czwartek, 28 sierpnia 2014

PODZIĘKOWANIA, INFORMACJE I NOWY BLOG! :)


Dziękuję wam za wszystko!
Za wejścia, komentarze, pod ostatnim postem było o 20 wejść więcej niż poprzednio, więc dla mnie to już coś :)

Informacje:
Rozdział nn już nie długo :)

NOWY BLOG!!

Z nowym blogiem ruszam we wrześniu, ale...... już od dziś możecie obejrzeć zwiastun !!






szablon się robi, zwiastun mamy, a ja całkowicie zmieniam prolog! :)

środa, 20 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ 32 "przestań mnie do niej porównywać"

HARRY'S POV

Nawet nie wiem jak mam dziękować tej dziewczynie. Pomogła umówić mi się z naprawdę świetną dziewczyną. Dawno tego nie robiłem i wypadłem z wprawy. Mimo, że wygląda na miłą i grzeczną dziewczynkę, to Amy ma swoje drugie "ja". Czyli nerwus i cham. Nie wiem, dlaczego posądzałem tą dziewczynę, pewnie to jakaś jej koleżanka, która chciała pomóc jej w zemście. Jej śliczne, zielone oczy, rude, falowane włosy, malinowe usta, piegi na policzkach. Nie, stop Harry! Nie możesz rozmarzać o dziewczynie, którą dopiero poznałem. Z dołu dobiegł mnie śmiech Amy i Zayna. Jest wyjątkową dziewczyną i naprawdę pasuje do Malika, nie może jej skrzywdzić, zrobię wszystko, żeby tego nie zrobił.
- Amber!! - wydarłem się jak najgłośniej potrafię. Drzwi zaskrzypiały, a w drzwiach zobaczyłem tą śliczną i roześmianą twarz szatynki.
- czo?
- pomozes?
- pewnie!
Wskoczyła jak popażona do mojego pokoju i nawet nie zauważyłem, kiedy znalazła się w mojej garderobie. Wzięła kilka rzeczy do ręki i zaciągnęła mnie do łazienki wręczając mi je i wyślizgując się z pomieszczenia. Szybko się ubrałem i otworzyłem drzwi. Wleciała do łazienki zmierzyłam mnie wzrokiem i zabrała się za moje włosy. Długo jej to zajęło, ale jak spojrzałem w lustro, myślałem, że śnię. Muszę poznać ją z Lou i to koniecznie. Moje włosy wyglądały niby zwyczajnie, ale były lekko podniesione, co nawało naprawdę świetny efekt. Przykucnęła przy szafce i wyciągnęła trzy flakoniki perfum. Coś przykuło moją uwagę, ale zapytam ją o to później.
 Każdym spryskała sobie nadgarstek, podeszła do mnie i psiknąła jednym.
- dlaczego akurat ten?
- jest gorzko-słodki, a ona używa strasznie słodkich, więc jak lekko to zbijesz to wyjdzie świetnie.
- dziękuję bardzo.
- nie ma za co. - mocno ją przytuliłem.
- mogę zaptać o dwie rzeczy?
- śmiało
- jak układa ci się z Zaynem?
- jest lepiej, można powiedzieć, że coraz lepiej się ze soba dogadujemy.
- dlaczego nie jesteście razem, słyszałem, jak planował coś jakis czas temu. On cię naprawdę kocha.
- wiem i jak go chyba też, ale się boję.
- związku?
- tak - czego tu się bać?
- nie bój się, Malik cię nigdy nie skrzywdzi, jeśli martwisz si mediami, to po jakimś czasie i tak się przyzwyczaisz, więc spokojnie.
- wiem, ale tu chodzi o coś innego. Z resztą nie ważne.
 - no dobrze, to drugie. Masz nowy tatuaż?
- mam
- a jaki?
- jeszcze nie wiem
- jak to nie wiesz?
- zdałam się na gust kolegi, zobaczę wieczorem
- a czy wogóle tak mo
- można.
- dobra ja już będę leciał.
- powodzenia Hazzuchu!
- a dziękuję. Wiesz co? To dziwne.
- co jest dziwne?
- gdybym nie znał twojego drugiego "ja" to powiedziałbym, że jesteś aniołem. - dostałem z łokcia.
- gdybym nie znała cię osobiście, powiedziałabym, że potrafisz zaczarować każdą dziewczynę. - zmroziłem ją wzrokiem, wiedziałem, że się odgryzie. Uśmiechnęła się szeroko, co odwzajemniłem. Zeszliśmy na dół. Pomachałem im, lecz przed wyjściem zawołałem jeszcze Malika.
- jest wyjątkowa, nie krzywdź jej
- nigdy bym tego nie zrobił, dobrze o tym wiesz.
- to działaj chłopie! Zabierz ją gdzieś, jest widno, nawet z głupiego spaceru się ucieszy!
- masz rację, powodzenia Hazza.

ZAYN'S POV

Harry miał rację, ostatniego czasu się nie starałem zbyt bardzo. Wykonałem jeden telefon, do starej znajomej i wleciałem do salonu, gdzie dziweczyna przeskakiwała z kanału na kanał. Nawet to robiła idealnie. Zaszedłem ją od tyłu i wziąłem na ręce, zaczęła się wykręcać, jak zawsze.
- Zayn puść mnie!
- nie!
Zaniosłem ją do jej pokoju i weszłem do jej wielkiej garderoby. Postawiłem ją na ziemi i uśmiechnąłem szczeniacko.
- po co mnie tu przyniosłeś?
- idziemy na spacerek, ubiesz się jakoś.
- czyli w dresach wyglądam jak sta
- wyglądasz ślicznie, ale wolę cię w sukienkach.
- yhh dobra, ale wyjdź.
- ale mi tam to nie przeszkadza.
- zarobisz kedyś ode mnie w papę.
- wiem wiem. To jak?
- siedź i się nie odzywaj. - zaskoczyła mnie tym, że pozwoliła mi zostać, ale nie będę się kłócił.
Wpatrywałem się jak szuka ubrania, wyciągnęła sukienkę i sweterek, i wleciała za ściankę, a było tak pięknie...Spojrzałem na nią, wyglądała naprawdę ślicznie.
- to gdzie mnie zabierasz?
- na spacerek, potem zobaczysz.
- a właśnie! Pokaż tatuaż. - podciągnąłem koszulkę i odlepiałem plaster, rozbawił mnie wzrok dziewczyny.
- zaraz dziurę wywiercisz, jak tak się będziesz przyglądać.
- ojj cicho, pokazuj! - odlepiłem i spojrzałem na serduszko, było niezłe.
- teraz ty. - nie czekając na dziewczynę sam położyłem jej nogę na swoje uda i delikatnie ściągnąłem folię.
Spojrzałem na tatuaż i uśmiechnęłem się, był świetny. Z twarzy dziewczyny zabrałem jej małe dłonie. Spojrzała na dzieło swojego kolegi i również się uśmiechnęła.
- no, to już tacy wytatuowani możemy lecieć.
Złapałem ją za rękę, ubraliśmy buty i wyszliśmy, w duchu dziękowałem dziewczynie, że wzięła sandałki na płaskiej podeszwie. Zasłoniłem jej oczy i po mału prowadziłem na miejsce.
- Zayn, gdzie ty mnie prowadzisz?
- niespodzianka - uśmiechnąłem się na sam do siebie słysząc jej lekko rozbawiony i zdziwiony głosik.
- Zayn nie lubię niespodzianeeek
- tak, tak. Idziemy.
Prowadziłem ją dalej, szukając wzrokiem odpowiedniego miejsca. Gdy zobaczyłem kocyk pikikowy ze świecami, winem i różnymi innymi rzeczami, wyjąłem telefon i wysłałem do mojej znajomej zdj., potwierdziła, że mogę tam iść. Podszedliśmy do fal, gdy fale delikatnie muskały nasze stopy dając uczycie błogiego spokoju.
- Zayn... czy my jesteśmy nad
- tak jesteśmy na plaży, nad oceanem...
- wszystko pięknie z wyjątkiem jednej, takiej tyci, malutkiej rzeczy... Otworzysz mi oczy!?
- oj przepraszam... - odsunąłem dłonie i wtuliłem swoją głowę w zagłębie jej szyji otulając ją rękoma.
- jak tu ślicznie
- mhm
- dlaczego mnie tu zabrałeś?
- mhm
- Zayn, przestań ciągle mruczeć pod nosem i odpowiedz mi na pytanie - dziewczyna obróciła się przodem do mnie, a ja dopiero teraz się otrząsnąłem. Przyciągnąłem ją do siebie i spojrzałem w jej oczy, które przybrały kolor do moich. To było coś, co zawsze mnie zaskakiwało. Jej tęczówki zmieniały kolor, ze względu na porę, światło i jej humor.
- dlatego, że wiesz co do ciebie czuję. Wiesz, że jesteś dla mnie kimś ważnym i że zrobię dla ciebie wszystko. Jesteś wyjątkowa i nie tylko ja ci to mówiłem. Poza tym, mieliśmy iść do przodu, więc wykorzystałem sytuację, a dzisiaj jest świetna pogoda na spędzenie trochę czasu razem.
Uśmiechnęła się do mnie i mocno przytuliła, zaprawadziłem ją na koc, po co mam mówić, skoro mogę zaśpiewać? Usiadłem po turecku i wytarłem o spodnie lekko spocone dłonie dlaczego się denerwuję? Wziąłem gitarę do ręki i położyłem na udach. Jeszcze tylko głęboki wdech i wypuściłem z haustem powietrze. Spojrzałem na dziewczynę, która wyglądała na zadawoloną i zaskoczoną.
- czy ty..
- tak, nauczyłem się grać, znaczy Liam mnie nauczył, ale ostrzegam, że nie jestem profesjonalistą.
- nic takiego bym ci nie powiedziała.
Spojrzałem na mój "sprzęt" sam nie wierzę, że to robię. Położyłem palce na strunach i wybijałem rytm. Zacząłem śpiewać i już o niczym nie myślałem.

