nie zgrywaj gentelmana Maliczku. – chłopak tylko się zaśmiał i wyciągnął rękę w moją stronę. Jeśli złapie mnie jakiś potwór to przynajmniej nie zabierze mnie samej. Jej! Ja to mam szczęście. Szliśmy kawałem i zobaczyłam mały stoliczek ze śliczną zastawą. Zaraz…
- usiądziesz?
- Zayn, a gala?
- ty się jeszcze nie skapnęłaś? To był tylko taki mały pretekst, żeby wyrwać cię z domu. – co ja co, ale łeb to on ma. Pociągnął mnie w stronę stolika i posadził na krześle.
- mówiłem ci już, że ślicznie wyglądasz? – czy on aby na pewno się dobrze czuje?
- wszystko z tobą w porządku?
- tak, znaczy nie. Uh! Miałem ci powiedzieć tak? Myślę, że to najlepszy moment. – chłopak wstał i podszedł do mnie. Klęknął przy moim krześle i położył rękę na moim kolanie. Znając go złapał się, by nie zaliczyć gleby. Oczekiwałam na durne przemówienie, najczęściej Horan miał w zwyczaju, ale go też wysłucham.
______
ostatnie godziny do pobicia rekordu!! jak wam idzie kochani?! <333
Zobaczyłam śpiącego Zayna i osobę w kapturze trzymającą nóż w ręku. Otworzyłam cicho drzwi i zrzuciłam osobę trzymając jej ręce. Zayn wstał i kompletnie nie wiedział co ma robić.
- zapal światło debilu! – ktoś go uprzedził, widocznie dwie osoby spadające na podłogę robią więcej hałasu, niż myślałam. Spojrzałam na napastnika. Zaraz…
- Perrie?!
- złaź ze mnie krowo! Co ty tu robisz?!
- co ja tu robię?! Chyba raczej co ty tu robiłaś z nożem?!
- zaraz jakim nożem?! – Wal, Don i Trica widocznie się nieźle przestraszyły, nie dziwię się, ja też.
- wchodzę do pokoju i co widzę? Tę sukę z nożem, która nachyla się na Zaynem!
- Amy… dlaczego to zrobiłaś? Przecież mogło ci się coś stać!
- Zayn, jesteś moim przyjacielem. Sam doskonale wiesz, że w takich momentach nie myślisz o sobie, tylko o osobie, która znaczy dla ciebie wiele. – spojrzałam mu w oczy i zeszłam z Pezz. Chłopak przytulił się do mnie. Dziewczyna chciała zwiać, lecz dziewczyny jej nie pozwoliły.
- zaraz będzie tu policja, więc nigdzie nie pójdziesz.
- i co mi zrobią? Ha! Tyle co nic!
- wiesz jesteś taką typową blondi. Wkradłaś się tu, czyli mogą wziąć cię za złodzieja, na dodatek miałaś nóż, co wiążę się z próbą zabójczą. Prawnik podsumuje to prosto: próba zabójstwa, przez przeszkodzenie w obrabowywaniu domu. Zdaje mi się, że troszkę posiedzisz… - no tak, złość na jej twarzy jest dla mnie zwycięstwem, trafiła na osobę, która w młodości naoglądała się sędzi Anny Marii Wesołowskiej. Przyjechała policja, zabrała ją i powiedziała, że jutro musimy wstawić się na zeznania i oczywiście kogo będą przesłuchiwać najwięcej? Mnie. Świetnie! Byłam zmęczona, więc poszłam na górę. Rzuciłam się na łóżko, wiedziałam, że nie zasnę. Po chwili Zayn położył się obok mnie. Obróciłam się w jego stronę.
- nie zaśniesz co nie?
- dokładnie, mam wrażenie, że znowu ktoś tu wejdzie. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby ktoś ci coś zrobił…
- Amy proszę, nie mówmy o tym. – chłopak mocno mnie w siebie wtulił. Cały czas patrzyłam w okno. Rozmawialiśmy długo, ani ja, ani on nie mieliśmy ochoty spać. Wstaliśmy z łóżka o szóstej. Wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki się przebrać oraz zrobić delikatny makijaż. Ubrałam się, rozczesałam włosy, nałożyłam podkład, puder, maskarę i zrobiłam dwie kreski. Zayn trudził się ze swoimi włosami. Oparłam się o futrynę i uśmiechnęłam.
- oh nie trudź się, nawet bez postawionych włosów wyglądasz bosko. Im bardziej oklapnięte, tym bardziej słodko. – chłopak obrócił się do mnie i szeroko uśmiechnął.
- wybacz, ale nie jestem tobą. Muszę coś z tym zrobić – wskazał palcem na swoje włosy. Uparciuch, w roztrzepanych mu lepiej. Podeszłam o niego złapałam gumę do włosów i ułożyłam mu te włosy.
- dziękuję jesteś kochana – podszedł do mnie i pocałował w policzek. Złapał za rękę i poszliśmy do kuchni.
- może zrobimy im śniadanko do łóżek hm?
