poniedziałek, 19 sierpnia 2013

imagin cz.1 na przeprosiny :)

IMAGIN cz. I
Kolejny nudnie zaczęty dzień...
Codzienna rutyna, lecz inna niż zazwyczaj, bo pewnego popołudnia została ona przełana...
Może zacznę od początku. Jestem Miley, zwyka 18-stolatka,która trzy lata temu straciła rodziców. Opiekowała się mną babcia, która niestety pół roku temu mnie oduściła. Była to niezwykła osoba, mój autrytet. Zawsze pomagała mi jak tylko mogła, ale też przepięknie opowiadała mi historię o moich rodzicach, niestety zostawiła mnie kończąc zdanie : zawsze mówili mi abym pomogła ci i zostawiła po sobie ślad. Opiekę nad tobą. To nie zwykła osoba, lecz najważniejsza w twoim życiu, twój.... codzień przychodzę na jej grób myśląc kim jest ta, taczej ten mężczyzna... mój dziadek, zaginiony brat...? Możliwe że kiedyś uzyskam odpowiedź. Babcia prosiła mnie abym po jej śmierci się nie załamywała, łatwo powiedzieć była dla mnie jedyną bliską osobą. Nie miałam zbyt dużej grupy znajomych, gdyż nie byłam wystarczająco " dziana" co w mojej szkole było fundamentem. Tego dnia postanowiłam jednak że się rozerwę. Postanowiłam wybrać się do wesołego miasteczka. Ubrałam szorty i długą koszulkę, która prawie zakrywała moją dolną garderobę. Z wlosów ułożyłam rowalonego koka, do torebki wrzuciłam telefon oraz portfel i tak już gotowa wyszłam z domu. Podeszłam do kasy i zapłaciłam za bilet. Skorzystałam z kilku atrakcji i postanowiłam iść na rollercoaster. Patrzyłam z uśmiechem na zwisających głową w dół ludzi którym bezczynnie wisiały ręce. Zorientowałam się że ktoś się na mnie patrzy. To był ciemnej karnacji chłopak, z czekoladowymi oczami, w których można by utonąć. Chyba się lekko speszył więc się do niego uśmiechnęłam. Odwzajemił uśmiech. Kolejka się zatrzymała a ja wygodnie usiadłam we fotelu. Ktoś usiadł obok mnie lecz nie spoglądałam w tamtą stronę. Kolejka ruszyła, troszkę pokrzyczałam ale z pewnością mniej niż koleś obok. Jak przypuszczałam, zatrzymaliśmy się na górze. Ok teraz to się bałam, gdyż czyłam że lekko się osuwam z fotela. Poskurczyłam nogi i zamknełam oczy. Nagle poczułam jak jakaś ciepła dłoń łapie moją a potem obejmuje w pasie, pewnie chłopak zorientował się że lekko cykam. Prubowałam na niego spojrzeć, ale nie potrafiłam obrucić głowy. Gdy lekko nami poruszyło na znam że jedziemy wreszcie w dół zabrał rękę, mimo to byłam mu wdzięczna. Wreszcie wysiedliśmy. Jak najszybciej ruszyłam w stronę ławki, by trochę odsapnąć. Gdy przestało mi się kręcić w głowie poszłam do budki z watą cukrową.
- poproszę dużą watę :) - pani podła mi moje zamówienie - ile płacę?
-0.5£
- ja zapłacę! - obejżałam się i zobaczyłam tego samego chłopaka, co stał ze mną w kolejce.
- dziękuję ale mam pieniądzę i zapłacę za siebie.
- ale chciałbym. Nie mogę? :)
- dobra ale ja stawiam picie.
- mam w torbie. Napijemy się razem ok? :)
- haha no no niezły jesteś.
- no wiem! - uśmiechnęłam się i wzięłam od chłopaka moją watę. Uśmiedliśmy na ławce.
- aa tak wgl to Zayn jestem.
- miło mi. Miley, ale mówią mi Miley. A ty jesteś z tąd? Bez obrazy ale raczej na Polaka mi nie wyglądasz chociaż mówisz doskonale w tym języku..
