sobota, 21 września 2013

ROZDZ. 10 "nagle ktoś mi cię zabrał... wszystko znikło"


ROZDZIAŁ 10          

Gdy chłopak odwrócił wzrok wzięłam kule do rąk i jak najszybciej ruszyłam do widny. Wcisnęłam 3, a serce biło mi coraz bardziej. Bałam się o chłopców, nie wiem co im się stało.
Numer 15, numer 15… jest !  wreszcie go znalazłam zauważyłam Nialla siedzącego na łóżku patrzącego w okno, miał plasterek nad łukiem brwiowym i nogę w gipsie, bałam się, że to coś poważniejszego. Obok niego stał Liam, ten za to miał zabandażowaną głowę. Biedak, musiał nieźle zarobić.



Liam coś tłumaczył Horanowi, który był strasznie zły i smutny. Po jego policzku spłynęła łza. Zauważyłam pielęgniarkę więc szybko weszłam do sali.
- Amber !? co ty tu robisz ?! – no proszę, albo ludzie potrafią czytać sobie myślach, albo chłopcy za dobrze się znają skoro mówią to samo w tym samym momencie.
- jak im uciekłaś ? – zapytał Niall.
- Najważniejsze, że jest cała. – Liam podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Ałłł – syknęłam z bólu, gdy mnie do siebie przyciągnął. Spojrzał na mnie i otworzył szeroko oczy.
- czy ty do jasnej cholery zgłupiałaś ?! masz postrzeloną nogę i przyszłaś tu ?! znając ciebie to uciekłaś temu, kto cię tu przywiózł. Amy ty teraz powinnaś iść na operację, a nie tu stać !!
- Liam zamknij się! Nie rozumiesz, że ja nie potrafię martwić się o siebie gdy mój brat i przyjaciel leżą w szpitalu, a ja nawet nie wiedziałam co wam jest ?!
- a nie rozumiesz tego, że poprzez tą twoją ucieczkę możesz stracić nogę ?!
- Liam uspokój się. Przez te krzyki tylko pogarszasz sprawę. Amber jest taka jak ty, czyli dla niej liczy się bardziej zdrowie bliskich niż jej życie ? Amy proszę wracaj na dół..
- przepraszam Amber, ale zrozum… nie wiesz ile ty dla mnie znaczysz. Tyle lat cię szukałem, nie mogłem patrzeć jak rośniesz, nie słyszałem tego twojego śmiechu… gdy byliśmy mali zawsze śpiewałem ci kołysankę na noc, bo tylko ja potrafiłem cię uśpić, mimo że miałem tylko 4 latka. Mama zawsze kładła cię do łóżeczka, sadzała mnie na kolana i patrzyła na nas. Mówiła zawsze, że jestem twoim starszym bratem. Dzięki mnie będziesz bezpieczna. Tylko ze mną chciałaś się bawić, a ja tylko z tobą. Byliśmy jak prawdziwe rodzeństwo. Nagle ktoś mi cię zabrał… wszystko znikło. Mama kładąc mnie do łóżka mówiła, że się znajdziesz. Gdy wychodziła szedłem do twojego pokoju i śpiewałem myśląc, że nagle się pojawisz. Tak było cały czas. To dzięki tobie poszedłem do programu, nie spodobałem im się, ale się nie poddawałem, wiedziałem że ty byś nie pozwoliła mi się wycofać. Próbowałem dalej, aż mi się to udało. Teraz tak nagle się pojawiłaś w moim życiu i jeśli mam pomyśleć, że ktoś lub coś miało by cię skrzywdzić… po prostu byłbym zdolny zabił..
Popłakałam się, teraz rozumiałam Liama, który mocno mnie przytulił i zaczął szlochać. Kątem oka zauważyłam Nialla wycierającego policzki.
- Am.. możemy porozmawiać w cztery oczy ? – popatrzył na mnie, a potem na Liama. Kiwnęłam głową, a Liaś wyszedł po wodę.
- Amber chciałem cię przeprosić..
- Niall nie masz za co..
- mam Amber. Ja… ja byłem przytomny gdy cię uderzyli… nie potrafiłem się ruszyć, pewnie za bardzo się bałem.. przepraszam Amy teraz przeze mnie cierpisz.. – Niall szybko obrócił głowę w stronę okna, nie chciał żebym widziała go płaczącego. Przytuliłam chłopaka mocno do siebie. Widać, że strasznie się czuł.
- kochanie to nie twoja wina… przecież dobrze wiesz, że to nie strach, ale złamana noga cię sparaliżowała.. jesteś mało odporny na ból Niall, to nie jest twoja wina. Ja np. gdy oberwałam w głowę lub postrzelili mnie cały czas byłam normalna. Ból bym straszny. Myślałam, że umieram…
- dziękuję naprawdę jestem szczęśliwy, że cię mam. Ze mam taką przyjaciółkę. To chyba była sytuacja w której najgorzej się czułem. Zawsze w tym pomagał mi Zayn. Wiem o im wszystko, a on o mnie. Jesteśmy jak bracia, lub jak ty z Liamem. Nawet nie wiesz jak Goo kocham. Każdego dnia dziękuję Bogu za tą szansę, że mogę być z tą czwórką idiotów. Są dla mnie najważniejsi. Może to głupie, ale gdy wtedy zasyczałaś z bólu strasznie się wystraszyłem, po prostu znamy się tylko godzin,  a mógłbym cię nazwać moją przyjaciółką.
- nie to nie jest głupie Niall, bo ja mam tak samo.
Nagle poczułam, że coś wibruje mi w kieszeni. Spojrzałam na ekran i zobaczyłam zdjęcie Harry’ego.


