niedziela, 4 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 9 "Zabrali twoich przyjaciół do szpitala."

Weszłam i zobaczyłam Nialla leżącego na podłodze podleciałam do niego. Chłopak miał rozciętą głowę. Wystraszyłam się zadzwoniłam po pogotowie, chłopaka posadziłam na leżących na ziemi kurtkach i ruszyłam. Usłyszałam głosy syreny, niestety nie pogotowia tylko policji, martwiłam się o blondyna. Gdy wleciałam do kuchni usłyszałam jakiś gruby głos „ty dzi*ko wiedziałem, że ty wezwałaś gliny” nic więcej nie usłyszałam. Poczułam jakiś ostry ból z tyłu głowy, przez co upadłam na podłogę. Byłam otumiona. W tym momencie żałowałam, gdy cieszyłam się z tego, że jestem wytrzymała na ból teraz pewnie leżałabym na ziemi. Zawsze ciekawiło mnie jak to jest jak się mdleje. Poczułam,  że ktoś bierze mnie pod pachy i ciągnie w stronę jakiegoś auta. Zostałam rzucona na siedzenie. Postanowiłam udawać, że zemdlałam, sądziłam że to jest dobra decyzja. Nie miałam siły uciec. Owszem próbowałam, lecz z marnym skutkiem. Postanowiła zamknąć oczy, żeby oszczędzić sił. Niby nic, ale zawsze coś... Po jakimś czasie usłyszałam trzaski drzwi. Samochód nagle ruszył przez co prawie spadłam z kanapy. Jechaliśmy bardzo szybko. Usłyszałam syreny policyjne Zbawienie !! mężczyźni przyspieszyli. Nie bałam się o siebie, cały czas myślałam co z Niallem i resztą. Policja musiała nas obstawić, bo zatrzymaliśmy się. Zaczęła się strzelanina. Postanowiłam skorzystać z sytuacji, że mężczyzn nie ma w samochodzie otworzyłam drzwi i się wyślizgnęłam, niestety miło się nie skończyło, bo zostałam postrzelona w nogę przez jakiegoś „zawodowca”. Zasyczałam z bólu. Widocznie ktoś skapnął się, że nie jestem jedną z nich, bo jeden z nich kazał położyć mi się na ziemi i czołgać się do niego. Zrobiłam tak jak mi kazał. Obawiałam się, że zbrodniarze mnie zauważą i postrzelą. Czołgałam się pomału. Udało mi się. Dość młody policjant złapał mnie za rękę i przeprowadził przez resztę funkcjonariuszy. Wepchnął mnie do samochodu odpalił silnik i ruszył.
- gdzie jedziemy?
- do szpitala. Jesteś ranna.
- nie! Nic mi się nie stanie! Proszę zabierz mnie do domu ja muszę sprawdzić z Niallem ! co z chłopcami! Ja dam radę ! proszę !
- nie bój się o nich. Pogotowie już tam było. Zabrali twoich przyjaciół do szpitala.
- muszę się z nimi zobaczyć!
- najpierw się położysz i odpoczniesz potem odwiedzisz. No może oni ciebie, bo z tego co widziałem to tylko te blondyn był ranny. Sądzę, że to właśnie Niall. To twoi przyjaciele?
- trudno powiedzieć. Długa historia…
- mamy czas.
- no to tak mieszkałam w Polsce pewnego dnia przyszedł lisy informujący mnie, że jestem adoptowana. Okazało się, że gdy miałam 6 msc. To porwano mnie mojej mamie w Anglii i wywieziono do Polski zostałam podrzucona do pewnego małżeństwa, które znalazło mnie pod drzwiami i zaadoptowało. Moja biologiczna mama prosiła, abym wróciła do Anglii. Więc jestem. Jestem siostrą Liama, jednego z nich, a chłopcy to jego przyjaciele ze zespołu. Zawsze chciałam spotkać chociaż jednego z nich, a tu nagle taki cios. Nie wiedziałam kim są moi rodzice. Znałam tylko ich imiona. Najbardziej zaprzyjaźniłam się z Zaynem. Wracaliśmy właśnie z parku i zobaczyliśmy bałagan w oknach oraz usłyszeliśmy krzyk. Zayn kazał zostać mi na dworze i zadzwonić po policje. Zadzwoniłam, ale pobiegłam do domu sprawdzić co się dzieje zobaczyłam Nialla z rozciętą głową więc zadzwoniłam po pogotowie i położyłam go na kurtki. Poszłam sprawdzić co się dzieje i oberwałam w głowę.
- nie masz za złe rodzicom, że nie powiedzieli ci o adopcji?
- nie. Rozumiem, że trudno było im powiedzieć mi o tym. Cały czas myśleli, że jeszcze nie czas. Młodzież tego nie rozumie, ale ja tak. Dziecko zawsze jest najważniejsze dla rodzica i zawsze będzie małe. Za bardzo ich kocham, żeby nie wybaczyć.
- wiesz co?
- co?
- jesteś taka…
- taka ?
- nie wiem.. inna. Ile masz lat? – uśmiechnęłam się był bardzo miły.
- miło mi. Nigdy nie chciałam być taka jak inni. 16.
- jak na swój wiek jesteś naprawdę inteligentna.
- dziękuję. A ty ile masz?
- 20.
- ooo to tak jak mój brat.
- zastanawiam się, jakim cudem nie zemdlałaś gdy oberwałaś w głowę, lub zostałaś postrzelona…
- jestem odporna na ból. To dlatego. – chłopak pokazał swoje ząbki. Miał śliczny uśmiech.
- nie.. jesteś wyjątkowa. Bardziej się przejmujesz swoimi znajomymi niż sobą. Większość dziewczyn liczy się tylko ze sobą. Nie obchodzi je co inni czują. – moje policzki oblał rumieniec.
- dziękuję to miłe.
- nie masz za co dziękować. A tak w ogóle to jestem Mat. – chłopak spojrzał na mnie i posłał mi ciepły uśmiech.
- Amber, ale mówią mi Amy – odwzajemniłam spojrzenie.
- już jesteśmy.
- dobra idę sprawdzić co z chłopcami.
- nigdzie nie idziesz. Tamta pielęgniarka z wózkiem idzie do ciebie.
- ja. Nie. Potrzebuję. Pomocy!!
- Amber! Siadasz! – podjechała do mnie siostra i kazała usiąść !
- Mat ! dojdę sama!
- Amber !
- Mat !
- Amber to nie śmieszne!
- dobrze o tym wiem !
- to siadasz czy nie ?
- głupie pytanie. Jasne, że nie. Nie jestem inwalidą.
- jak wolisz. – chłopak zrobił coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Złapał mnie w pasie, podniósł i przerzucił przez ramię.
- Mat ! co ty robisz ?!
- nie chcesz pojechać to cię zaniosę !
- puść mnie!
- nic z tego!
- mogę jechać wózkiem, ale puść mnie!!
- ooo nie ! za późno !
- proszę !!
Chłopak się nie odezwał. Dalej niósł mnie w stronę szpitala. Byłam zła, że mnie dalej niesie. Posadził mnie na krzesło i spojrzał w oczy.
- dobrze wiesz, do czego jestem zdolny jak mnie wyprowadzisz z równowagi, więc masz tu grzecznie siedzieć i czekać, aż cię nie zarejestruję ok.?
- ok. ok. – chłopak uśmiechnął się. Ciągle patrzył mi oczy, ja również. Zbliżył się i pocałował w czoło. Moja mina nie wyrażała żadnych uczuć. Z jednej strony byłam przeszczęśliwa, bo wiedziałam że mogę czuć się przy nim bezpiecznie, a z drugiej zaskoczona. Widocznie zrobiło mu się głupio.
- ładnie ci z rumieńcem .
- przepraszam nie powinienem…
- no przecież nic się nie stało ! chodź tu ! – rozłożyłam ręce w ramach przytulenia chłopaka. Wahał się, widocznie dalej było mu głupio.
- albo mnie przytulisz, albo ja zaraz wstanę i to zrobię.
Chłopak wzdrygnął się, jakbym wyrwała go z rozmyśleń. Uśmiechnął się i przytulił.
- dobrze a teraz siedź tu spokojnie.
- pewnie.
Gdy chłopak odszedł spojrzałam na tablicę pacjentów. Ujrzałam dwa nazwiska Horan oraz Payne. Widocznie reszcie się nic nie stało. Tyle szczęścia. Spojrzałam na pokój, uff ten sam numer tyle, że na trzecim piętrze zauważyłam windę. Koło krzesełek leżały kule. Postanowiłam to wykorzystać. Spojrzałam a recepcję – Mat właśnie wziął gazetę, obrócił głowę i uśmiechnął się pokazując mi palec, uświadamiając mnie, abym nic nie robiła. Uśmiechnęłam się sztucznie. Już siedzę jak nie wiem co z Niallem i Liaśkiem.




