środa, 25 września 2013

ROZDZIAŁ 11 proszę cię, to Louis ...

ROZDZIAŁ  11
Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę on.
- Maciek ! jeju to ty !
Podleciałam do chłopaka i go przytuliłam był zdziwiony.
- co ja ?
- no nie wiedziałam, że cię tu spotkam, a tu proszę !
- nie rozumiem…
- to ja Agata. Ta ze samolotu kojarzyłam cię, ale nie wiedziałam skąd. Dopiero, gdy do mnie zadzwoniłeś, powiedziałeś o swoim pobycie w szpitalu i powiedziałeś podobnie do mnie to mnie olśniło.
- serio to ty?
- serio. Rozłącz się. – chłopak wykonał moje polecenie pokazałam mu telefon. Zakończyły połączenie w tym samym czasie.
- daj telefon.
- po co ci?
- pamiętasz jak w samolocie prosiłeś mnie o wspólne zdjęcie? Mam takie samo. – pokazałam chłopakowi zdjęcie na jego i moim telefonie. -   Patrz to my. Teraz mnie poznajesz ?
- nie prosiłem tylko błagałem. O matko ! Agata to naprawdę ty?
- nie na niby… haha tak to ja.
- dobra teraz wyjaśniaj o co chodzi z tą Amber i w ogóle co u ciebie źle się kręci.
- od czego zacząć. Ok. zacznę od początku. Mieszkałam w Polsce gdzie opiekowali się mną rodzice. Okazało się, że jestem adoptowana. Muszę wrócić do Anglii do prawdziwych rodziców. – chłopak chciał już coś powiedzieć, ale go powstrzymałam -  Poczekaj nic nie mów, daj mi skończyć. Muszę mi iż jestem adoptowana, ponieważ, gdy miałam sześć miesięcy zostałam porwana. Ta kobieta wywiozła mnie do Polski i zostawiła pod drzwiami. Najlepsze to, że moim bratem okazał się mój idol. Można rzec bohater.
- czyli kto?
-Amber miałaś leżeć ! dziewczyno co my z tobą przeżyjemy ?
- Liam Payne ? – maciek zrobił wielkie oczy. – skąd wy się znacie? Jestem waszym fanem ! mogę autograf ?
- pewnie. – braciszek podpisał się na kartce chłopaka.
- taaa Liam to mój brat, który miał się na mnie nie drzeć….- wysłałam groźne spojrzenie w stronę chłopaka.
- za to ty mi coś obiecałaś. Noga boli ?
- nie gdzie tam… mogę skakać, biegać, wszystko czego zapragnę….
- czyli boli.
- a ty co? Czemu nie na Sali ?
- wypuścili mnie do domu.
- szczęściarz. A co z Niallem ?
- go też wypuścili….
- no nie !! a ja ?! całe szczęście, że tu jest Maciek. Nie wytrzymałabym.
- taaa ja wychodzę jutro…
- bez jaj !
- no proszę. Idzie blondynek… - zauważyłam ucieszonego Nialla. Podszedł do mnie ucieszony, ale spiorunowałam go wzrokiem więc usiadł na łóżku kolegi, który korzystając z sytuacji podał blondasowi kartkę.
- dalej jesteś na mnie zła?
- jestem zła, że wychodzicie.
- ymm o patrz ! Lou i Harry idą !!
- Amy złotko !!!
- Lou idioto ! – taa bardzo ciepło przywitałam przyjaciela.
- to ja może klepnę na kanapę… - Harry zrezygnował z powitania.
Długo rozmawialiśmy. Zobaczyłam Zayna tańczącego i niosącego bukiet kwiatów. Podszedł do mnie z uśmiechem.
- dobre wieści księżniczko ! – temu nigdy szczęścia nie za mało.
Wszyscy obrócili się w stronę Zayna z miną „WTF !?” ja również.
- księżniczko ?
- tak mi się powiedziało.
- no ok. co to za dobre wieści ?
- wyniki wyszły super jutro wracasz do domu !
- coś czuję, że to połowa twojego szczęścia.
- masz racje.
