Weszłam i zobaczyłam Nialla leżącego na podłodze podleciałam
do niego. Chłopak miał rozciętą głowę. Wystraszyłam się zadzwoniłam po
pogotowie, chłopaka posadziłam na leżących na ziemi kurtkach i ruszyłam.
Usłyszałam głosy syreny, niestety nie pogotowia tylko policji, martwiłam się o
blondyna. Gdy wleciałam do kuchni usłyszałam jakiś gruby głos „ty dzi*ko
wiedziałem, że ty wezwałaś gliny” nic więcej nie usłyszałam. Poczułam jakiś
ostry ból z tyłu głowy, przez co upadłam na podłogę. Byłam otumiona. W tym momencie
żałowałam, gdy cieszyłam się z tego, że jestem wytrzymała na ból teraz pewnie
leżałabym na ziemi. Zawsze ciekawiło mnie jak to jest jak się mdleje.
Poczułam, że ktoś bierze mnie pod pachy
i ciągnie w stronę jakiegoś auta. Zostałam rzucona na siedzenie. Postanowiłam
udawać, że zemdlałam, sądziłam że to jest dobra decyzja. Nie miałam siły uciec.
Owszem próbowałam, lecz z marnym skutkiem. Postanowiła zamknąć oczy, żeby
oszczędzić sił. Niby nic, ale zawsze coś... Po jakimś czasie usłyszałam trzaski
drzwi. Samochód nagle ruszył przez co prawie spadłam z kanapy. Jechaliśmy
bardzo szybko. Usłyszałam syreny policyjne Zbawienie
!! mężczyźni przyspieszyli. Nie bałam się o siebie, cały czas myślałam co z
Niallem i resztą. Policja musiała nas obstawić, bo zatrzymaliśmy się. Zaczęła
się strzelanina. Postanowiłam skorzystać z sytuacji, że mężczyzn nie ma w
samochodzie otworzyłam drzwi i się wyślizgnęłam, niestety miło się nie
skończyło, bo zostałam postrzelona w nogę przez jakiegoś „zawodowca”.
Zasyczałam z bólu. Widocznie ktoś skapnął się, że nie jestem jedną z nich, bo
jeden z nich kazał położyć mi się na ziemi i czołgać się do niego. Zrobiłam tak
jak mi kazał. Obawiałam się, że zbrodniarze mnie zauważą i postrzelą. Czołgałam
się pomału. Udało mi się. Dość młody policjant złapał mnie za rękę i
przeprowadził przez resztę funkcjonariuszy. Wepchnął mnie do samochodu odpalił
silnik i ruszył.
- gdzie jedziemy?
- do szpitala. Jesteś ranna.
- nie! Nic mi się nie stanie! Proszę zabierz mnie do domu ja
muszę sprawdzić z Niallem ! co z chłopcami! Ja dam radę ! proszę !
- nie bój się o nich. Pogotowie już tam było. Zabrali twoich
przyjaciół do szpitala.
- muszę się z nimi zobaczyć!
- najpierw się położysz i odpoczniesz potem odwiedzisz. No może oni ciebie, bo z tego co widziałem to tylko te blondyn był ranny. Sądzę, że to właśnie Niall. To twoi przyjaciele?
- najpierw się położysz i odpoczniesz potem odwiedzisz. No może oni ciebie, bo z tego co widziałem to tylko te blondyn był ranny. Sądzę, że to właśnie Niall. To twoi przyjaciele?
- trudno powiedzieć. Długa historia…
- mamy czas.
- no to tak mieszkałam w Polsce pewnego dnia przyszedł lisy
informujący mnie, że jestem adoptowana. Okazało się, że gdy miałam 6 msc. To
porwano mnie mojej mamie w Anglii i wywieziono do Polski zostałam podrzucona do
pewnego małżeństwa, które znalazło mnie pod drzwiami i zaadoptowało. Moja
biologiczna mama prosiła, abym wróciła do Anglii. Więc jestem. Jestem siostrą
Liama, jednego z nich, a chłopcy to jego przyjaciele ze zespołu. Zawsze
chciałam spotkać chociaż jednego z nich, a tu nagle taki cios. Nie wiedziałam
kim są moi rodzice. Znałam tylko ich imiona. Najbardziej zaprzyjaźniłam się z
Zaynem. Wracaliśmy właśnie z parku i zobaczyliśmy bałagan w oknach oraz
usłyszeliśmy krzyk. Zayn kazał zostać mi na dworze i zadzwonić po policje.
Zadzwoniłam, ale pobiegłam do domu sprawdzić co się dzieje zobaczyłam Nialla z
rozciętą głową więc zadzwoniłam po pogotowie i położyłam go na kurtki. Poszłam
sprawdzić co się dzieje i oberwałam w głowę.
- nie masz za złe rodzicom, że nie powiedzieli ci o adopcji?
- nie. Rozumiem, że trudno było im powiedzieć mi o tym. Cały
czas myśleli, że jeszcze nie czas. Młodzież tego nie rozumie, ale ja tak. Dziecko
zawsze jest najważniejsze dla rodzica i zawsze będzie małe. Za bardzo ich
kocham, żeby nie wybaczyć.
- wiesz co?
- co?
- jesteś taka…
- taka ?
- nie wiem.. inna. Ile masz lat? – uśmiechnęłam się był
bardzo miły.
- miło mi. Nigdy nie chciałam być taka jak inni. 16.
- jak na swój wiek jesteś naprawdę inteligentna.