-nie ma co się obrażać. Zresztą na ciebie bym nie mógł.. nie tak naprawdę mieszkałem w Anglii, jestem muzułmaninem więc z tąd moja karnacja. Co tu mówić.. za dwa tygodnie mam casting do brytyjskkego x factor. Normalnie to uważam, że nie potrafię śpiewać ale rodzice mnie zgłosili. Chętnie bym nie poszedł, tylko że nie chcę ich smucić. Oni we mnie wierzą więc pójdę. Co tu ci o sobie mogę powiedzieć... mam 17 lat, 3 siostry z nie wiadomych powodów dużo dziewczyn do mnie zarywa ale jeszcze żadnej nie miałem.
- zaśpiewaj coś. - przerwałam chłopakowi wypowiedź bo widziałam że robi mu się trochę przykro z powodu, że dziewczyny nie lecą na jego charakter lub wygląd.
~~~*** oczami zayna ***~~~
Miley spodobała mi się, nie ukrywam. Jest taka ... inna nie jak tamte które ciągle gadają jaki to jestem sexi i wgl. Interesuje się moim życiem, słucha mnie i wie kiedy mi przerwać, naprawdę nie chciałem mówić o tym co dziewczyny we mnie widzą. Tylko martwi mnie to że kazała mi śpiewać, dużo ludzi tak robi więc trochę się załamałem.
- yy przepraszam... nie powinnam... jeśli nie chcesz to ok..
- nie jesteś zła?
- haha no co ty! dlatego że jeszcze nie czujesz się pewnie w swoim głosie? Każdy nie jest w czymś pewny.
- ty też?
- noo tak.
- a można wiedzieć w czym?
-taniec. Przyjaciele, rodzina mówią że tańcze świetnie, ale ja wiem że i tak mi nie wychodzi nic wspaniałego..
- a co tańczysz? Bardziej współczesny czy towarzyski?
- chodziłam na towarzyski, ale zrezygnowałam. Nie czułam się dobrze w tych dźwiękach. Teraz wspólczesny. Hip hop, jazz, breakdance i nie dawno disco dance.
- jak widać również coś związanego z muzyką. Mam pomysł. Może wejdziemy do mojego domu ja zaśpiewam a ty zatańczysz. Wchodzisz w to?
- yyy no... dobra...
- a i nie odpowiadam za popękane bębenki.
- hhahah to ja za oczy.
Szliśmy tak jeszcze kawałek śmiejąc się i wygłupiając.



Ok to tak. Nie dodam szybko kolejnego rozdz. bo rodzice zabrali mi laptopa... no wiec działam na tablecie. Masakra. Postanowiłam że chociaż mały imagin napiszę. :) będzie sie składał z 2 lub 3 części.... jeszcze raz bardzo przepraszam ale tak wyszło...

niedziela, 4 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 9 "Zabrali twoich przyjaciół do szpitala."

Weszłam i zobaczyłam Nialla leżącego na podłodze podleciałam do niego. Chłopak miał rozciętą głowę. Wystraszyłam się zadzwoniłam po pogotowie, chłopaka posadziłam na leżących na ziemi kurtkach i ruszyłam. Usłyszałam głosy syreny, niestety nie pogotowia tylko policji, martwiłam się o blondyna. Gdy wleciałam do kuchni usłyszałam jakiś gruby głos „ty dzi*ko wiedziałem, że ty wezwałaś gliny” nic więcej nie usłyszałam. Poczułam jakiś ostry ból z tyłu głowy, przez co upadłam na podłogę. Byłam otumiona. W tym momencie żałowałam, gdy cieszyłam się z tego, że jestem wytrzymała na ból teraz pewnie leżałabym na ziemi. Zawsze ciekawiło mnie jak to jest jak się mdleje. Poczułam,  że ktoś bierze mnie pod pachy i ciągnie w stronę jakiegoś auta. Zostałam rzucona na siedzenie. Postanowiłam udawać, że zemdlałam, sądziłam że to jest dobra decyzja. Nie miałam siły uciec. Owszem próbowałam, lecz z marnym skutkiem. Postanowiła zamknąć oczy, żeby oszczędzić sił. Niby nic, ale zawsze coś... Po jakimś czasie usłyszałam trzaski drzwi. Samochód nagle ruszył przez co prawie spadłam z kanapy. Jechaliśmy bardzo szybko. Usłyszałam syreny policyjne Zbawienie !! mężczyźni przyspieszyli. Nie bałam się o siebie, cały czas myślałam co z Niallem i resztą. Policja musiała nas obstawić, bo zatrzymaliśmy się. Zaczęła się strzelanina. Postanowiłam skorzystać z sytuacji, że mężczyzn nie ma w samochodzie otworzyłam drzwi i się wyślizgnęłam, niestety miło się nie skończyło, bo zostałam postrzelona w nogę przez jakiegoś „zawodowca”. Zasyczałam z bólu. Widocznie ktoś skapnął się, że nie jestem jedną z nich, bo jeden z nich kazał położyć mi się na ziemi i czołgać się do niego. Zrobiłam tak jak mi kazał. Obawiałam się, że zbrodniarze mnie zauważą i postrzelą. Czołgałam się pomału. Udało mi się. Dość młody policjant złapał mnie za rękę i przeprowadził przez resztę funkcjonariuszy. Wepchnął mnie do samochodu odpalił silnik i ruszył.