- a druga ? – oczywiście. Ciekawski Niall na niego nie ma mocnych.
- pewnie to, że mnie zabije…
- za co?
- wiesz jakiej ona mi siary narobiła jak się wyśmiewała z tego policjanta ?
- to mój kolego głupku ! a z resztą sam się śmiałeś ! – uśmiechnęłam się i wywaliłam mu język. Odpowiedział tym samym.
- mam jeszcze jedną ważną wiadomość !
- jaką ?
- menagerka Little Mix ostro wkurzyła Paula, przez co ten, kazał jej przyznać się, że kazała Paulowi rozkazać mi, abym był z Perrie dla rozsławienia jej zespołu. Perrie powiedziała całą prawdę w wywiadzie przez co nie muszę okłamywać fanów i ogólnie całego świata !
- i directioners ! – poprawiłam mulata.
- ja i ich najbardziej muszę przeprosić. Jutro mamy wywiad dotyczący tego i sprawy z Amber, która jedzie z nami.
- chyba śnisz ! nigdzie nie jadę.
- jedziesz.
- powiedziałam, że jedyne miejsce gdzie mogę jechać to dom.
- nie zostaniesz sama w domu. – oczywiście Liam musiał się wtrącić.
- jesteś tego pewien ?
- tak jestem. Paul jedzie z nami więc będzie ochrona, ale jednak i tak najbardziej można zaufać Paulowi.
- i tak nie jadę.
- Amber.
- Liam.
- Amy nie zaczynaj znowu !
- nie rób ze mnie dziecka Liam. Ja wiem, że jestem twoją młodszą siostrą i chcesz mnie chronić na dodatek jeszcze przebieg zdarzeń z przeszłości i teraz chcesz to odrobić, ale ja nie mam sześciu lat, tylko szesnaście. Dam sobie sama radę. Nie potrzebuję twojej pomocy. Nie będziesz przecież przez całe życie za mnie odpowiadał. Mam swój rozum i potrafię decydować co dla mnie dobre, a co złe, a gdy się pomylę i wybiorę to drugie to tylko nauczy mnie czegoś w życiu. Nie chcę mieć idealnego życia. Jak to powiedziała pewna mądra osoba znajdująca się tu w Sali „należy cieszyć się z rollercoaster’u jakim jest życie” – Malik uśmiechnął się, gdy wspomniałam jego słowa – czasem jest pod górkę, ale następuje taki moment, gdy jesteś na szczycie i wszystko zdaje się być fantastyczne. Wystarczy jedno zdarzenie, by wspiąć się na górkę, ale także z niej spaść. Gdy wiemy, że nie pokonamy tej trudności wołamy po pomoc, czyli przyjaciół. Jak to się mówi „nic na siłę” jeśli wiesz, że ta osoba potrzebuje pomocy robimy to nie zauważalnie, w końcu nie na darmo mówi się, że przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas gdy nasze skrzydła zapominają jak latać. Kocham cię i doceniam twoją pomoc, ale zrozum, że nie jestem tak nauczona rodzice wychowywali mnie na silną pocieszali mówiąc, że jestem o jedną trudną sytuację do przodu. Lecz bali się powiedzieć czegoś co zrujnuje mi życie. Nie jestem zła, bo dla każdego rodzica dziecko jest jeszcze za młode. W wieku 6 lat nie zrozumie, mając 10 będzie zawiedzione, 14 dojrzewa i mogłoby uciec z domu, 20 jest dorosłe chce stworzyć rodzinę… dziadek zawsze mnie uczył, by pokazać światu swoją silną stronę, nie pokazywać swych emocji. Na świecie żyje dużo egoistów, którzy zawsze to źle odbiorą. Upadłeś? Otrzep się i idź dalej. Był osobą, która wiedziała o mnie wszystko, która tak naprawdę najlepiej mnie rozumiała. Gdy umarł… to było jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Każdego wieczoru czułam, że przy mnie jest, podpowiada mi co robić. Podchodząc do jego grobu, zapalając świeczkę uśmiecham się, bo wiem, że bardzo mnie kochał i dalej mnie kocha. Każe mi być silną. Dlatego nie chcę iść na łatwiznę, ciężko jest mi zwierzać się innym, bo wiem, że nigdy nie znajdę takiej osoby, jaką był on. On uczył mnie śpiewać, sam śpiewał kiedy uczyłam się grać na gitarze, uczył mnie doić krowy, jeździć ciągnikiem. Miał do mnie ogromne zaufanie. Napisał ze mną piosenkę, która zawsze siedzi mi w głowie. Zawsze miał swoją starą gitarę schowaną w szafie. Gdy miałam ciężki dzień, lub byłam smutna przyjeżdżałam do niego, wyciągałam gitarę i śpiewaliśmy ciesząc się swoim towarzystwem. Nigdy go nie zapomnę. Zawsze pozostanie w moim sercu i nigdy z niego nie wyjdzie. Nawet teraz czuję, że trzyma mnie za rękę, że jest ze mną. Dlatego nic mi się nie stanie. – chłopcy płakali. Jedynie Harry obrócił się do okna, by powstrzymać łzy.