Kiedy zadzwonić ty wiesz i płakać na ramieniu 
O każdej porze nocy i dnia 
Do kogo zwrócić się wiesz, bo tylko ja naiwny 
Do ciebie zdążę nim spłynie łza 
A gdy już wszystko dobrze, niepotrzebny 
Odchodzę w cień całkiem sam 
I widzę ciebie z innym, kolejnym 
I nigdy to nie będę ja 

 Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic 
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt 
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty 
Co takiego widziałaś w nim 
Ja dałbym wszystko by z tobą być 

 Kocham twoje słodkie łzy 
Bo tylko wtedy dzwonisz 
bym posłuchał co u ciebie nie tak 
Czekam na twój znak 
Od czego jest przyjaciel 
By zwierzyć się i powiedzieć pa 
A gdy już wszystko dobrze, niepotrzebny 
Odchodzę w cień całkiem sam 
I widzę ciebie z innym, kolejnym 
I nigdy to nie będę ja 

 Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic 
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt 
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty 
Co takiego widziałaś w nim 
 Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic 
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt 
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty 
Co takiego widziałaś w nim 

 Kiedyś zobaczysz, kiedyś zrozumiesz 
W końcu uwierzysz w nas 
To czego szukam było tak blisko 
To co tak dobrze znasz 
Kiedy zobaczysz, kiedy zrozumiesz 
Ja będę czekał tam 
Otworzysz oczy, otworzysz serce 
Przy tobie będę ja 
Kiedy zrozumiesz ja będę czekał tam (Ja będę czekał tam) 
Otworzysz serce, (Otworzysz serce) 
Przy tobie będę ja 

 Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic 
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt 
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty 
Co takiego widziałaś w nim 
 Przyjaciel nic więcej, nic więcej, więcej nic 
Przyjaciel blisko tak, blisko, daleko zbyt 
By znaczyć dla ciebie tyle co dla mnie ty 
Co takiego widziałaś w nim 

Ja dałbym wszystko, by z tobą być...

Skończyłem śpiewać i spojrzałem na nią. Miała lekko spuszczoną głowę. Nie dziwię się, lekko ją to zaskoczyło. Widziałem w jej oczach łzy, lecz nie zamierzałem tego ciągnąć
- może trochę wina?
- chętnie. - dalałem dwie lampki i podałem jej ciągle się w nią wpatrywałem. Była naprawdę śliczna.
Nasza rozmowa szybko się rozwinęła. Mieliśmy naprawdę dużo tematów. W pewnym momencie dziewczyna wstała i ruszyłą w stronę parku. Nie wiedziałem o co jej chodzi, więc pobiegłem za nią. Złapałem ją za rękę i obróciłem w swoją stronę. Starała się na mnie nie patrzeć, ale widziałem, że w oczach miała łzy. Poczułem dziwne uczucie w sercu.
- Amy o co chodzi?
- o nic. Chcę iśc do domu.
- co takiego zrobiłem?
- naprawde tego nie widzisz!?
- cz-czego nie widzę?
- pamiętasz naszą rozmowę na strychu?
- no tak, ale co ma w związku z tym Perrie? <dla przypomnieniaHOP rozdz 20>
- Zayn! Przez ten cały czas, przez niecałe dwie godziny powiedziałeś z pięć razy jej imię i co chwilę mnie do
niej porównywałeś! Wiesz, co?! To boli! Jak możesz mi mówić, że mnie kochasz, skoro cały czas myślisz o Perrie!? Niby cię zraniła, ale ciągle o niej gadasz i komentujesz, a najgorsze, że porównujesz do niej mnie! Jestem sobą, nie jestem tą idealną twoim zdaniem blodynką, tylko SOBĄ! Ciągle ją kochasz Zayn!
Spojrzałem na nią zdziwiony, może dalej boli mnie to, co mi zrobiła, ale to Amber była tą idealną, nie Pezz.
- i co!? Teraz nic nie powiesz!? Świetnie! - po jej policzkach spłynęły łzy, obróciła się na pięcie i pobiegła do domu. Kopnąłem z całej siły w kosz. Jak mogłem być takim idiotą!?