- gdzie jedziemy?
- do szpitala. Jesteś ranna.
- nie! Nic mi się nie stanie! Proszę zabierz mnie do domu ja muszę sprawdzić z Niallem ! co z chłopcami! Ja dam radę ! proszę !
- nie bój się o nich. Pogotowie już tam było. Zabrali twoich przyjaciół do szpitala.
- muszę się z nimi zobaczyć!
- najpierw się położysz i odpoczniesz potem odwiedzisz. No może oni ciebie, bo z tego co widziałem to tylko te blondyn był ranny. Sądzę, że to właśnie Niall. To twoi przyjaciele?
- trudno powiedzieć. Długa historia…
- mamy czas.
- no to tak mieszkałam w Polsce pewnego dnia przyszedł lisy informujący mnie, że jestem adoptowana. Okazało się, że gdy miałam 6 msc. To porwano mnie mojej mamie w Anglii i wywieziono do Polski zostałam podrzucona do pewnego małżeństwa, które znalazło mnie pod drzwiami i zaadoptowało. Moja biologiczna mama prosiła, abym wróciła do Anglii. Więc jestem. Jestem siostrą Liama, jednego z nich, a chłopcy to jego przyjaciele ze zespołu. Zawsze chciałam spotkać chociaż jednego z nich, a tu nagle taki cios. Nie wiedziałam kim są moi rodzice. Znałam tylko ich imiona. Najbardziej zaprzyjaźniłam się z Zaynem. Wracaliśmy właśnie z parku i zobaczyliśmy bałagan w oknach oraz usłyszeliśmy krzyk. Zayn kazał zostać mi na dworze i zadzwonić po policje. Zadzwoniłam, ale pobiegłam do domu sprawdzić co się dzieje zobaczyłam Nialla z rozciętą głową więc zadzwoniłam po pogotowie i położyłam go na kurtki. Poszłam sprawdzić co się dzieje i oberwałam w głowę.
- nie masz za złe rodzicom, że nie powiedzieli ci o adopcji?
- nie. Rozumiem, że trudno było im powiedzieć mi o tym. Cały czas myśleli, że jeszcze nie czas. Młodzież tego nie rozumie, ale ja tak. Dziecko zawsze jest najważniejsze dla rodzica i zawsze będzie małe. Za bardzo ich kocham, żeby nie wybaczyć.
- wiesz co?
- co?
- jesteś taka…
- taka ?
- nie wiem.. inna. Ile masz lat? – uśmiechnęłam się był bardzo miły.
- miło mi. Nigdy nie chciałam być taka jak inni. 16.
- jak na swój wiek jesteś naprawdę inteligentna.
- dziękuję. A ty ile masz?
- 20.
- ooo to tak jak mój brat.
- zastanawiam się, jakim cudem nie zemdlałaś gdy oberwałaś w głowę, lub zostałaś postrzelona…
- jestem odporna na ból. To dlatego. – chłopak pokazał swoje ząbki. Miał śliczny uśmiech.
- nie.. jesteś wyjątkowa. Bardziej się przejmujesz swoimi znajomymi niż sobą. Większość dziewczyn liczy się tylko ze sobą. Nie obchodzi je co inni czują. – moje policzki oblał rumieniec.
- dziękuję to miłe.