- Amber przepraszam, ale jedź z nami.
- nie Liam, już dość fascynacji przyniosłam fanom i w ogóle. Pojadę do mamy.
- Amy, ale oni pracują.
- ok. pojadę z wami, ale nie będę udzielać wywiadu. Będę stała koło Paula ok.?
- no dobrze.
-  czyli Zerrie to był tylko pretekst, by LM stało się sławne ? ciekawe…. – zrobiłam minę detektywa gładząc się po brodzie. Chłopcy zaczęli się ze mnie śmiać. O matko ! zapomniałam o Maćku. Biedaczek leży sam i nikt się do niego nie odzywa.
- a ty sierotko co? Siadaj koło mnie, a nie tak sam siedzisz ! – chłopak zrobił wielkie oczy.
- aaa to ty masz już kolegę ? ale mogłabyś się milej odzywać do niego Amy nie ładnie jest tak odzywać się do nowych
- znam go Lou dłuższy czas. – przeszkodziłam mu. Miałam dość prawienia mi zasad.
- mhm to zapraszamy kolego !
- ma na imię Maciek.
- Masiek ?
- Maciek !
- Ma – cek
- ehhh Lou… - taa Louis najmniej z grupy umiał język polski. Chłopak usiadł koło mnie.
- jestem waszym fanem – wydukał po angielsku
- nie trudź się znają polski. A właśnie skąd umiecie mówić po polsku? – dziwiło mnie to, bo śmiesznie ze sobą rozmawialiśmy. Z Liamem, Niallem i Zaynem rozmawiałam normalnie za to z Harrym i Louisem przeplataliśmy dwa języki oni chcieli rozmawiać ze mną po polsku więc gdy nie znali jakiegoś słowa wypowiadali je w swoim języku, odwrotnie było ze mną.
- gdy dowiedzieliśmy się, że wywieziono cię do Polski ja, rodzice, Zayn i Niall, którzy wiedzieli, że większość czasu będziesz spędzać z nami zapisaliśmy się na kurs. Lou i Harry’ego uczyliśmy my, dlatego im to idzie ciężej. Tyle filozofii, chociaż ortografia jest straszna.
- ortografia to zło. Też coś o tym wiem. – zaśmiałam się do chłopców
- matma gorsza
- ja tam rozumiem matmę, gorzej z historią
- to rodzinne – zaśmiał się brat
-to idziemy na inny układ ja cię uczę angielskiego, a ty mnie matmy ok.?
- spoko !
Lou uśmiechnął się do nas i wyszedł z Sali.
- a ten gdzie polazł ?
- wpadł na jakiś pomysł. – no proszę, a jednak Harry żyje.
- skąd wiesz ?
- proszę cię, to Louis. On zawsze wali takie miny jak coś wymyśli. – po dwóch minutach wpadł zadowolony do pokoju.
- coś ty wykombinował ?
Louis podszedł do mnie i powiedział mi wszytko na ucho. To była jakaś masakra.
- nie ! żartujesz ! powiedz, że żartujesz, że to tylko głupi kawał ! proszę !