AMY'S POV

Muszę przyznać, że Malik naprawdę się postarał. Taaak, ale co z tego? Dlatego się tego bałam. Wystrzymywałam, gdy ciągle o niej opowiadał, no ok, wspominał, ale gdy mnie do niej zaczął porównywać... przesadził. Nikt, nikt nie miał prawa mnie do niej porównywać, do nikogo. Jestem sobą i do NIKOGO nie jestem podobna. Właśnie ta cecha pozwoliła mi rozpoznać, kto jest dla mnie prawdziwym przyjacielem i znalazłam 4 w Polsce i 13 tutaj (1D, 5SOS, El, Dan, Peter i Maciek)
Wleciałam do domu, chłopcy już byli. Wleciałam do pokoju, ubrałam dresy, koszulkę Ahtona i zeszłam na dół. Usiadłam koło Liaśka i mocno się w niego wtuliłam.
- Panience się coś stało? - Liam obkręcił mnie tak, by na mnie spojrzeć.
- nie, wszystko w porządku - uśmiechnęłam się sztucznie
- na pewno?
- wszyściutko jest idealnie. - znowu się w niego wtuliłam.
- i tak wiem swoje siostrzyczko... - Payne wyszeptał mi to do ucha. Zamknęłam oczy nie pozwalając łzą, by uciekły. Spojrzałam w ekran, leciał jakiś film, jednak po mojej głowie toczyły walkę miłe i złe wspomnienia.
- O M G !! Amber ma tatuaż!! - wszyscy spojrzeli najpierw na niego, a potem na mnie. Znowu!?
- taaak głośniej Horan, bo nikt cię nie słyszy. - chciałam położyć się spowrotem, ale moja noga była "gwałcona" przez chłopaków. Zaśmiałam się, byli tacy dziecinni, ale tacy kochani. Do domu wszedł Harry i dziwnie się na mnie spojrzał. Usiadł koło nas i spojrzał na moją kostkę. Serio?
- no Hazzusi jak tam ran... ranne spotkanie z tym... Carolem?
- co? - spojrzał na mnie zdziwiony. Walnęłam się z otwartej w czoło. - aaa TYM Carolem! Faajnie!
Do salonu wparował Malik, zmierzyłam go wzrokiem i spojrzałam na ekran. Minął nas rzucając krótkie "dobranoc"spojrzałam na chłopaków. Niall uniósł brew, a jego mina mówiła, że chce ze mną porozmawiać.
- Amber, zrobimy coś na kolację, albo chodź zamówimy pizze. - nie czekając na odpowiedź wziął mnie za rękę i zaprowadził do kuchni.
- o co chodzi?
- nie wiem o czym mówisz...
- Amber... - jego ton był surowy.
- Nia
- nie Niall, tylko o co wam poszło?
- Perrie.
- przecież to temat skończony.
- nie, nie dla niego. On dalej ją kocha dalej o niej myśli!
- Amy ciszej - kiwnęłam głową i postanowiłam skończyć
- dziś zabrał mnie na plaże, zagrał i zaśpiewał o tym, że chciałby więcej niż przyjaźni, i to po polsku, jednak
gdy gadaliśmy, co chwile o niej wspominał
- ludzie lubię wspominać Amy
- tak, ale jakbyś się czuł, gdybym np. ja, bliska ci osoba porównywała cię do mojego innego przyjaciela i mówiła, że jesteś idealny jak on, uśmiechasz się wspaniale, jak on i tak dalej...
- porównywał cię do niej!? Do NIEJ!? CIEBIE!?
- i to mnie trzeba uciszać?
- sorry. Co zamierzasz z tym zrobić?
- nic
- jak to
- skończ. Nie chcę o tym gadać. Dzwoń po pizze.
Horan stęknął zrezygnowany, ale po chwili wyciągnął swojego iPhona i wybrał numer do pizzeri. Zamówił 8 placków. Powinno starczyć.
- jedną bierzemy na pół ma siostro!
- co to pół pizzy?
- oni biorą jedną na 3, 4.
- więc zjemy resztki!
- tak!
Założyłam Horanowi na szyję rękę i w podskokach ruszyliśmy do salonu. Po drodze osznajmiłam Malikowi, że zaraz będzie pizza niech zejdzie, więc szybko poszedł. Skoczyłam blondynowi na barana i śpiewając piosenkę ze Smerfów skakaliśmy do salonu. Reszta patrzyła na nas jak na dzieci specjlnej troski, no cóż.
- dobrze się czujecie?
- PIZZA! - wydarłam się a Nialler podrzucił mnie za karę, że wydarłam mu się do ucha. Zeszłam z niego i znów wtuliłam się w tors Liama.
- jesteś dziś nie swoja.
- to przez tą pogodę, jest za cieepło. - Malik cały czas lustrował mnie wzrokiem, jednak postanowiłam to olać. Wzięłam piłkę do ręki i wycelowałam nią w Asha.
- orient ciamajdo! - jak przypuszczałam, nie złapał. Spojrzałam na jego twarz, miał czerwone oko.
- o cholera Modest mnie za bije. - wszyscy spjrzeli na mnie, a ja okazałam palcem na limo chłopaka. Wszyscy otworzyli szeroko oczy. A blodyn nie wiedział, o co chodzi. Podałam mu lusterko.
- o kurwa! za co!?
- za to, że... nie wiem.
Dwoma palcami obruciłam jego twarz na bok. Syknęłam ze skaszenia.
- ale będziesz miał piękną śliwę... cholera... przepraszam.
- wybacz jej, urotaowała nas przed pałami.
- jakimi pałami!?
Razem z Ashem zmroziliśmy Niallera wzrokiem.
- nic takieeego.
- o Amy ale fajna koszulka!
- dzięki Luke!
- gdzieś ją już widziałem... - Ash zaśmiał się, ale nic nie powiedział.
- luudzie idziemy pograć w siatkę?


~~~~~~~~~~
HEJ HEJ HEJ
Wiem, zawaliłam, rozdziału nie było, huh miesiąc.
PRZEPRASZAM WAS BARDZO
ale zostały na nim poprawki etc, których nie mam siły edytować, tak jak widzicie było takie piękne Zamber i nagle takie.... BUM!

OK ENJOY AM xx

wtorek, 15 lipca 2014

ROZDZIAŁ 31 skąd macie czekoladę?!

- co ty tu robisz!?
- nie dało się z Tobą porozmawiać przez telefon, więc przyjechałem tutaj.
- skąd wiedzia... - dobra, pewnie nie jedna gazeta pisała, gdzie znajdują się zespoły. - nie mam ochoty z tobą gadać. - wysyczałam przez zęby.
- musisz, jestem twoim ojcem.
- kim ty kurwa jesteś!? Ojcem!? Jak wogóle śmiesz nazywać się ojcem!? - nagła cisza upewniła mnie, że chłopcy przysłuchiwali się naszej rozmowie, która o dziwo była prowadzona po angielsku.
- wychowałem cię, może grzeczniej!
- co zrobiłeś!? Ha! Błagam... nie ośmieszaj się! Sześć lat się dla ciebie liczyłam. Gdy potrzebowałam pomocy, bo Mateusz zaczął mnie bić i zamykać, wy stwierdziliście, że widocznie na to zasłużyłam! Nigdy od was nic nie chciałam, chciałam tylko tego uczucia, jakie doświadczyłam będąc malutką dziewczynką. NIC WIĘCEJ. Nawet nie wiesz jak daleko w dupie miałam te wasze zasrane pieniądze!
- Mateusz był dobrym chłopakiem, ułożyłabyś sobie z nim lekkie i wygodne życie. Teraz wyjechał do tej zasranej Ameryki!
- wygodne!? chyba w grobie! On zawsze był dla was ważniejszy ode mnie!
- Agata...
- nie Agata! Spierdalaj stąd i nigdy mi się nie pokazuj na oczy, ani ty, ani twoja żona! Robiłam wszystko, by zwrócić waszą uwagę chodź na chwilę na własną osobę, ale to nic nie dawało. Nawet nie wiesz jak ranisz mnie tym, że tu przychodzisz!
- nie mów tak!
- a jak mam mówić!? Kochany tato jak dobrze mi cię widzieć, to co, że dla ciebie nie istniałam przez ponad połowę mojego życia, tęsknię za wami i wracam do domu, gdzie pewnie po raz kolejny się upijesz i zrobisz krzywde, albo mi, albo jej!? - wiedziałam, że zdenerwowałam go wypominając mu jego picie. Podszedł do mnie, złapał za rękę i podniósł drugą w celu uderzenia mnie. Ashton uderzył go z całej siły w twarz i wypchnął za drzwi. Solidnie nimi trzasnął i wtulił mnie w siebie tak mocno, jakbym zaraz miała wyjechać i nigdy by mnie nie zobaczył. Po chwili zrobiła to także reszta ekipy. Powód dla którego mimo to istniała we mnie iskierka radości? Oszczędziłam zmarwień Liamowi.
- Idę do siebie, muszę...ochłonąć. Zawołajcie mnie jak przyjdzie Liaś ok? - wszyscy kiwnęli porozumiewawczo głową. Blondym pocałował mnie w czoło i wypuścił. Uśmiechnęłam się do nich słabo i podreptałam na górę rzucając się na łóżko. Wreszcie dałam upust emocją i zaczęłam płakać. Dlaczego on nie mógł zrozumieć, że nie mam ochoty z nim rozmawiać!? Postanowiłam się ogarnąć, zawsze mówiłam sobie, że nie pozwolę, by ktoś mnie krzywdził, jaka ja byłam głupia... Mimo to, przeprowadzając się, miałam nadzieję, że to się odmieni, i było tak. Dopóki nie zjawił się tu mój ojciec. Teraz byłam pewna, że osobą, która wtedy zaglądała nam po oknach był Mateusz. Zeszłam na dół, nikt nie potrafił się odezwać. W powietrzu wisiała napięta i mało przyjemna atmosfera.
- Dobra chłopaki musimy jechać. Amy zostaniesz z Niallem i Ashem, bo oni zostają w domu, będziemy wieczorem.
Kiwnęłam porozumiewawczo głową. Pożegnałam się z nimi i usiadłam na kanapie, dołączyła do mnie pozostała dwójka.
- Nialler?
- słucham?