- nie masz za co dziękować. A tak w ogóle to jestem Mat. – chłopak spojrzał na mnie i posłał mi ciepły uśmiech.
- Amber, ale mówią mi Amy – odwzajemniłam spojrzenie.
- już jesteśmy.
- dobra idę sprawdzić co z chłopcami.
- nigdzie nie idziesz. Tamta pielęgniarka z wózkiem idzie do ciebie.
- ja. Nie. Potrzebuję. Pomocy!!
- Amber! Siadasz! – podjechała do mnie siostra i kazała usiąść !
- Mat ! dojdę sama!
- Amber !
- Mat !
- Amber to nie śmieszne!
- dobrze o tym wiem !
- to siadasz czy nie ?
- głupie pytanie. Jasne, że nie. Nie jestem inwalidą.
- jak wolisz. – chłopak zrobił coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Złapał mnie w pasie, podniósł i przerzucił przez ramię.
- Mat ! co ty robisz ?!
- nie chcesz pojechać to cię zaniosę !
- puść mnie!
- nic z tego!
- mogę jechać wózkiem, ale puść mnie!!
- ooo nie ! za późno !
- proszę !!
Chłopak się nie odezwał. Dalej niósł mnie w stronę szpitala. Byłam zła, że mnie dalej niesie. Posadził mnie na krzesło i spojrzał w oczy.
- dobrze wiesz, do czego jestem zdolny jak mnie wyprowadzisz z równowagi, więc masz tu grzecznie siedzieć i czekać, aż cię nie zarejestruję ok.?
- ok. ok. – chłopak uśmiechnął się. Ciągle patrzył mi oczy, ja również. Zbliżył się i pocałował w czoło. Moja mina nie wyrażała żadnych uczuć. Z jednej strony byłam przeszczęśliwa, bo wiedziałam że mogę czuć się przy nim bezpiecznie, a z drugiej zaskoczona. Widocznie zrobiło mu się głupio.
- ładnie ci z rumieńcem .
- przepraszam nie powinienem…
- no przecież nic się nie stało ! chodź tu ! – rozłożyłam ręce w ramach przytulenia chłopaka. Wahał się, widocznie dalej było mu głupio.
- albo mnie przytulisz, albo ja zaraz wstanę i to zrobię.
Chłopak wzdrygnął się, jakbym wyrwała go z rozmyśleń. Uśmiechnął się i przytulił.
- dobrze a teraz siedź tu spokojnie.
- pewnie.
Gdy chłopak odszedł spojrzałam na tablicę pacjentów. Ujrzałam dwa nazwiska Horan oraz Payne. Widocznie reszcie się nic nie stało. Tyle szczęścia. Spojrzałam na pokój, uff ten sam numer tyle, że na trzecim piętrze zauważyłam windę. Koło krzesełek leżały kule. Postanowiłam to wykorzystać. Spojrzałam a recepcję – Mat właśnie wziął gazetę, obrócił głowę i uśmiechnął się pokazując mi palec, uświadamiając mnie, abym nic nie robiła. Uśmiechnęłam się sztucznie. Już siedzę jak nie wiem co z Niallem i Liaśkiem.




Mat. Ma 20 lat. Jest policjantem.




ok. ten rozdział skończony. Ogólnie pragnę was przeprosić ;c
Po 1. za to że musieliście tyyyle czekać, ale koniec szkoły, potem siostra wylądowała w szpitalu, potem kolonia, gdy wzięłam się za pisanie rozdziału i miałam go skończonego, zepsuł mi się komp -,- przez co wszystko mi wykasowało ;/ myślałam, ze mnie rozniesie…
Pisałam od początku..
Po 2. przepraszam, że jest beznadziejny…
A po 3. wybaczcie, że tak skończyło się porwanie, ale nie chciałam, aby w pierwsze dni bohaterka była porwana. Uważam, że to byłby zbyt wielki cios dla Liama.

Oraz bardzo dziękuję http://www.blogger.com/profile/03279662372362030782 Aguśce za to, że wstawiła pierwszy komentarz <3 kochana nawet nie wiesz jak mnie to zmotywowało <3 dziękuję ci bardzo :*

no i zapraszam do głosowania w ankiecie miśki <3


no i komentujcie troszeczkę, bo to naprawdę motywuje ;c