- nie !! a co nie cieszysz się ? – Lou zrobił minę szczeniaczka
- nie !! zgadnijcie co ta ciota wymyśliła !
- Lou powiedz, że nie goniłeś znowu pielęgniarki mówiąc, że chce wstrzyknąć pacjentowi narkotyki… - słowa Zayna nie rozśmieszyły tylko mnie, bo i Maciek zaczął się śmiać. Chłopcy byli poważni. Szturchnęłam chłopaka w bark, aby się zamknął. Widocznie zrozumiał o co mi chodzi i ucichł.
- to dawno i nie prawda.
- Lou dobrze wiemy jak było…
- no dobra cicho już ! byłem u lekarza…
- o nie ! jeszcze gorzej…
- Harry daj mu skończyć – Niall widocznie bardzo chciał się dowiedzieć co wykombinował jego przyjaciel
- poszedłem do lekarza i spytałem się czy mogę….



hej kochani !! <3
to tak... na początek :
starałam się jak najszybciej napisać ten rozdział i się udało !! 
mam już pomysł na następny, więc jego również szybko postaram się dodać :)
głosujemy !! na samym dole jest ankieta !! :) 
proszę, komentujcie to naprawdę motywuje.... <3
kocham was <3 pa :*

sobota, 21 września 2013

ROZDZ. 10 "nagle ktoś mi cię zabrał... wszystko znikło"


ROZDZIAŁ 10          

Gdy chłopak odwrócił wzrok wzięłam kule do rąk i jak najszybciej ruszyłam do widny. Wcisnęłam 3, a serce biło mi coraz bardziej. Bałam się o chłopców, nie wiem co im się stało.
Numer 15, numer 15… jest !  wreszcie go znalazłam zauważyłam Nialla siedzącego na łóżku patrzącego w okno, miał plasterek nad łukiem brwiowym i nogę w gipsie, bałam się, że to coś poważniejszego. Obok niego stał Liam, ten za to miał zabandażowaną głowę. Biedak, musiał nieźle zarobić.



Liam coś tłumaczył Horanowi, który był strasznie zły i smutny. Po jego policzku spłynęła łza. Zauważyłam pielęgniarkę więc szybko weszłam do sali.
- Amber !? co ty tu robisz ?! – no proszę, albo ludzie potrafią czytać sobie myślach, albo chłopcy za dobrze się znają skoro mówią to samo w tym samym momencie.
- jak im uciekłaś ? – zapytał Niall.
- Najważniejsze, że jest cała. – Liam podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Ałłł – syknęłam z bólu, gdy mnie do siebie przyciągnął. Spojrzał na mnie i otworzył szeroko oczy.
- czy ty do jasnej cholery zgłupiałaś ?! masz postrzeloną nogę i przyszłaś tu ?! znając ciebie to uciekłaś temu, kto cię tu przywiózł. Amy ty teraz powinnaś iść na operację, a nie tu stać !!
- Liam zamknij się! Nie rozumiesz, że ja nie potrafię martwić się o siebie gdy mój brat i przyjaciel leżą w szpitalu, a ja nawet nie wiedziałam co wam jest ?!
- a nie rozumiesz tego, że poprzez tą twoją ucieczkę możesz stracić nogę ?!
- Liam uspokój się. Przez te krzyki tylko pogarszasz sprawę. Amber jest taka jak ty, czyli dla niej liczy się bardziej zdrowie bliskich niż jej życie ? Amy proszę wracaj na dół..