- pomożesz mi nagrać cover, dawno nie było mnie na kanale.
- pewnie! Wreszcie pokażesz się światu!
- nie dokońca... - blondyneczki spojrzały na mnie zdziwione - nagrywam covery, ale nikt nie wie, że to ja. Wstawiam kilka zdjęć, odpowiednich pod tekst.
- To ty śpiewasz!?
- tak Ash. Śpiewa, gra, tańczy, zna karate i robi wiele rzeczy, o których nie mam pojęcia. A w dodatku tylko ja znam jej sekret o talencie muzycznym - blondyn uniósł się dumą
- ohhh teraz nie będziesz jedyny
- jak to?
- bo Asha nie wyprosimy z domu.
- jakoś to zgryzę. Chodźmy do pokoju.
Poszliśmy do ogromnego pokoju nagraniowego, niczym nie różnił się od profesjonalnego studia. Usiadłam na kanapie i wzięłam do ręki laptop.
- co wybierasz?
- Julia Sheer - Far Away.
- piękne, grasz sama?
- a pomożecie?
- pewka! - Niall zabrał gitary i podał mi jedną, Ash po chwilę zabrał cajon i dołączył do nas. Postawiłam kamerkę, którą wzięłam od Horana na stoliku kierując ją na nas. Włączyłam ją i wyszukałam chwytów. Położyłam tekst przed sobą i zaczęliśmy grać. Ash lekko wystukiwał rytm. Zamknęłam oczy i odpłynęłam. I need you... spojrzałam na chłopaków, Niallowi uśmiech nie schodził z twarzy, a Irwin otworzył szeroko oczy.
- aż tak źle?
- źle? Boże dziewczyno, masz taki wspaniały głos i się z nim ukrywasz!?
- już jej to mówiłem, ale nie bo coś..., może zaśpiewasz z dwie po Polsku, tego twojego całego Be.. coś
- Bednarka.
- no Bednarka!
- ok to Przyjaciel i Ciszę.
Obie piosenki znałam na pamięć, bo obie niosły za sobą pewną historię. Muszę przyznać, że nigdy nie wczułam się w to co śpiewam, tak, jak teraz. Z trudem powstrzymywałam łzy, gdyż przed oczyma ukazał mi się "filmik", gdzie widziałam chwile spędzone z moimi przyjaciółmi w Polsce. Tak cholernie za nimi tęskniłam, owszem, tu też mam przyjaciół i to sporo, ale to jednak tamci zapoznali mnie z Kamilem, to oni zabrali mnie na jego koncert, i to dzięki nim zmieniłam spojrzenie na świat, mimo, że rodzice się nie zmienili, to ja tak. Nie okaleczałam się już, a co najlepsze - do dzisiaj utrzymuję kontakt, z tym wspaniałym człowiekiem.
- czy mi się zdaje, czy bardzo wczułaś się w tą piosenkę
- skąd ta myśl?
- widać i słychać, zresztą masz łzy w oczach
- dobra, cicho! Nagramy coś razem?
- wybieraj!
Po zaśpiewaniu Don't worry be happyStereo Heart oraz I'm yours zaczęliśmy śpiewać Just A Dream muszę przyznać, że ten cover wyszedł nam zdecydowanie najlepiej. Zmęczeni wróciliśmy na górę, gdzie postanowiliśmy się pokąpać w basenie. Pogoda zła nie była, a basen ogrzewany, więc mogliśmy sobie na to pozwolić. Polecieliśmy do swoich pokoi wybrać stroje.
Ubrałam TO i zeszłam na dół gdzie czekali na mnie chłopcy. Na mój widok głupio się uśmiechnęli, bałam się, że chcą mnie wrzucić siłą. Cofnęłam się krok w tył.
- o co wam chodzi?
- wiesz Amzewko? Muszę ci częściej coś takiego proponować, wyglądasz w tym bardzo seksownie. - na moją twarz wkradł się rumieniec.
- zamknij się Irwin! Idziemy się kąpać, czy nie?
- pewnie, chodź! - poczekałam, aż dzieci wskoczą do basenu na bąbe i grzecznie z gracją weszłam po drabince, do lekko zimnej wody. Zachowywaliśmy się jak dzieci, bawiliśmy się piłką, obrażaliśmy się na siebie, chlapaliśmy, podtapialiśmy, wrzucaliśmy itd. Potem wyszliśmy i mądry Horan lał nas wężem ogrodowym. Wskoczyłam Ashowi na barana i uciekaliśmy przed zbzikowanym Horankiem. Byłoby pięknie, ale jak może być coś takiego możliwe? Runęliśmy na ziemie, śmiejąc się jak jacyś psychopaci. Ha!  To nie koniec! Za chwilę usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Horan, jako iż był najbardziej suchy poleciał do drzwi. Coś długo nie wracał. Sądziliśmy, że chłopcy zrobili sobie wolne i wlecieli do domu wcześniej. Wstaliśmy i znów znajdowałam się na plecach Ashtona. Chcieliśmy ich zaskoczyć, więc "popatajaliśmy" przed dom. Nie zwróciliśmy uwagi na ludzi stojących w progu, lecz widząc dwóch sanitariuszy policji zmroziło nas.
Ashton cofnął się za mur. I łapiąc parapetu podniósł się siadając na nim.
- cholera, zamknąłem okno!
- geniusz!
- czekaj, uchylone, łap i załóż to, nie wszyscy muszą podziwiać to. - pokazał na mnie palcem i rzucił mi swoją koszylkę, która ledwo zakrywała dolną część mojego ubioru. - chodź pomożemy Horankowi, wiesz co masz robić?
- czyżby zbajerowac ich, by to co zrobił Horan, w pewnym sensie uszło mu płazem?
- dokładnie
- nie.
- dlaczego nie?
- bo nie dam rady?
- masz niską samoocenę, jeśli miałbym być szczery, to gdybyś nie była moją przyjaciółką, siostrą mojego kumpla i gdyby jeden z nich coś do ciebie nie czuł, już był do ciebie zarywał - nie rumień się, nie możesz! - ładnie ci, gdy się rumienisz
- zamknij się. Uważasz mnie za przyjaciółkę?
- tak, wiem, że mogę powiedzieć ci naprawdę wszystko.
- dziękuję, a teraz biegiem mój rumaku ratować Nialla!
Stanęliśmy przed drzwiamy, a ja szeroko się uśmiechnęłam do naszych "gości", jeden z nich odwzajemnił, wniskuję, że on jest "szefem" gdyż drugi był trochę młodszy i cichy.
- coś się stało panowie?
- dostaliśmy zawiadomienie, że jest tu jakaś impreza, a sąsiad nie życzy sobie takiego hałasu.
- impreza? czy widzą panowie tutaj jakąś imprezę?
- no nie.
- no właśnie, po prostu kąpanie w basenie przypomina nam czasy z dzieciństwa, a my się dobrze bawimy, czy to źle?
- no... nie
- takwięc zamierzacie coś z tym zrobić? - zatrzepotałam rzęsami z trudem powstrzymując odruch wymiotny.
- życzyć wam udanej zabawy Amber, dowidzenia, ale mam nadzieję, że w innych warunkach. - Amber, skąd on... Zaraz!
To przecież być Mat! Policjan, który zgarnął mnie po postrzale.
- dziękuję, mam nadzieję. - pokazałam mu dyskretnie dwa palce, pokazując a'la telefon.
- Ah! no tak! Muszę państwu wystawić upomnienie! - wręczył mi świstek, puścił oczko i odjechali. Zaknęłam drzwi i spotkałam się z dziwnym spojrzeniem wspaniałej dwójki.
- co się tak gapicie?
- bo ładnie ci w mojej koszulce
- oddam ci ją jutro.
- nie oddasz mi jej wcale, na tobie leży lepiej.
- dziękuję?
- nie ma za co, a poza tym NIE MÓWIŁEM!? dałaś sobie z nimi radę.
- tylko dlatego, że jeden z nich mnie znał.
- jakoś nie poznałaś go, dopóki nie powiedział do ciebie po imieniu - tu mnie miał. Nie dostając odpowiedzi na jego twarzy wstąpił cwaniacki uśmieszek, ukazując dołeczek, ba! krater po jednej stronie. Gapiłam się w niego jak jakaś przyćmiona.
- coś nie tak?
- nie, poprostu uwielbiam dołeczki.
- to cooo robimy? - Horan patrzył na nas z przynudzeniem.
- idziemy grać na playstation w Fifę! - mało nie zabiłam się na schodach pędząc do pokoju gier.
- zakładamy się?
- o co?
- kto przegra, zabiera całą dziewiątkę na kolację do jakiegoś fastfudu!
- pewnie! - Niall doskonale sobie zdawał sprawę, że upokorzy się grając ze mną, więc wystawił Ashtona, który był przekonany, że wygra. Głodomor puścił mi oczko i oglądał z rozbawieniem, jak Irwin chwali się, jaki to on nie jest dobry i że tylko Hazz potrafił go ograć. Zaśmialiśmy się z Horankiem, nie wspominając mu, że to ja ograłam Harry'ego i to nie raz. Gra się zaczęła. Irwin bardzo się wczuwał, a ja totalnie to zlałam. Kto wygrał? Wiadomo, że ja.
- no Irwinku, dziś zaszalejemy, wiesz... kupować żarcie mi i Horanowi... - przytuliłam Nialla - to musi być coś.
- chłopie w coś ty się wpakował?
- jak ty to?
- ahhh nie mówiłam ci, że ograłam KAŻDEGO z chłopaków i to nie raz.
- ale.. ale..
- gdybyś widział swoją minę Irwin, jak zaczęłeś przegrywać. - Horan zaczął się śmiać, Ash mimo prób Też, a ja tarzałam się po podłodze słycząc te dwa śmiechy razem. Wierzcie mi, lub nie ale można dostać jakiejś schizy. Cała trójka płakała ze śmiechu. Widok min reszty chłopaków, którzy niedawno przyszli i musieli tu przyjść? Bezcenny!
- chłopaki, dziś Irwin stawia nam żarcie. WSZYSTKIM!
Całe 1D zaczęło się śmiać, za to Cal, Mike i Luke dalej nie wiedzieli o co chodzi, z pomocą ruszył im Harry.