- w sumie… czemu nie?
- ja się zabieram za jajecznicę, ty rób tosty. – podeszłam do kuchenki i nalałam wody do czajnika i wstawiłam na gaz. Zayn przyniósł mi jajka. Po pół godziny wszystko było gotowe. Wzięliśmy trzy tacki, pięć talerzy, widelce, szklanki itp. Wzięliśmy tacki. Dwie położyliśmy na półce w korytarzu, a z jedną weszliśmy do pokoju pani Trici. I tak po kolei. Zaskoczenie i radość to to, co rano potrzebuję najbardziej. Zeszliśmy na dół, by zjeść nasze śniadanie. Włożyliśmy talerze do zmywarki i usiedliśmy w salonie. Włączyliśmy film, a Zayn wyszedł z domu na godzinę. Poszłam na górę zebrać talerze. Zatrzymałam się w pokoju najmłodszej i zapytana o wczorajszy wieczór, odpowiedziałam i wyszłam z pokoju. Chwila relaksu na kanapie? Tak! Potem przyszedł zadowolony Malik, poopowiadaliśmy sobie z Zaynem historie z naszego życia. Przypominając sobie moje kuzynostwo, z którym nie zawsze się dobrze dogadywałam, ale najlepiej bawiłam uśmiechnęłam się. Zayn miał zabawne dzieciństwo. Opowiadał jak wyrzucił telewizor przez okno, jak powiedział przyjaciółce rodziny, która młodo zaszła w ciążę „nie płacz, może nie jest twoje” myślałam, że nie wyrobię. Zaczęłam się histerycznie śmiać. Zayn najgorzej wspominał dzień przesłuchania w xfactorze. Na dole zebraliśmy się już wszyscy, więc poszliśmy do garażu. Gdy podjechaliśmy pod posterunek, poczułam mocniejsze bicie serca. Przypomniał mi się moment, gdy zgłaszałam donos na mojego „chłopaka”. Nie ma to jak wracać do tych debilnych wspomnień. Weszłam, wypytali o to, co trzeba. Miałam dość. Siedziałam tam prawie godzinę i w kółko mówiłam to samo. Gdy wyszłam wszyscy na mnie czekali. Wywróciłam tylko oczami i podeszłam do auta.
- Amy, może tobie lepiej zrobi spacer na świeżym powietrzu, a reszta wróci do domu?
- nie głupi pomysł…
- a właśnie, mamo wzięłaś prawo jazdy?
- zawsze noszę przy sobie!
- ok to my idziemy, będziemy potem. – szliśmy tak przez park. Przy nim zapominałam o tym, co nie przyjemne. Byłam po prostu sobą.
- dzisiaj mamy galę, pójdziesz z nami, bo również dostałaś propozycję ubierz się ładnie ok?
- muszę?
- to ważna gala, lepiej idź.
Nie odpowiadało mi raczej parowanie w sukience przed kamerami, nie mój świat. Ale co tam, prędzej czy później niektóre moje „siostry” i tak puszczą na mnie falę hejtów, jaka to ja brzydka, gruba, jak żeruję na kasie brata, wykorzystuję dla sławy bla bla bla. Tylko zaraz, jakiej sławy? Jestem sławna? Nie, jestem tylko siostrą idola wielu osób, ale nie zapominajmy, że również mojego idola. Ja nie mogę być jego siostrą, ale każda z nich by chciała… jakoś nie brałam ich słów do serca. Masz problem? Porozmawiaj z moim palcem. Weszłam do domu, lecz po chwili skapnęłam się, że pewnie, a raczej na pewno nie brałam sukienki na galę do Bradford. Pobiegłam do dziewczyn, które zaoferowały mi pomoc. Kamień z serca. Chodziłyśmy po sklepach. Wybrałyśmy tą:
Dziewczyny mówiły mi, że świetnie w niej wyglądam, ale ja tak nie uważałam. Poszłyśmy do obuwniczego, po jakieś buty. Chciałam kupić trampki, lecz widząc miny dziewczyn podeszłam no półki ze szpilkami. Ugh. Wybrałam te:
I zadowolone wróciłyśmy do domu. Poszłam wziąć prysznic. Miałam wyjazd o 5. Dwie godziny? Wyrobię się! Wyszłam z wanny, wysuszyłam się, ubrałam, zrobiłam makijaż. Nie delikatny, ale też nie wyzywający, jak dla mnie idealny. Wzięłam lokówkę i zrobiłam sobie fale. Włożyłam do torebki telefon, chusteczki i trochę kosmetyków. Przejrzałam się w lustrze. Mogę tak wyjść. Zeszłam na dół i spotkałam się z trzema wielkimi bananami na twarzach dziewczyn oraz wielkimi oczami Malika.
- ugh aż tak źle? – lekko się skwasiłam.
- nie Amy, wyglądasz tak… wow! – myślę, że na urodziny kupię Zaynowi słownik. – jesteś śliczna!