- przepraszam Amber, ale zrozum… nie wiesz ile ty dla mnie znaczysz. Tyle lat cię szukałem, nie mogłem patrzeć jak rośniesz, nie słyszałem tego twojego śmiechu… gdy byliśmy mali zawsze śpiewałem ci kołysankę na noc, bo tylko ja potrafiłem cię uśpić, mimo że miałem tylko 4 latka. Mama zawsze kładła cię do łóżeczka, sadzała mnie na kolana i patrzyła na nas. Mówiła zawsze, że jestem twoim starszym bratem. Dzięki mnie będziesz bezpieczna. Tylko ze mną chciałaś się bawić, a ja tylko z tobą. Byliśmy jak prawdziwe rodzeństwo. Nagle ktoś mi cię zabrał… wszystko znikło. Mama kładąc mnie do łóżka mówiła, że się znajdziesz. Gdy wychodziła szedłem do twojego pokoju i śpiewałem myśląc, że nagle się pojawisz. Tak było cały czas. To dzięki tobie poszedłem do programu, nie spodobałem im się, ale się nie poddawałem, wiedziałem że ty byś nie pozwoliła mi się wycofać. Próbowałem dalej, aż mi się to udało. Teraz tak nagle się pojawiłaś w moim życiu i jeśli mam pomyśleć, że ktoś lub coś miało by cię skrzywdzić… po prostu byłbym zdolny zabił..
Popłakałam się, teraz rozumiałam Liama, który mocno mnie przytulił i zaczął szlochać. Kątem oka zauważyłam Nialla wycierającego policzki.
- Am.. możemy porozmawiać w cztery oczy ? – popatrzył na mnie, a potem na Liama. Kiwnęłam głową, a Liaś wyszedł po wodę.
- Amber chciałem cię przeprosić..
- Niall nie masz za co..
- mam Amber. Ja… ja byłem przytomny gdy cię uderzyli… nie potrafiłem się ruszyć, pewnie za bardzo się bałem.. przepraszam Amy teraz przeze mnie cierpisz.. – Niall szybko obrócił głowę w stronę okna, nie chciał żebym widziała go płaczącego. Przytuliłam chłopaka mocno do siebie. Widać, że strasznie się czuł.
- kochanie to nie twoja wina… przecież dobrze wiesz, że to nie strach, ale złamana noga cię sparaliżowała.. jesteś mało odporny na ból Niall, to nie jest twoja wina. Ja np. gdy oberwałam w głowę lub postrzelili mnie cały czas byłam normalna. Ból bym straszny. Myślałam, że umieram…
- dziękuję naprawdę jestem szczęśliwy, że cię mam. Ze mam taką przyjaciółkę. To chyba była sytuacja w której najgorzej się czułem. Zawsze w tym pomagał mi Zayn. Wiem o im wszystko, a on o mnie. Jesteśmy jak bracia, lub jak ty z Liamem. Nawet nie wiesz jak Goo kocham. Każdego dnia dziękuję Bogu za tą szansę, że mogę być z tą czwórką idiotów. Są dla mnie najważniejsi. Może to głupie, ale gdy wtedy zasyczałaś z bólu strasznie się wystraszyłem, po prostu znamy się tylko godzin,  a mógłbym cię nazwać moją przyjaciółką.
- nie to nie jest głupie Niall, bo ja mam tak samo.
Nagle poczułam, że coś wibruje mi w kieszeni. Spojrzałam na ekran i zobaczyłam zdjęcie Harry’ego.


Od kiedy on ma mój numer i od kiedy ja mam jego ? Dobra, to jest dziwne. Odebrałam.
- Halo Harry skąd masz…
- Amber gdzie ty jesteś szukamy cię od pół godziny ! miałaś być operowana ! Dzwonił do nas policjant, że cię przywiózł, ale mu uciekłaś !!
- eee spokojnie Macho !!nie uciekłam tylko poszłam sprawdzić co z Niallem i Liamem…
- Amber. Za. Dwie. Minuty. Widzę. Cię. Na. Dole !!! – oho telefon przejął Malik. Troszeczkę się wkurzył, ale mi wybaczy…
- spokojnie. Boże uspokójcie się przecież nic takiego nie zrobiłam. To źle, że poszłam się dowiedzieć co z nimi ?! mam dość !! tylko się na mnie drzecie!  Przestańcie w końcu, bo już nie mogę wszystko co zrobię to źle i źle myślałam, że jak będę tutaj to będzie chociaż więcej spokoju, że moi rodzice będą bardziej spokojni, ale nie !! okazało się, że moich rodziców zastąpiło trzech facetów, którzy potrafią tylko krzyczeć !!
- jak to trzech ?  - no proszę ! teraz to już nie krzyczy? Ghhh
- no ty, Harry i Liam !