- znając życie założyli się kto wygra w NFS i to było oczywiste, że wygra Amy.
- AMY!? - cała trójka spojrzała na Harry'ego, a potem na mnie. Pomachałam im grzecznie.
- jak to Amy? Oprócz ciebie nikt nie pokonał Asha.
- Harry'ego też pokonałam - Luke przytulił się do moich nóg.
- błagam wyjdź za mnie kobieto idealna!
- wybacz, mam już swojego niedoszłego rycerza - wydął śmiesznie wargę. Kątem oka zauważyłam jak Malik się uśmiechnął. Wszystkie pary oczu były skierowane w moją stronę. Spojrzałam na każdego z nich. Zatrzymałam się na wyszczerzonym Irwnie. Spojrzałam na niego pytająco. Chłopak pokręcił biodrami w jedną i drugą stronę, jakby miał na sobie sukienkę. Cholera! mam na sobie tylko koszulkę Asha. Poczułam ciepło na moich policzkach.
- to... może my z chłopakami się przebierzemy i za chwilę zejdziemy na dół. - pośpiesznie zabrałam blondynów za rękę i pociągnęłam w stronę schodów. - szybko mnie ostrzegłeś!
- Za to Horan nie raczył nic powiedzieć.
- Zemszczę się.
- taaa jasne.
- dobra Irwin bierz portfel i widzimy się za pół godziny.
Wleciałam do pokoju. Koszulka była sucha, więc postanowiłam jej nie zdejmować, bo muszę przyznać, że bardzo mi się podobała. Zmieniłam bieliznę, ubrałam jeszcze szorty i słodkie trampki z logiem 5SOS, wrzuciłam do plecaczka czekoladę i żelki, zawsze miałam to przy sobie, bo małe fanki chłopców często przylatywały też do mnie porozmawiać i pośmiać się, zawsze otwierałam czekoladę i dzieliłam się z nimi. Żelki szły zazwyczaj po drodze. Weszłam do łazienki, przyjrzałam się i zaśmiałam, bo cholera, wyglądam jakbym miała na sobie sukienke a nie spodenki i koszulkę, ale spoko.

zrobiłam makijaż, włosy zdążyły mi wyschnąć, więc lekko je zakręciłam. Schodząc ze shodów zabrałam Niallowi jego snapbacka, którego miał na głowie i założyłam na własną.
- dziękuję
- spoko, tobie lepiej pasuje.
Zeszliśmy na dół gdzie czekała na nas reszta.
- ładna koszulka, skądś ją kojarzę.
- jej były właściciel powiedział, że już jest moja.
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy na podbój jakiegoś baru. Po drodze, tak jak przypuszczałam chłopaków zaatakowały fanki. Usiadłam na chodniku. Po chwili wokół siebie zobaczyłam tłum małych dziewczynek, nie lubię dzieci, ale staram się tego im nie okazywać. Wyciągnęłam czekoladę i pokazałam im.
- chcecie?
wszystkie zaczęły kiwać główkami ciesząc się jak głupki. "Siostra Liama poczęstowała mnie i inne dziewczyny czekoladą! Ona jest fajna, wiesz? " Często słyszałam jak opowiadały swoim mamą o spotkaniu raczej ze mną.
- niech zgadne, starsze dziewczyny was wygryzły i odsunęły od chłopaków, prawda? - znowu pokiwały głowami. Zrobiło mi się ich szkoda. Spojrzałam na każdą z nich, większość z nich miała popisane rączki z napisem "Liam", więc czemu miałyby go nie poznać. Nie mogą całego 1D, to chociaż ulubieńca.
- poczekacie sekundkę? - wyjęłam telefon i wybrałam numer mojego brata. Spojrzałam na tłum. Zauważyłam, że Li przeprasza jedną dzieczynę i odbiera połączenie.
- Sytuacja ta, co zawsze, wyrwiesz się?
- wreszcie ja! - miał rację, zawsze fanki prosiły o Irlandczyka, albo Hazzę.
- zrób ładne wejście. - rozłączyłam się i spojrząłam na dziewczynki.
- mogę wam zrobić zdjęcie?
- taaak!
- dobrze, stańcie jak najbliżej siebie, żeby was ująć! - w chwili, gdy nacisnęłam aparat mój brat przytulił całą
grupkę. Spojrzałam na ekran. Słodko.
- cześć dziewczynki! A kto tu taranuje moją siostrę i... skąd macie czekoladę?! - podałam chłopakowi dwie kostki. Świetnie, Amy fotogaf! Mimo, iż dziewczynek nie było dużo, to jedan robić każdej po 5 zdjęć to też zajmuje trochę czasu. Liam podpisał im się na rękach, poczym poleciały do swoich rodziców. Li podał mi rękę i kazał wskoczyć sobie na barana. Wdrapałam się i wtuliłam w idealny tors mojego brata. Oparłam głowę na jego ramieniu, co z niewiadomego powodu go rozbawiło. Podeszliśmy do reszty i ruszyliśmy do baru. Wygłupialiśmy się i darliśmy się w niebo głosy
- ejj bo znowu nas nawiedzą! - wszyscy spojrzeli na Horana, a ja z Ashem zaczęliśmy się śmiać. Reszta postanowiła nie wnikać, więc ruszyliśmy dalej.
- nie jest ci zbyt ciężko?
- żartujesz? jesteś tak leciutka, że śmiało mógłbym z tobą biegać, czy skakać i nie odczułbym zmęczenia. - nie uważałam siebie za lekko osobę, ale nie zamierzałam się kłócić. Schowałam spowrotem głowę w zagłębieniu jego szyi i po chwili odpłynęłam.
                                                                       ***
Wszyscy spojrzeliśmy na kelnerkę, która widocznie była fanków chłopaków, bo w jej oczach było widać iskierki radości, ewentualnie uważała ich za bardzo seksownych i miała na któregoś z nich ochotę. Wpatrywała się we wszystkich, jednak swój wzrok utkwiła na Maliku. Dziwnie się poczułam, była śliczna. Naprawdę śliczna. Chudziutka z "niewielkim, lecz jędrnym biustem", jak to powiedział Styles Niall'owi, długie nogi, muszę przyznać, że figurę miała lekko zbliżoną do mnie, ale w jej twarz można było spoglądać z podziwem. Śliczne, błękitne oczy, malutki nosek, malinowe usta, drobne piegi i lekko podkreślone kości policzkowe, na jej ramionach opadały blon loki. Z całym szacunkiem muszę przyznać, że zazdrościłam jej wyglądu. Malik chyba zauważył to, bo objął mnie w tali. Może większość uzna mnie za egoistkę, ale ucieszyłam się gdy blondynka przeniosła wrok na Caluma. Pewnie gustuje w mulatach. Na stoliku wylądowała ogromna ilość jedzenia. Co chwile w oknie błyskał jakiś flesz. Muszę przyznać, że działało
mi to na nerwy. Już widzę jutrzejsze artykuły w gazetach "chłopcy z 1D, 5SOS i siostra Liama, wybrali się do baru. Jak wiemy Niall Horan (19) potrafi zjeść dużo, lecz nie spodziewaliśmy się tego po Amber Payne (16). Czy dziewczyna ma taki apetyt? Skoro tak, to gdzie ona to mieści? Możliwe, że jest chora i cierpi na bulimię, wygląda na bardzo słabą, co utwierdza nas w tym fakcie" bla bla bla.
- a wiecie cooo? - wszyscy skierowaliśmy swój wzrok na Asha - Horanson i Amzetka zabierają mnie jutro na lody!
- a wiesz co? - tym razem odezwałam się ja
- co?
- strzelę ci w papę jak będziesz wymyślał mi nowe ksywki co chwilę.
- a wiesz co? - spojrzałam na Niall'a który dopiero w tym czasie mógł coś powiedzieć.
- ty też mi strzelisz?
- nieee, zabiorę cię!
- taaaak! - Ashton cieszył się jak małe dziecko. I to ja, Niall i Lou jesteśmy dziwni? Pfff do naszego "klubu"
powinien dołączyć jeszcze on i Calum. Przeleciałam wzrokiem po chłopakach.
- yyy chłopcy, a gdzie mamy Hazzę?
Wszyscy spojrzeli na puste krzesło, a potem na mnie. Czemu na mnie, no? Z pomieszczenia, które prawdopodobnie było łazienką wyleciał wściekły jak osa loczek. Za nim jakaś ruda. Czyżby odmówiła TEMU Styles'owi małej przyjemności w WC? Nie, jednak nie. Zauważyłam, że ma całą koszulkę w prawdopodobnie kawie, lub może jakimś czekoladowym shake'u. Może zacząłby z nią flirtować, jak to miał w zwyczaju, ale to była jego ulubiona koszulka. Miał na jej punkcie kompletnego fioła, nikt, NIKT nie mógł jej nawet dotknąć, a co dopiero ją zniszczyć. Raz dostałam po łapach jak się jej złapałam, chowając się za nim, ponieważ gonił mnie Lou. Spojrzał na mnie i obrażony poszedł do swojego pokoju oczekując przeprosin, których <oczywiście> nie dostał. Nie odzywał się do mnie przez trzy dni. Już widzę, co ta biedna dziewczyna będzie musiała znosić. Widząc, że się zatrzymał, a dziewczyna zmniejsza odległość między nimi postanowiłam interweniować. Z pełną buzią <jak zawsze> ruszyłam w ich kierunku.
- czego ty kurwa jeszcze ode mnie chcesz!?
- nie jestem kurwą!
- właśnie, że je..
- ej ej! co się tu dzieje!? Harrold.
- ona oblała moją koszulkę - ledwo wysyczał przez zęby. Szkoda było mi tej laski. Wkurzył się. Tak jak ja, kiedy kazał Luke'owi iść do sąsiadki.
