wtorek, 25 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 7 „po to masz mózg, żeby myśleć Zayn."


ROZDZIAŁ 7
    „a ja? – ja płakałam”
- po to masz mózg, żeby myśleć Zayn.
- haha ja i myślenie
- właśnie zauważyłam
- co ci się tak humor zmienił nagle? Przed chwilą się śmiałaś a teraz taka poważna
- muszę wracać do domu
- nie mamy daleko.
- dam sama radę. Mam GPS’a
- ale ty śpisz u nas
- co!?
- nie cieszysz się?
-: nie!
-: czemu? Myślałem, że nas polubiłaś…
-: bo was lubię, ale nienawidzę zawracać komuś głowy i latać jak mol koło dupy.
-: nie zawracasz głowy!
-: no nie wcale! Co chwile się o coś was będę pytała bo nie wiem gdzie co jest.
-: no i co? To dobrze!
-: nie Zayn to nie dobrze! Zrozum, że nie lubię być nachalna!
-: nie jesteś! Przecież nie nauczysz się kilku rzeczy nie pytając kogoś najpierw jak to się robi!
-: tyle, że ja nigdy nie prosiłam nikogo o pomoc! Sama się wszystkiego uczyłam i dawałam radę! Rodzice chcieli mi pomóc, ale ja nie chciałam. Nie miałam zamiaru być względna! Szkoła, gimnazjum sama dawałam radę! Rodziców prosiłam tylko o to by wozili mnie gdzieś np. zrobić zdjęcia na legitymacje czy coś, ale nic więcej!!
-: to naucz się otrzymywać pomoc!
-: wolę ją dawać komuś niż ją otrzymywać. Nienawidzę ludzi, którzy się nade mną litują!!
-:  oni chcą ci pomóc!
-: ale ja nie chcę ich pomocy?! Nie chcę ich „litości” , bo co to za litość ja pójdę i tak czy siak cię obgadają za plecami!! Zrozum, że nie chcę tak!!
-: no właśnie nie rozumiem!!
-: to masz pecha!!  Moja wina, że co chciałeś- dostawałeś?! Nie!
-: bo ja przyjmowałem pomoc!!
-: a ja nie!
- dobra koniec!
-  wiesz, co? Idź sobie!
- nie to nie, bez łaski. Cześć!
- spie*dalaj!!
Po tym zrobiło mi się smutno. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jaka jestem wredna dla ludzi, którzy chcą mi pomóc…niestety było za późno, Zayn poszedł gdzieś, a ja zostałam sama. Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać.




 Wyjęłam telefon i postanowiłam, że wrócę do rodziców. Cholera! Znam adres chłopców, ale rodziców!? Do chłopaków nie pojadę, bo nie lubię takich napiętych atmosfer jaka była między mną, a Zaynem. To spowodowało kolejne łzy, czemu płakałam?! Zawsze byłam silna, mimo wielkiego bólu dawałam radę, nie poddawałam się.

Nie ważne, jak życie jest ciężkie-
Nie trać nadziei  !!

Może ten cały bolec, za którym krył się gromadzony przez tyle lat ból puścił? Tak po prostu? Może, że zbyt łatwo tracę bliskie mi osoby, osoby na których mi tak cholernie zależy? Nie wiem. Czuję dziś coś, czego jeszcze nie doświadczyłam. Ból. Ból w sercu. Wiem, że zbyt dużo osób straciłam, nerwy znalazły ujście, a ja? – ja płakałam. Płakałam jak 5-cio letnia dziewczynka, która przewróciła się i zdarła kolano, lub jak dziecko, które wyzwała mama.
Do tej pory dawałam sobie z tym radę, lecz kiedyś musi być ten koniec, ten nieodczuwalny hamulec, który uruchamia swą dźwignię, gdy wie, że dalej nie pojedzie.
- Amber… - usłyszałam męski głos, który był mi doskonale znany.
- Zayn, ja...
- nie Amy! To ja chcę przeprosić.
- nie masz za co Zayn. Cię po prostu zdenerwowało moje zachowanie. To zrozumiałe. Nie jestem na ciebie zła- wręcz przeciwnie. Jestem szczęśliwa, bo to właśnie dzięki tobie doceniłam to, co ludzie chcieli mi ofiarować – przyjaźń.  Przemyślałam sobie wszystko i chcę cię przeprosić..
- ale ja się nie gniewam na ciebie głuptasie!!
- ale gniewałeś.
- no na początku tak, ale potem przemyślałem wszystko i powinienem tak się ciebie nie czepiać…
- każdy ma prawo wyrazić swoją opinię na dany temat, a ja powinnam cię wysłuchać, a nie od razu naskakiwać…
- dobra już się nie kłóćmy…
Zayn usiadł koło mnie a ja oparłam ręce na kolana i położyłam głowę. Siedzieliśmy tak w ciszy. Po jakimś czasie zrobiło mi się zimno ale nie chciałam budzić Zayna z przemyśleń.
- zimno ci.
- skąd wiesz?
- bo masz gęsią skórkę.
- aa no tak.
- masz. – Zayn włożył na mnie swoją bluzę i się do mnie uśmiechnął, zrobiłam to samo.
- haha ale teraz tobie będzie zimno…
- jestem zimnolubny.
- haha tak tak jasne.
- no serio. Nie wierzysz mi?
-wierzę, wierzę
- to dobrze.
 Siedzieliśmy w ciszy.

- idziemy? – w końcu postanowiłam przerwać tę ciszę.
- gdzie?
- no... do domu.
- ale po co?
- jak wolisz...
- nie no, jak chcesz to możemy iść, ale tam nic i tak nie będziemy robić...
- siedzimy.
- ok :)
Zayn zaczął się dziwnie zachowywać... najpierw się rozglądał, a potem się śmiał.
- yyy co ci jest? 
- mi? nic!
- naćpałeś się?
- co? no bez przesady mam odpały, ale nie aż takie jakbym był na haju czy coś w tym stylu....
- hahah głupek!!
- ja?
- no a kto niby? pewnie że ty!!
- osz ty! pożałujesz !!
- mam się bać? no chyba nie!!
- zobaczymy!! - powiedział pod nosę, wstał i przerzucił mnie przez ramię, tak że wisiałam do góry nogami.
- co ty robisz Zayn?!
- widzisz tą fontannę?
- no widzę ale co ona ma z tym... nie Zayn! nie ! puść mnie ! słyszysz ! Zayn!!
Stanął koło fontanny. Teraz trzymał mnie na rękach.
- gotowa? - złapałam się go tak mocno, że razem wylądowaliśmy w zimnej wodzie.
- i co zadowolony? - odburknęłam mu.
- pomimo tego, że wrzuciłaś i mnie to tak.
Zrobił taką minę, że zaczęłam się śmiać. Chlusnęłam go wodą i wyszeptałam cisze "świnia"
- słyszałem!!
- no co ty!? - odwróciłam się i zobaczyłam....