- aaa, a Niall ?
- jako jedyny, który ze mną rozmawiał się na mnie nie darł ! całe szczęście jeszcze pominęła mnie rozmowa z …
- Amber ? Jeju Amy właź na barana i idziesz ze mną na dół. No  bo nie puszczę cię samej po schodach haha chyba że zjedziesz po barierce… ej dobra myśl haha widzisz zadajesz się z geniuszem !
- yyy Lou, nie wiem co ty bierzesz, ale bierz tego mniej… a tak poza tym to tu jest winda..
- czemu psujesz ten moment ? niszczysz moją radość… dobra a teraz powaga. Właź na barana mykamy do windy na dół, oni cię wezmą na operację wyciągną kulę zabandażują jak pójdzie dobrze to nawet na rehabilitacje nie będziesz musiała chodzić w co wątpię bo już 2 godziny temu zostałaś postrzelona więc ktoś się tobą zajmie.
Boże jak on to robi? Zachowuje się jak jakiś debil wypuszczony z psychiatryka i nagle jakby ktoś walnął jego głową o beton.
- dobra idę…
- hmmm sama?
- mam kule ?
- powodzenia – uśmiechnął się zadziornie. O co mu chodzi? Wzięłam kule pod ramiona i wstałam gdy chciałam zrobić krok poczułam ogromny ból przeszywający całą moją nogę. Syknęłam z bólu.
- Lou ty idioto! Przecież wiesz że kroku nie zrobi, a co dopiero ma dojść do windy !
No tak pan Malik wkroczył do akcji. Podszedł do mnie z miną.. no właśnie nie wiem jaką, jakby pomieszanie smutku i złości…
- chodź na barana kochana ! – ta… Louis jak zwykle humor mimo wszystko.
- dobra, ale tylko w tej sytuacji… nie lubię nikogo obciążać co dobrze wiecie.
- hahahaha serio ? jesteś pewna, że chcesz wejść na plecy LOUISA ? taaa nie dziw się jak walnie w któreś drzwi..
- no w sumie racja.
- wskakuj ! – Zayn wypiął się i rozszerzył ręce.
- nie wypinaj się tak Malik, bo się podniecę !
- serio ?! – mina Malika powaliłaby wszystkich. Pomieszanie zdziwienia z zadziornym zacieszkiem i błyskiem w oku.
- nie !! – zaśmiałam się i wskoczyłam mu na plecy – wio myszata !!
Zayn zaczął „patatajać” do windy. Ludzie patrzyli na nas jak na osoby chore na głowę. Nie dziwię się. Louis dreptał za nami wlokąc za sobą kule. Biedaczek. Weszliśmy do windy i zjechaliśmy na dół. Miny lekarzy, Harry’ego i Mata były powalające. Nawet Lou nie mógł przestać się śmiać.
- czy państwa coś bawi ?! czy pani jest normalna ?! jak pani mogła być tak małomyślna  ?! może teraz mieć pani amputowaną nogę ?!
- mówiłam, że ważne dla mnie jest tylko zdrowie moich przyjaciół… a poza tym, gdybym się nie dowiedziała co z nimi nie podpisałabym zgody na operacje…
- nie mam na panią siły…
- Amber co mi obiecałaś ? że NIGDZIE nie pójdziesz !
- zachowaj spokój. Oddychaj.
- Amber ! przestań !
- spokojnie. Wdech, wydech, wdech, wydech…
- Amy serio, skończ. – Zayn kazał mi przestać, ale widok denerwującego się Mata był świetny. Robił komiczną minę. Tak zabawnie ruszała mu się brew. Zaczęłam się śmiać. Zayn zatkał  ręką moją buzią i sztucznie wyszczerzył zęby do pozostałych.
- ja cię chyba w domu zabiję jak wyjdziesz ze szpitala… - usłyszałam szept Zayna. Zaśmiałam się pod nosem.
- dobra ! powaga ! czyńcie swą powinność ! – wydostałam się z uścisku mulata i rozłożyłam ręce w górę „jak Jezus” miny ludzi ? bezcenne. Lou widocznie był ze mnie dumny, bo uśmiechnął się pod nosem kiwając głową.