Zaraz... zemsta idealna! Chciałam wyprostować mu loki, ale to jest lepsze i bardziej oryginalne.
- bo ja jej kazałam - obydwoje spojrzeli na mnie zdziwieni. Pokazałam dziewczynie kciuk w górę. Od razu zrozumiała, że ja to załatwię.
- j-j-jak t-to ty? - w jego oczach widziałam zdziwienie, smutek, złość i ... strach? Hę?
- pamiętasz zadanie Luke'a, jak graliśmy w butelkę?
- n-no tak
- kto mu je zadał?
- j-j-ja
- pamiętasz co ci obiecałam?
- z-zemstę? Amy! To był cios poniżej pasa!
- nie, kochany. To zwyczajna zemsta, którą wymyśliłam na poczekaniu, dosłownie.
- al-al-ale...
- nie, Hazz. Przeproś tą Bogu duszę winną dziewczynę - spojrzałam na nią, na jej nadgarstku widniała czerwona wstążka - i zaproś ją na przeprosinową kolację! Narobiłeś jej wielkiego stresa!
Oczy dziewczyny przybrały wielkość pięciozłotówek. Poczułam to ciepło na sercu. Uśmiechnęłam się do niej.
- przepraszam, byłem głupi! To jak umówisz się ze mną i będziesz tu dzisiaj o 19 ?
- nie. - zaśmiałam się i z jej odpowiedzi, i z miny loczka.
- jak to nie? Masz zajęty wieczór? Rozumiem. To może jutro ?
- nie. - loczek odrócił się do mnie. Po jego minie widziałam o co chodzi, nie musiał nic mówić. Złożyłam rękę w pięść i przyłożyłam ją do ust. Zaczęłam kaszleć, podczas tej czynności wypowiedziałam ciche "imię"
- och.. zapomniałbym! Jestem dziś nieco zakręcony!
- jak zawsze - starałam się to powiedzieć jak najciszej, lecz dziewczyna się zaśmiała, a Hazz zmroził mnie wzrokiem, szybko jednak przestał, gdy odpowiedziałam mu tym samym.
- jak masz na imię?
- Camille.
- jak ślicznie. Jestem Harry - podał jej rękę. Rozbawiło ją to, no tak jej największy idol właśnie jej się
przedstawia. Skąd ja to znam? Dziewczyna uścisnęła jego dłoń, a on pocałował jej zewnętrzną część. Lekko się zarumieniła, co nie uszło uwadze loczka, bo zadziornie się uśmiechnął. Wywróciłam oczy, by nie palnąć czegoś głupiego.
- to jak dzisiaj o 7? będę czekał nawet, jak nie przyjdziesz.
- niech będzie. Muszę już lecieć pa! - dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła, szepnęłam ciche "nie ma za co" szeroko się do mnie uśmiechnęła, pomachała na pożegnanie i odeszła.
- dziękuję! - szatyn chciał się do mnie przytulić, lecz go odepchnęłam. Zdziwił się, ale gdy przypomniał sobie
stan koszulki, zrozumiał o co mi chodzi. Podeszliśmy do stolika, gdzie siedzieli wszyscy. Ja z wielkim bananem na ryju, wkońcu miałam powody tak? Zemściłam się, Poznałam siostrę, umówiłam ją z Harrym i uratowałam ją, za to Harry był lekko wkurzony.
- coś ty zrobił?
- ja?! To ona! - pokazał palcem na mnie, za co od razu dostał po łapie.
- nie pokazuj na mnie palcem, bo ci go połamię
- Amber, wiesz, że to była jego ul..
- wiem. A pamiętacie jak obiecałam Hazzie, że się zemszczę?
- muszę przyznać, że jesteś niezła!
- niezła?! Ona zniszczyła rzecz, której nawet ja nie miałem prawa zniszyć!
- widzisz Hazzo, następnym razem pomyśl, zanim coś powiesz, co nie Lukey? - poklepałam go po ramieniu i spojrzałam na blondyna, mruknął coś cicho pod nosem. Później z nim pogadam.
- zaraz, zaraz... jaką zemstę? - oklaski dla Liama, który teraz przeanalizował to, o czym mówimy.
- zabawy w kuchni, byłeś z Mike'em gdzieś wtedy. - nie chciałam go okłamywać, ale jakby się dowiedział, co my wczoraj robiliśmy, i do jakiego stanu ta banda mnie dopuściła, no dobra, sama się dopuściłam, ale oberwałoby się Niallowi, Calumowi, Zaynowi, Harry'emu, Ashtonowi i Lou bo są starsi. Luka zostawiłby w spokoj, bo jest w moim wieku. Niech żyje rocznik 96 !
- tak, czy siak chłopaki, jej zemsta nie jest miłą rzeczą, wolałbym iść... Wybrać palcami to jajko z jej włosów, niż być przez nią pomszczony!
- Harry, to nie była najgorsza zemsta i dobrze o tym wiesz!
- wiem, wiem. To jak? Zbieramy się?
- masz jeszcze - spojrzałam na zegarek: 4.30 PM, trochę zajęło nam siedzenie tutaj - 2,5 godziny, zdążysz się przygotować. - loczek dał mi kuksańca w bok.
- uuu Harry idzie na randkę!? - Niall chyba się z niego nabijał, ale nie jestem pewna.
- To ja ci Hazzuniu pomogę z Ca... - poczułam czyjąś dłoń na ustach.
- wiecie, dalej zła i gada głupoty! Umówiłem się z Carolem!
- Carolem? Mało spotykanie imię.
- kumpel, z... Rosji! Nie znacie... - odepchęłam się od niego
- Harry urąbałeś mnie! Jestem cała w kawie!
Wszyscy zaczęli się śmiać. Założyłam ręce na piersi, udnioslam wyżej głowę i tupałam nogą, jak małoletia, obrażająca się gówniara, dobra, nie lubię dzieci. Nie widziałam w tym nic śmiesznego, tym czasem oni się pokładali, i to kobiety ciężko zrozumieć? Malik podszedł do mnie i zarzucił mi swoją bluzę na ramiona. Chciałam mu ją oddać, bo nie było zbyt ciepło, a koszulka nie zapewni mu ciepła. Przytrzymał ją na moich ramionach uniemożliwiając oddanie mu jej.
- będzie ci zimno.
- nie będzie.
- Zayn nie wygłupiaj się.
- to wejdziesz mi na barana, ogrzejesz mnie wtedy. Wszyscy wiemy, że jesteś jak grzejniczek. - reszta pokiwała głowami.
- a wy skąd możecie to wiedzieć? Tylko Ash, Lou i Liam mieli mnie na barana!
- może dlatego, że nawet jak się siedzi  koło ciebie i styka się ręką, czy nogą z tobą, to czuć ciepełko.
- dobra, niech ci będzie. Idziecie z nami?
- my tu jeszcze posiedzimy.
- jak chcecie. - wskoczyłam Mulatowi na barana i gdy tylko wyszliśmy upewniłam się, czy nikt nas nie słyszy.
- Malik...
- słucham?
- daleko stąd od studia tatuażu?
- dwa budynki dalej, a co, chcesz zrobić sobie jakiś?
- tak, już dawno miałam to zrobić.
- a gdzie?
- zobaczysz.
Popatajaliśmy w blasku słońca, a raczej rażącego czernią w oczy napisu studia. Weszliśmy do środka, Malik zaprowadził na do biura.
- oo Hej Amber!
- Peter? co ty tu robisz chłopie!?
- pracuję od dwóch tygodni, zabawne... kiedy cię zobaczyłem teraz na baranach Malika przypomniała mi się sytuacja, z Londynu, gdy grałaś z chłopakami w butelkę (dop. aut. końcówka rozdz.17 i początek 18 :) ) moje policzki oblał rumieniec.
- na długo zostajesz w USA? Będę tęsknić no...
- na miesiąc, mam tu tylko praktyki. Też robisz tatuaż?
- a zrobisz mi?
- pewnie! co chcesz?
- powiem ci, jak będziemy sami.
- nie ma sprawy, chodź. - Zayn odstawił mnie na ziemie, a ja podreptałam za Peterem, naprawdę go lubiłam.
- właśnie, zapomniałem zapytać jak noga?
- goi się. Właściwie to ja w tej sprawie. Mam bliznę, i chciałam się jej pozbyć, albo ją zakryć zajmiesz się tym?
- oczywiście. Jaki wzór?
- zdam się na twój gust.
- mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.

Po godzinie miałam przyklejony plaster. Spojrzałam zadowolona na folię, nie było przez nią dużo widać, ale wypatrzyłam piórko.
- kiedy mogę to ściągnąć?
- dzisiaj wieczorem, potem będzie ci się troszkę goić, ale mam nadzieję, że szybko.
- dziękuję, jesteś najlepszy! - przytuliłam go i razem wyszliśmy. Na korytarzu zobaczyłam Malika, który też robił sobie tatuaż na biodrze*. Spojrzałam na "to" ale nie zauważyłam za dużo.
- gdzie robiłaś? - podniosłam nogę lekko w górę, kierując palcem na stopę.
- czy to ta sama stopa co
- tak, ta sama.
- ale nie może
- mogę. Blizny można zakrywać.
- niech ci będzie. Co wytatuowałaś?
- Zdałam się na gust Petera, zobaczę dopiero wieczorem. A ty?
- serduszko. Zawsze chciałem wytatuować sobie serce, gdy spotkam.... yy ciekawy wzrór. Zbieramy się?
- pewnie.
- Amy, a pożegnać się to co? - przytuliłam Petera jeszcze raz i dałam mu mój numer, w razie czego.


_________________________________
* nie wiedziałam jak to napisać i npisalam "kości miedniczej", spoko xD
jak coś chodzi o ten ----->  <3

WIĘC... rozdział jest, przepraszam, że tak późno, ale byłam na wyjeździe.
Jeśli chodzi o nowego bloga, będzie on z Hemmingsem :3
Jednak wystartuję z nim chyba we wrześniu, ponieważ mam kilka rozdziałów, bohaterów, ale chcę jeszcze zamówić u kogoś szablon i muszę zrobić zwiastun.
Polecacie jakieś strony, gdzie można coś takiego zamówić?