Mat. Ma 20 lat. Jest policjantem.




ok. ten rozdział skończony. Ogólnie pragnę was przeprosić ;c
Po 1. za to że musieliście tyyyle czekać, ale koniec szkoły, potem siostra wylądowała w szpitalu, potem kolonia, gdy wzięłam się za pisanie rozdziału i miałam go skończonego, zepsuł mi się komp -,- przez co wszystko mi wykasowało ;/ myślałam, ze mnie rozniesie…
Pisałam od początku..
Po 2. przepraszam, że jest beznadziejny…
A po 3. wybaczcie, że tak skończyło się porwanie, ale nie chciałam, aby w pierwsze dni bohaterka była porwana. Uważam, że to byłby zbyt wielki cios dla Liama.

Oraz bardzo dziękuję http://www.blogger.com/profile/03279662372362030782 Aguśce za to, że wstawiła pierwszy komentarz <3 kochana nawet nie wiesz jak mnie to zmotywowało <3 dziękuję ci bardzo :*

no i zapraszam do głosowania w ankiecie miśki <3


no i komentujcie troszeczkę, bo to naprawdę motywuje ;c 

1 komentarz:

  1. Zajebisty rozdział.^^
    Czekam na następny zajebisty rozdział.:]
    Życzę Weny.:*

    OdpowiedzUsuń