Lekarze posadzili mnie na wózku i zaprowadzili mnie na sale. Położyli na łóżku przyłożyli maskę do twarzy, a więcej nic nie pamiętam…
Obudziłam się strasznie bolała mnie noga. No nie dziwię, co za idiota latałby z postrzeloną nogą po szpitalu ? a no tak. Ja. Panie i panowie Amber Payne ! chciałam wstać, lecz z marnym skutkiem. Okazało się, że stało się to co najgorsze. Nie mam. Nie mam stopy. Miałam łzy w oczach, ale postanowiłam nikomu nie mówić. Powiedziałam lekarzowi, że zabraniam mu mówienia o tym komukolwiek, że sama to zrobię. Zgodził się i wyszedł. Obok mnie leżał jakiś chłopak z zabandażowaną głową. Trzymał w ręku telefon.
- cześć jestem Amber.
Widocznie mnie nie usłyszał, bo nawet nie mrugnął.
- halo !
No proszę ! a jednak słyszy! Obrócił głowę w moją stronę i zmarszczył brwi. Usiadł na brzegu łóżka.
- jestem Maciek a ty?
- Amber.
- ooo ładnie.. a co ci się stało ?
- takie tam porwanie, ucieczka i postrzelenie mojej nogi przez jednego „zawodowego” policjanta. Nic ciekawego a tobie?
- jechałem rowerem do domu i wjechał we mnie radiowóz policyjny.
Zaśmiałam się pod nosem.
- ach te problemy z prawem drogowym…
Teraz to i chłopak się zaśmiał miał śliczne dołeczki.
- ja muszę do toalety.
- ok. ja zadzwonię do koleżanki, bo obiecałem.
- ok. emmm nie widziałeś gdzieś kul ?
- musisz zadzwonić dzwonkiem po pielęgniarkę ona cię zawiezie.
-żartujesz ! i może jeszcze nasadzi ? dobre sobie !
Rozejrzałam się po pokoju w rogu stał balkonik dla staruszków, postanowiłam z niego skorzystać. Wstałam, lecz zaraz upadłam na zimne kafelku. Chłopak podniósł rękę do dzwonka, ale zdążyłam go powstrzymać.
- ani się waż !
- uparciuch… chodź pomogę ci wstać. – klęknął koło mnie wziął pod ramię i posadził na łóżko. Poszedł po balkonik. Skądś znałam ten głos… tylko skąd ?
- dziękuję.
- nie ma za co. Wiesz co ? przypominasz mi kogoś. Niestety twarze mam jak we mgle. Pamiętam zdarzenia i w ogóle, ale twarzy nie…
- ja za to kojarzę twój głos. Eh nie ważne. Gdzie jest łazienka ?
- całe szczęście mamy swoją w pokoju. Nie musimy wychodzić na korytarz. Chodź pomogę ci.
- nie dzięki dam sobie radę.
Gdy po załatwieniu swoich potrzeb chciałam umyć ręce ktoś do mnie dzwonił. Zdziwiło mnie to, bo nie znałam tego numeru. Postanowiłam, że odbiorę, by przekonać się kto do mnie dzwoni.
- słucham ? yyy znaczy hallo ?
- Agata ? hej ! to ja!
- ja czyli kto?
- no Maciek
 - jaki Maciek ?
- no ten ze samolotu.
- aaa hej i co tam u cb ?
- a nie za dobrze… a u ciebie ? dawno się nie widzieliśmy…
- taa dwa czy trzy dni temu haha u mnie dziwnie wyjaśnię ci jak się spotkamy. A co z tobą, że źle?
- haha taki tam wypadek utrata pamięci w małym stopniu, bo nie pamiętam tylko twarzy i taki tam pobyt w szpitalu jakby to wytłumaczyła koleżanka z Sali.
Poczułam jakby ktoś wylał na mnie wiadro wody. Wybiegłam z łazienki z telefonem w ręku.


PRZEPRASZAM za długą nie obecność ;c ja wiem... tyle czasu nic nie dodaję.. teraz biorę się w garść !
kocham was <3