so.... Enjoy <3
luv ya Am x

czwartek, 12 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 30 Barbie i tańczące słonie

Mieliśmy przygotowane już wszystko. Całą ósemką rozsiedliśmy się w kółku. Hazz patrzył na mnie z szatańskim uśmiechem. Chyba jest zbyt pewny siebie, nie grał z moimi przyjaciółmi.
- no to skoro ja rzuciłem propozycję, to ja pierwszy kręcę.
- spoko! - uwielbiam moment, gdy kilka osób powie to samo w jednej chwili. Harry złapal za butelkę i zakręcił nią. Wypadło na Luka.
- prawda, czy wyzwanie?
- wyzwanie!
- koło nas mieszka bardzo przemiła pani, koło naszego domu stoji od groma papzów, więc... w samej bieliźnie lecisz do niej i pytasz się, czy ma jakieś gumki, bo dziewczyna cię nie dopuści bez zabezpieczenia - ok, zwracam honor... jest na ich poziomie.
- nic prostrzego! - blondyn po chwili zniknął za drzwiami, po dwóch minutach wleciał z reklamówką.
- no no, taka stara, a takie zapasy, pozwól, że się tym zaopiekuję!
- wal się! To ja po nie leciałem, a zresztą, ty masz więcej kasy! aaa no i ten... - blondyn lekko się zmieszał,
Spojrzeliśmy na niego zaciekawieni nowymi informacjami.
- no Lukey, śmiało nie wstydź się... - dobroduszna Amy, cholera, zbyt często
- ja tu raczej nie mam się czego wstydzić, nie wiem jak ty... - spojrzał na mnie lekko zmieszany
- o co ci chodzi?
- bo... no bo ona tak mi nawijała i nawijała i tylko kiwałem głową, a jak pytała to odpowiadałem krótkie tak, a jak biegłem tutaj to przypominałem sobie co do mnie mówiła no i mówiła... - zaciął się, nooo pięknie!
- co mówiła Luke ?
- że chyba tylko ty zostałaś i czy się nie myli, jak już mówiłem, odpowiadałem "tak", więc wyszło na to, że
chciałem się z tobą przespać, ale ty chciałaś się dłużej "pobawić", więc dlatego mam całą reklamówkę i ....
- nie, stój, nie kończ, błagam... ja cię zabiję!
- nie zrobisz tego! - spojrzał na mnie z cynicznym uśmiechem i tu zrobił błąd. Wstałam i podeszłam do niego, szeroko się uśmiechając. Oczywiście, odwzajemnił mój gest.
- widzisz? mówiłem, że tego nie zrobisz?
- masz rację... - nagle moja twarz zmieniła wygląd, wzięłam zamach i przywaliłam pięścią prosto w nos Hemmingsa. Za sobą usłyszałam tylko syknięcia i "uuuu". Obróciłam się do ressztu z piorunami w oczach. Hazz z Niallem zaczęli się śmiać. Podeszłam do nich "zadowalona i uradowana tak ja oni" Usiadłam koło loczka i spojrzałam na niego. Uśmiechnął się słodko do mnie. Moja twarz przyjęła wrogi wyraz (znowu), a on spojrzał na mnie przestraszony.
- wiesz co Hazz?
- t...tak?
- przypomnij mi proszę, przez kogo nasza nowa sąsiadka będzie mnie uważała za napaloną gówniarę, która wysyła swojego "chłopaka" do sąsiadki?! Nie wiesz? To ja ci powiem! Przez ciebie kurwa! Ale nie, nie uderzę cię, szykuję inną zemstę... - wstałam i podreptałam po lód do zamrażarki. Wróciłąm i rzuciłam woreczkiem w twarz Luke'a, a ten tylko syknął z bólu.
- boli? - nie kurwa, zwierzątko udaje. Pokiwał lekko głową, zamykając powieki. Wzięłam worek i przyłożyłam mu do czoła przechylając jego głowę w dół, ściągłam z siebie bluzkę i zwijając ją w kłębek przyłożyłam delikatnie do jego nosa w celu zatamowania krwi. - przepraszam...
- to ja przepraszam - blondyn spojrzał na mnie tymi swoimi błękitami, kochałam męskie oczy, można było w nich utonąć. Uśmiechnęłam się lekko, dosłownie i znów przechyliłam jego głowę. Klapnęłam między nim, a Malikiem.
- ehh nie ma sprawy, było minęło.
- ale muszę przyznać, że prawy sierpowy to ty jednak masz świetny. Nawet lejąc się z chłopakami tak nie oberwałem, oczywiście nie z zespołu, bo to same ciamajdy - "ejjj" - wybacz Ash, zapomniałem o tobie, a ty Cal... nawet jak powiesz ejjj to i tak nic nie zmienisz. Malik ściągnął swoją koszulkę i podał mi ją, szybko wciągnęłam ją na siebie. Luke złapał ze plastik i zakręcił nim, wypadło na... mnie. Świetnie!
- wzywanie.
- wybaczysz mi?
- już to zrobiłam - przytuliłam chłopaka - następne
- nie mam innego, tylko tego mi było trzeba
- słodki jesteś
- i dopiero teraz się skapłaś?
- ugh - zabrałam mu butelkę i wypadło na Lou.
- prawda - no nie!!
- czy uprawiałeś seks z kimś innym, niż El? - wszyscy spojrzeli na mnie jak na kosmitę. No tak, przecież dziewczynie nie wypada mówić słowa "seks", bo to przecież... dziewczyna? Aaa walić te stereotypy! - no co się tak lampicie? Lou zadałam pytanie...
- nie, El jest moją pierwszą i ostanią.  - spojrzałam na niego. Był z nią taki szczęśliwy, wyrwało mi się lekkie
"aww" na co skarciłam się w myślach.
Wypadło na mnie. Znowu?!
- No Amz... prawda, czy...
- prawda
- jesteś dziewicą? - no tak mogłam się spodziewać. Chciałam zaprzeczyć, albo powiedzieć tak, ale... to nie było  takie proste. Otworzyłam buzie, ale gula w moim gardle nie pozwoliła mi na wydobycie się choćby najmiejszego dźwięku. Wszyscy oczekiwali na moją odpowiedź.
- w pewnym sensie nie... - jedyne na co zdołałam się wysilić. Nie obchodziło mnie, co pomyśli sobie reszta, pewnie, że się masturbowałam, czy coś. Szczerze? lałam na to. W moich oczach pojawiły się łzy, a serce zakłuło, gdy tylko widziałam twarz tego idioty. Tak, mój "chłopak" który mnie bił, poniżał, zamykał w łazience, ukochany zięciunio moich rozdziców nie raz, nie dwa zmoszał mnie do tego, mimo iż tego nie chciałam. Gwałcił mnie kiedy miał ochotę, a moi "rodzice" widzieli w nim ósmy cód świata.
- Amy, czy wszystko jest wporządku?
- tak Liam... - poczułam na sobie czyjąś dłoń, która mocno złapała moją. Spojrzałam na bok i zauważyłam zatroskany wzrok Zayna. domyślił się?
- dobra Amy kręcisz!
- skoro kręcę, to może raczysz oddać mi butelkę, pyrlaty idoito? - zaśmiałam się, co prawda, nie szczerze, ale jednak, prawda? Chłopak podał mi "moją" własność. Zakręciłam nią i wypadło na Caluma.
- wyzwawnie.
- Calum kochaaaanieee! Jutro macie ten ważny wywiad, na który macie się sami ubrać, bo wasza stylistka się rozchorowała prawda?
- nie, Amy, proszę, nie!!
- taaak ja ci jutro "pomogę" się ubrać, uwierz wszyscy będą o tobie gadać!
- cholera co ja zrobiłem...
- kręć, kręć Calumku.
- no Maliczyna, pytanie, czy wyzwanie?
- pewnie, że wyzwanie! - Cal długo się zastanawiał, no cóż, pewnie próbował dorównać nam. Spojrzałam na Horana błagalnie, na co rzucił mi paczkę żelków. Podziękowałam mu szerokim uśmiechem.
- to może... weź Amber do pokoju i macie się tak pucać, albyśmy słyszeli was tu da dole. - jeden z misiów utknął mi z wrażenia w gardle, na co zaczęłam głośno kaszleć.
- cię chyba popierdoliło!
- uspokój się Amber...
- a ja byłam pewna, że tylko Harry jest taki zboczony...
- no młody, nie powiem... Uczysz się! - Hazz natomiast był z niego bardzo dumny. Dajcie mi nóż, dajcie mi nóż...
- młody?! jestem tylko rok młodszy!! Z resztą... co za różnica? Zayn... dalej...
Chłopak wstał i pociągnął mnie w górę za rękę. On chyba robił sobie jaja! Uśmiechnął się do mnie.
- ciebie chyba pogięło... nie idę z tobą...
- zaufaj mi troszkę... - Zayn wyszeptał tak, abym tylko ja go usłyszała. Zamknęłam oczy i wypuściłam ze świstem powietrze, żeby się troszkę usokoić. Poszłam za nim do tego pieprzonego pokoju. Stanęłam na środku i wpatrywałam się w Malika.
- nie mam zamiaru...
- wiem, nie każę ci tego robić.
- nie rozumiem.
- chcą, żeby było nas słychać tak?
- noo tak, ale...
- to nie gadaj tylko kładź się na łóżko.
- ty chyba doreszty zgłupiałeś! - chłopak spojrzał na mnie i zarzucił przez ramię. Po chwili leżałam na jego łóżku.
NIE ZROBI TEGO, NIE ZROBI TEGO

- Śmiej się
- co?!
- no śmiej.
- Zayn czy ty się - nie pozwolił mi skończyć, bo zaczął mnie łaskotać, na co mimowolnie się zaśmiałam.
- teraz krzycz
- ty się chyba serio źle czujesz... - chłopak oparł ręce między moją głową i podniósł się na nich.
- krzycz
- nie