- dziękuję. A ty ile masz?
- 20.
- ooo to tak jak mój brat.
- zastanawiam się, jakim cudem nie zemdlałaś gdy oberwałaś w
głowę, lub zostałaś postrzelona…
- jestem odporna na ból. To dlatego. – chłopak pokazał swoje
ząbki. Miał śliczny uśmiech.
- nie.. jesteś wyjątkowa. Bardziej się przejmujesz swoimi
znajomymi niż sobą. Większość dziewczyn liczy się tylko ze sobą. Nie obchodzi
je co inni czują. – moje policzki oblał rumieniec.
- dziękuję to miłe.
- nie masz za co dziękować. A tak w ogóle to jestem Mat. –
chłopak spojrzał na mnie i posłał mi ciepły uśmiech.
- Amber, ale mówią mi Amy – odwzajemniłam spojrzenie.
- już jesteśmy.
- dobra idę sprawdzić co z chłopcami.
- nigdzie nie idziesz. Tamta pielęgniarka z wózkiem idzie do
ciebie.
- ja. Nie. Potrzebuję. Pomocy!!
- Amber! Siadasz! – podjechała do mnie siostra i kazała
usiąść !
- Mat ! dojdę sama!
- Mat ! dojdę sama!
- Amber !
- Mat !
- Amber to nie śmieszne!
- dobrze o tym wiem !
- to siadasz czy nie ?
- to siadasz czy nie ?
- głupie pytanie. Jasne, że nie. Nie jestem inwalidą.
- jak wolisz. – chłopak zrobił coś, czego w ogóle się nie
spodziewałam. Złapał mnie w pasie, podniósł i przerzucił przez ramię.
- Mat ! co ty robisz ?!
- Mat ! co ty robisz ?!
- nie chcesz pojechać to cię zaniosę !
- puść mnie!
- puść mnie!
- nic z tego!
- mogę jechać wózkiem, ale puść mnie!!
- mogę jechać wózkiem, ale puść mnie!!
- ooo nie ! za późno !
- proszę !!
Chłopak się nie odezwał. Dalej niósł mnie w stronę szpitala.
Byłam zła, że mnie dalej niesie. Posadził mnie na krzesło i spojrzał w oczy.
- dobrze wiesz, do czego jestem zdolny jak mnie wyprowadzisz
z równowagi, więc masz tu grzecznie siedzieć i czekać, aż cię nie zarejestruję
ok.?
- ok. ok. – chłopak uśmiechnął się. Ciągle patrzył mi oczy,
ja również. Zbliżył się i pocałował w czoło. Moja mina nie wyrażała żadnych
uczuć. Z jednej strony byłam przeszczęśliwa, bo wiedziałam że mogę czuć się
przy nim bezpiecznie, a z drugiej zaskoczona. Widocznie zrobiło mu się głupio.
- ładnie ci z rumieńcem .
- przepraszam nie powinienem…
- no przecież nic się nie stało ! chodź tu ! – rozłożyłam
ręce w ramach przytulenia chłopaka. Wahał się, widocznie dalej było mu głupio.
- albo mnie przytulisz, albo ja zaraz wstanę i to zrobię.
Chłopak wzdrygnął się, jakbym wyrwała go z rozmyśleń.
Uśmiechnął się i przytulił.
- dobrze a teraz siedź tu spokojnie.
- pewnie.
Gdy chłopak odszedł spojrzałam na tablicę pacjentów.
Ujrzałam dwa nazwiska Horan oraz Payne. Widocznie reszcie się nic nie stało.
Tyle szczęścia. Spojrzałam na pokój, uff ten sam numer tyle, że na trzecim piętrze
zauważyłam windę. Koło krzesełek leżały kule. Postanowiłam to wykorzystać.
Spojrzałam a recepcję – Mat właśnie wziął gazetę, obrócił głowę i uśmiechnął
się pokazując mi palec, uświadamiając mnie, abym nic nie robiła. Uśmiechnęłam
się sztucznie. Już siedzę jak nie wiem co
z Niallem i Liaśkiem.
Mat. Ma 20 lat. Jest policjantem.
Mat. Ma 20 lat. Jest policjantem.
ok. ten rozdział skończony. Ogólnie pragnę was przeprosić ;c
Po 1. za to że musieliście tyyyle czekać, ale koniec szkoły,
potem siostra wylądowała w szpitalu, potem kolonia, gdy wzięłam się za pisanie
rozdziału i miałam go skończonego, zepsuł mi się komp -,- przez co wszystko mi
wykasowało ;/ myślałam, ze mnie rozniesie…
Pisałam od początku..
Po 2. przepraszam, że jest beznadziejny…
A po 3. wybaczcie, że tak skończyło się porwanie, ale nie
chciałam, aby w pierwsze dni bohaterka była porwana. Uważam, że to byłby zbyt
wielki cios dla Liama.
Oraz bardzo dziękuję http://www.blogger.com/profile/03279662372362030782
Aguśce za to, że wstawiła pierwszy komentarz <3 kochana nawet nie wiesz jak
mnie to zmotywowało <3 dziękuję ci bardzo :*
no i zapraszam do głosowania w ankiecie miśki <3
no i zapraszam do głosowania w ankiecie miśki <3
no i komentujcie troszeczkę, bo to naprawdę motywuje ;c

Zajebisty rozdział.^^
OdpowiedzUsuńCzekam na następny zajebisty rozdział.:]
Życzę Weny.:*