Od kiedy on ma mój numer i od kiedy ja mam jego ? Dobra, to jest dziwne. Odebrałam.
- Halo Harry skąd masz…
- Amber gdzie ty jesteś szukamy cię od pół godziny ! miałaś być operowana ! Dzwonił do nas policjant, że cię przywiózł, ale mu uciekłaś !!
- eee spokojnie Macho !!nie uciekłam tylko poszłam sprawdzić co z Niallem i Liamem…
- Amber. Za. Dwie. Minuty. Widzę. Cię. Na. Dole !!! – oho telefon przejął Malik. Troszeczkę się wkurzył, ale mi wybaczy…
- spokojnie. Boże uspokójcie się przecież nic takiego nie zrobiłam. To źle, że poszłam się dowiedzieć co z nimi ?! mam dość !! tylko się na mnie drzecie!  Przestańcie w końcu, bo już nie mogę wszystko co zrobię to źle i źle myślałam, że jak będę tutaj to będzie chociaż więcej spokoju, że moi rodzice będą bardziej spokojni, ale nie !! okazało się, że moich rodziców zastąpiło trzech facetów, którzy potrafią tylko krzyczeć !!
- jak to trzech ?  - no proszę ! teraz to już nie krzyczy? Ghhh
- no ty, Harry i Liam !
- aaa, a Niall ?
- jako jedyny, który ze mną rozmawiał się na mnie nie darł ! całe szczęście jeszcze pominęła mnie rozmowa z …
- Amber ? Jeju Amy właź na barana i idziesz ze mną na dół. No  bo nie puszczę cię samej po schodach haha chyba że zjedziesz po barierce… ej dobra myśl haha widzisz zadajesz się z geniuszem !
- yyy Lou, nie wiem co ty bierzesz, ale bierz tego mniej… a tak poza tym to tu jest winda..
- czemu psujesz ten moment ? niszczysz moją radość… dobra a teraz powaga. Właź na barana mykamy do windy na dół, oni cię wezmą na operację wyciągną kulę zabandażują jak pójdzie dobrze to nawet na rehabilitacje nie będziesz musiała chodzić w co wątpię bo już 2 godziny temu zostałaś postrzelona więc ktoś się tobą zajmie.
Boże jak on to robi? Zachowuje się jak jakiś debil wypuszczony z psychiatryka i nagle jakby ktoś walnął jego głową o beton.
- dobra idę…
- hmmm sama?
- mam kule ?
- powodzenia – uśmiechnął się zadziornie. O co mu chodzi? Wzięłam kule pod ramiona i wstałam gdy chciałam zrobić krok poczułam ogromny ból przeszywający całą moją nogę. Syknęłam z bólu.
- Lou ty idioto! Przecież wiesz że kroku nie zrobi, a co dopiero ma dojść do windy !
No tak pan Malik wkroczył do akcji. Podszedł do mnie z miną.. no właśnie nie wiem jaką, jakby pomieszanie smutku i złości…
- chodź na barana kochana ! – ta… Louis jak zwykle humor mimo wszystko.
- dobra, ale tylko w tej sytuacji… nie lubię nikogo obciążać co dobrze wiecie.
- hahahaha serio ? jesteś pewna, że chcesz wejść na plecy LOUISA ? taaa nie dziw się jak walnie w któreś drzwi..
- no w sumie racja.
- wskakuj ! – Zayn wypiął się i rozszerzył ręce.
- nie wypinaj się tak Malik, bo się podniecę !
- serio ?! – mina Malika powaliłaby wszystkich. Pomieszanie zdziwienia z zadziornym zacieszkiem i błyskiem w oku.
- nie !! – zaśmiałam się i wskoczyłam mu na plecy – wio myszata !!
Zayn zaczął „patatajać” do windy. Ludzie patrzyli na nas jak na osoby chore na głowę. Nie dziwię się. Louis dreptał za nami wlokąc za sobą kule. Biedaczek. Weszliśmy do windy i zjechaliśmy na dół. Miny lekarzy, Harry’ego i Mata były powalające. Nawet Lou nie mógł przestać się śmiać.
- czy państwa coś bawi ?! czy pani jest normalna ?! jak pani mogła być tak małomyślna  ?! może teraz mieć pani amputowaną nogę ?!
- mówiłam, że ważne dla mnie jest tylko zdrowie moich przyjaciół… a poza tym, gdybym się nie dowiedziała co z nimi nie podpisałabym zgody na operacje…
- nie mam na panią siły…
- Amber co mi obiecałaś ? że NIGDZIE nie pójdziesz !
- zachowaj spokój. Oddychaj.
- Amber ! przestań !
- spokojnie. Wdech, wydech, wdech, wydech…