- błagam, wszyscy dobrze wiemy, że nie. Jestem gruba i brzydka. – dostałam strzała w tył głowy. – dzięki Wali… - ta dziewczyna była niemożliwa, z wielką dumą mogę stwierdzić, że jest doskonałym materiałem na przyjaciółkę. Dziewczyna tylko wzdrygnęła ramionami. Do wyjazdu zostało jeszcze pół godziny.
- zapomniałbym! Am ty pojedziesz z Sarah ok? ja muszę coś jeszcze załatwić. – chłopak puścił oczko do sióstr. Zwariowana rodzinka, nie powiem. Sarah to dziewczyna Harryego. Jest w moim wieku, lecz Hazzie nie przeszkadza to, że ma trzy lata młodszą dziewczynę. Byli naprawdę słodcy, a Hazz był z nią bardzo szczęśliwy. Widać, że to ona daje mu szczęście. Muszę zrobić sobie prawko, potem wyczuwam szpan na Skypie, że te łosie muszą czekać jeszcze dwa lata. Pożegnałam się z chłopakiem całusem w policzek po czym usiadłam w salonie. Włączyłam na laptopie pierwszy lepszy filmik z gali. Nie chcę wyjść na idiotkę. Śmiałam się z „sukni” niektórych sław. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Otworzyłam i wtuliłam się w drobną brunetkę. Pomachałam i wyszłam do dwór. Jadąc cały czas się śmiałam. Dziewczyna zatrzymała się przed parkiem, dopiero teraz skapnęłam się, że jest coś z nią nie tak.
- Sazz? – kochałam tak na nią mówić, zawsze się wtedy tak słodko denerwowała.
- Ambear – ugh. Kiedyś ją za to mocno uderzę.
- mam pytanie… dlaczego ty jesteś w dresach?!
- Amy, słonko, bo może tak nie jestem w oficjalnym związku z Hazzem?
- no tak, nie pomyślałam, sorki.
- wysiądź i jak pójdziesz przez park to na końcu ma czekać któryś z chłopców.
- dlaczego nie możesz podjechać z drugiej strony?
- bo jak fanki widzą jakiekolwiek auto rzucają się, papzy stoją dalej, a jeśli miałabym podjechać to wyobrażasz sobie to za jakiś czas „szoferka Amber Payne, która przywiozła ją na galę, teraz jest w związku z jednym z członków boysbandu!” wybacz kochana, ale spacerek dobrze ci zrobi.
- niech ci będzie. Właśnie, po co ja tam? Jestem zwyczajną dziewczyną.
- i siostrą jednego z najsławniejszych chłopaków na świecie, a na dodatek, która odnalazła się po kilku latach. Walyiha i Lottie też czasami dostawały zaproszenia, więc przyszła kolej na ciebie.
- nie lubię cię!
- wiem, ja też cię kocham. – zmroziłam ją wzrokiem, lecz dziewczyna się tylko tryumfalnie uśmiechnęła. Wyszłam z auta i pomachałam jej na pożegnanie. Po chwili dostałam sms’a. spojrzałam na wyświetlacz.
Wrzuciłam telefon do torebki i weszłam do parku. W duchu dziękowałam osobie, która zamontowała tutaj latarnie. Szłam tak jeszcze kawałek. Świetnie, zgubiłam się nocą w parku, a za chwilę mamy galę. Kto ma takie szczęście? Bałam się i przeklinałam na samą siebie, że tak bardzo uparłam się na obcas. Nagle ktoś złapał mnie za rękę.
- zostaw mnie zboczeńcu!
- no nieźle. Od kiedy jestem zboczeńcem?
- Zayn?
- a widzisz tu kogoś innego?
- wystraszyłeś mnie Malik.
- cała przyjemność po mojej stronie Panno Payne.
- nie zgrywaj gentelmana Maliczku. – chłopak tylko się zaśmiał i wyciągnął rękę w moją stronę. Jeśli złapie mnie jakiś potwór to przynajmniej nie zabierze mnie samej. Jej! Ja to mam szczęście. Szliśmy kawałem i zobaczyłam mały stoliczek ze śliczną zastawą. Zaraz…
- usiądziesz?
- Zayn, a gala?
- ty się jeszcze nie skapnęłaś? To był tylko taki mały pretekst, żeby wyrwać cię z domu. – co ja co, ale łeb to on ma. Pociągnął mnie w stronę stolika i posadził na krześle.
- mówiłem ci już, że ślicznie wyglądasz? – czy on aby na pewno się dobrze czuje?
- wszystko z tobą w porządku?
- tak, znaczy nie. Uh! Miałem ci powiedzieć tak? Myślę, że to najlepszy moment. – chłopak wstał i podszedł do mnie. Klęknął przy moim krześle i położył rękę na moim kolanie. Znając go złapał się, by nie zaliczyć gleby. Oczekiwałam na durne przemówienie, najczęściej Horan miał w zwyczaju, ale go też wysłucham.
______
ostatnie godziny do pobicia rekordu!! jak wam idzie kochani?! <333
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)