- Amy serio, skończ. – Zayn kazał mi przestać, ale widok denerwującego się Mata był świetny. Robił komiczną minę. Tak zabawnie ruszała mu się brew. Zaczęłam się śmiać. Zayn zatkał  ręką moją buzią i sztucznie wyszczerzył zęby do pozostałych.
- ja cię chyba w domu zabiję jak wyjdziesz ze szpitala… - usłyszałam szept Zayna. Zaśmiałam się pod nosem.
- dobra ! powaga ! czyńcie swą powinność ! – wydostałam się z uścisku mulata i rozłożyłam ręce w górę „jak Jezus” miny ludzi ? bezcenne. Lou widocznie był ze mnie dumny, bo uśmiechnął się pod nosem kiwając głową.
Lekarze posadzili mnie na wózku i zaprowadzili mnie na sale. Położyli na łóżku przyłożyli maskę do twarzy, a więcej nic nie pamiętam…
Obudziłam się strasznie bolała mnie noga. No nie dziwię, co za idiota latałby z postrzeloną nogą po szpitalu ? a no tak. Ja. Panie i panowie Amber Payne ! chciałam wstać, lecz z marnym skutkiem. Okazało się, że stało się to co najgorsze. Nie mam. Nie mam stopy. Miałam łzy w oczach, ale postanowiłam nikomu nie mówić. Powiedziałam lekarzowi, że zabraniam mu mówienia o tym komukolwiek, że sama to zrobię. Zgodził się i wyszedł. Obok mnie leżał jakiś chłopak z zabandażowaną głową. Trzymał w ręku telefon.
- cześć jestem Amber.
Widocznie mnie nie usłyszał, bo nawet nie mrugnął.
- halo !
No proszę ! a jednak słyszy! Obrócił głowę w moją stronę i zmarszczył brwi. Usiadł na brzegu łóżka.
- jestem Maciek a ty?
- Amber.
- ooo ładnie.. a co ci się stało ?
- takie tam porwanie, ucieczka i postrzelenie mojej nogi przez jednego „zawodowego” policjanta. Nic ciekawego a tobie?
- jechałem rowerem do domu i wjechał we mnie radiowóz policyjny.
Zaśmiałam się pod nosem.
- ach te problemy z prawem drogowym…
Teraz to i chłopak się zaśmiał miał śliczne dołeczki.
- ja muszę do toalety.
- ok. ja zadzwonię do koleżanki, bo obiecałem.
- ok. emmm nie widziałeś gdzieś kul ?
- musisz zadzwonić dzwonkiem po pielęgniarkę ona cię zawiezie.
-żartujesz ! i może jeszcze nasadzi ? dobre sobie !
Rozejrzałam się po pokoju w rogu stał balkonik dla staruszków, postanowiłam z niego skorzystać. Wstałam, lecz zaraz upadłam na zimne kafelku. Chłopak podniósł rękę do dzwonka, ale zdążyłam go powstrzymać.
- ani się waż !
- uparciuch… chodź pomogę ci wstać. – klęknął koło mnie wziął pod ramię i posadził na łóżko. Poszedł po balkonik. Skądś znałam ten głos… tylko skąd ?
- dziękuję.
- nie ma za co. Wiesz co ? przypominasz mi kogoś. Niestety twarze mam jak we mgle. Pamiętam zdarzenia i w ogóle, ale twarzy nie…
- ja za to kojarzę twój głos. Eh nie ważne. Gdzie jest łazienka ?
- całe szczęście mamy swoją w pokoju. Nie musimy wychodzić na korytarz. Chodź pomogę ci.
- nie dzięki dam sobie radę.
Gdy po załatwieniu swoich potrzeb chciałam umyć ręce ktoś do mnie dzwonił. Zdziwiło mnie to, bo nie znałam tego numeru. Postanowiłam, że odbiorę, by przekonać się kto do mnie dzwoni.
- słucham ? yyy znaczy hallo ?
- Agata ? hej ! to ja!
- ja czyli kto?
- no Maciek
 - jaki Maciek ?
- no ten ze samolotu.
- aaa hej i co tam u cb ?
- a nie za dobrze… a u ciebie ? dawno się nie widzieliśmy…
- taa dwa czy trzy dni temu haha u mnie dziwnie wyjaśnię ci jak się spotkamy. A co z tobą, że źle?
- haha taki tam wypadek utrata pamięci w małym stopniu, bo nie pamiętam tylko twarzy i taki tam pobyt w szpitalu jakby to wytłumaczyła koleżanka z Sali.
Poczułam jakby ktoś wylał na mnie wiadro wody. Wybiegłam z łazienki z telefonem w ręku.


PRZEPRASZAM za długą nie obecność ;c ja wiem... tyle czasu nic nie dodaję.. teraz biorę się w garść !
kocham was <3 

1 komentarz:

  1. Ojj Amber...xD
    Rozdział rewelacja.:)
    Już nie mogłam sie doczekać aż dodasz ten rozdział.:D
    Czekam na następny.^^
    Życzę weny.:**

    OdpowiedzUsuń