- to nie - poczułam jego łokieć w moim boczku, doskonale wiedział, że miejsce, gdzie wszyscy mieli łaskotki, jest moim słabym punktem, gdyż czuję lekki ból. Z mojego gardła wyrwał się zachrypnięty dźwięk. Chłopak uśmiechnął się do mnie. Zgiął ręce tak, że jego twarz była milimetry od mojej. Podniósł się w górę, co wywołało skrzypienie łóżka. Zrobił tak kilka razy. W tewnym momencie nie wytrzymałam, złapałam w dłonie jego policzki i wpiłam się w jego usta. Wstałam i zaczęłam skakać po łóżku. Wreszcze załapałam o co chodzi Mulatowi. Chcą, żeby było nas słychać? W porządku.
- Zayn!! Jeszcze chwila!! - obydwoje cudem powstrzymywaliśmy śmiech skacząc coraz mocniej po łóżku.
- nie! poczekaj na mnie!
- ile można czekać?!
- chwila!! Już!! - przestaliśmy skakać i z hukiem położyliśmy się na łóżko. Po chwili wstaliśmy i podeszliśmy do drzwi. Zatrzymałam szybko chłopaka i obróciłam go w swoją stronę. Spojrzał na mnie zaskoczony. Rozczochrałam mu włosy i wyrwałam guzik z jego (ulubionej) koszuli. Nie pozostał mi dłużny i również lekko rozwalił mi włosy. Spojrzałam na niego tępo. Chyba śni. Ściągnłam  z nadgarstka gumkę i związałam nią kucyka na mojej głowie. Lekko pogięłam moją koszulkę, ujdzie. Złapałam za nadgarstek Malika.
- przepraszam... - na całym ramieniu zawidniały cztery czerwone szramy od moich paznokci, które zrobiłam "dla efektu".
Uśmiechnął siętylko do mnie, wspięłam się na palcach i przelotnie pocałowałam go w policzek po czym wyszłam. Zmroziłam marchewkę wzrokiem i usiadłam na swoim miejscu.
- dobrze wywiązałeś się z zadania Malik.
- zamknij się Tommo! A jeśli chodzi o grę, to jestem za pomysłem, by lekko zmienić zasady gry.
- co masz na myśli Am?
- Zamiast grać na prawdę wyzwania pogramy w
- rozbieranego? Amber kocham cię! - Hazz rzucił się na mnie
- ciebie porąbało, nie z wami!
- Hazz siadaj, słucham Amzy jaką masz dla nas propozycję?
- Ashton jedyny rozsądny w tym gronie, dziękuję! Gramy na szoty. Na kogo padnie butelka musi wypić kieliszek.
- jesteś niepełnoletnia, masz niecałe 17 lat.
- i kogo to interesuje? Luke, przypominam ci, że jesteś w moim wieku.
- dobra, jak dla mnie możemy grać. - lokers poszedł po alkohol i kieliszki. Wrócił z trzema niebieskimi butelkami i kieliszkiem
- Hazz coś ty za gówno przyniósł? - wszyscy na mnie spojrzeli - no co? Pewnie słabe jest
- zobaczymy jak się napijesz
- mogę teraz na rozgrzanie.
- proszę - chłopak podał mi kieliszek z trunkiem
- no, chluśniem, bo uśniem! - powiedziałam po Polsku, czego oczywiście nie zrozumieli. Poczułam jak KWAŚNY płyn rozlewa się po moim gardle.  - Harry to jest kwaśne!
- dobra koniec gadania, gramy!
***
Mówiłam już, że jestem pechową osobą? Nie? To mówię teraz. Butelka tak się kręciła, że ilość wypitych kieliszków była następująca:
Cal - 2
Zayn - 1 (?!)
Niall - 4
Hazz 5
Lou 4
Luke 8
Ash 15
Ja 17

Luke zasnął, reszta siedziała w salonie patrząc na mnie i Ashtona, a ja z Ashem... no cóż...
- Ashtooon, bo twoja mama dzwoniła, że twój brat jest w ciąży!
- co?! On jest za młody, by być matką!
- wiesz co? A ja myślałam, że Harry to taki grzeczny chłopiec. Harry! właśnie Hazzuś kooochanie gdzie się podziewasz?! Hazzuś mi się nie schowassz. - położyłam się na dywanie.
- czooo robisz?!
- szukam Harry'ego, ale nigdzie nie mogę go znaleźć! Ohh noooł. Liam mnie zabije, zgubiłam Harryego!!
- naa podłooodze?
- widziałam kiedyś w takim filmie.... chyba Barbie i tańczące... tańczące... słonie chyba... i tam był dywan, ooo taki jak nasz! i one go podniosły i tam była taaaka dzióra - rozłożyłam ręcę, by pokazać mu jak duża była "dziupla"- no i tam były schody i one tam się chowały. O nie! Ashton! A coo jeśli Harruś teeż jest...
- czym?
- no tym...
- słoniem?
- księżniczką baranie! Pomóż mi! ten dywan jest taaaaki ciężki!! - chłopak podszedł do mnie i złapał za bok dywany unosząc go w górę, co nie wyszło mu dobrze, bo zrobił pięknego fikołka. Zacząłam się śmiać i sama podniosłam nakrycie. Stanęłam na panelach i zaczęłam skakać.
- cooo roobisz?
- skaczę, a nie! one tańczyły i to się otwarło! - mój "taniec" skończył się piękną glebą.
- Ash! - złapałam go mocno za ramię
- cooo?
- też to słuuuuyszysz?!
- cooo?
- te strzały!
- jakie strz
- padnij! - razem z chłopakiem głośno runęliśmy na podłogę.
- wskakuj na barana!
- okej!! - wskoczyłam, ale gdy chłopak wpadł w ścianę, zeszłam z niego.
- o tam! - wskazał palcem na górę schodów
- co tam?
- tam strzelają, musimy tam dojść!
- idziemy, ale bądź ciiicho okeeej?!
- taaak sir!!  <czyt. ser, jak w wojsku>
Wdrapywaliśmy się, lecz noga Asha zgięła się tak, że spadł na sam dół.
- Ashtoooon! niiiieee! Człowiek za burtą! - zbiegłam do niego i uderzyłam w twarz. Otworzył oczy i uśmiechnął się.
- Ashtoooon!! Ty żyjesz!!! - rzuciłam się na chłopaka
- Ambeeeer nie umiem oddychać!!!
- musisz brać oddechy! wpuszaczasz i wypuszczasz powietrze to nie trudne! Powtarzaj za mną! Wdech!
- Amber!
- nie, nie Amber! Wdech!
- złaź zeee mnie słoniu!!
- Harry?! gdzie Harry! Hazzuuuuś łe are ju!?!?!
W podskokach popatajałam z Ashtonem do salonu.
- Czeeeeść chłopaaaaaki!!
- Amber, może pójdziesz spać?
- Ale wy jesteście ładni!!
- Amber...
- Jesteście woolni?
- Amy...
- cześć Mulacie! Jak ci na imię? Masz dziewczynę? Wiesz, że jesteś śliczny? Nigdy cię tu nie widziałam wieeesz?
- Amber proszę cię...
- kochasz mnie!? głuptasie, nawet mnie nie znasz! - uderzyłam ręką o udo, przez co wydobył się głuchy dźwięk, zabolało.
- ja ją chyba zaniosę do pokoju...
- dobry pomysł... - spojrzałam na loczka
- Harry?! Nieee, nie jesteś Harrym, jesteś ładniejszy ale ciii - przyłożyłam palec do ust, a chłopak spojrzał
na mnie z rozbawieniem - ty jesteś ładniejszyyy, aleee nie możesz mu tego powiedzieć, bo będzie na mnie zuuuułyyy! Dobrze? Nie powieesz mu?! Prooooszę!
- nie, nie powiem, ale Harry to bardzo seksowny chłopak!
- taaak, ale jakbyś poznał Zayna, ten to dopiero jest gorący! Loczek, to czasem taka ciapa, ale i taaak go kooocham, za to Malik jest w siebie wpatrzony. Baardzo wpaatrzony. Ma wszędzie lusterka! Kiedyś zabrał Harry'emu z pokoju taaaakie duuuże, jego ulubione, ale nie mogę mu powiedzieć, bo będzie zły, jak Harry mu zabierze, ale ty mu nie powiesz praaaawda?
- ja? gdzie tam! Nic mu nie pisnę!
- ohh to doobrze, bo Hazza to straaaszna papla, zawsze wygada kto zjadł Niallowi żarcie i tylko mi się nigdy nie dostaje hahaha
- Amber chodź już spać...
- z tobą?
- poczekam aż zaśniesz.
- a zadzwonisz po Zaynaaaa?
- nie
- dlaczeeemu?
- bo... mają próbę?
- ahaaaa wiesz, że jeeeesteś słodki?
- tak wiem
- a gdzie Ashton?
- na dole
- Ashton!! Ashton!! chodź tu!!
Chłopak wleciał do pokoju spoglądając na mnie pytającym wzrokiem. Podniosłam kawałek kołdry, na co odrazu zareagował i wślizgnął się pod nią.
- wiesz cooo?
- coo?
- ja znam tu tylko ciebie, a ty tylko mnie... muusimy się trzymać razem okeeej?
- okeeej dobranooc!
- dobranoc śmieszku! - przytuliłam się do chłopaka. - o-oł!
- co?
- musisz zmyć makijaż!!
- jaki makijaż?!
- no bo masz szminkę na policzkach...
- Amy...
- słucham cię nieznany mi dotąd tajemniczy i mega śliczny mulacie!?
- to nie jest szminka, Ash ma w sobie zbyt dużo procentów, dlatego jest rozgrzany i ma czerwone policzki.
- taaaak? - spojrzałam na niego zdziwiona po czym przyglądałam się tym rumieńcą. Tak, jednak to tylko rumieńce.
- Dobranoc Mulacie!
- Dobranoc Amy, dobranoc Ash!
- poczekaj!!
- słucham?
- Ashton już śpi, patrz. - podniosłam się na łokciu i uderzyłam go w policzek, na co nawet nie drgnął. Tajemniczy mulat zaśmiał się pod nosem.
- więc czego ode mnie żądasz?
- zostaniesz tu ze mną, dopóki nie zasnę?
- pewnie.
- dziękuję, ale łóżko jest małe, a to chyba niegrzecznie zwalać Irwina nie?
- usiądę na fotelu i będę cię trzymał za rękę dopóki nie zaśniesz
- przepraszam...
- nie przepraszaj, musisz być grzeczna
Chłopak przysunął fotel i usiadł na nim wygonie. Złapał moją dłoń,a ja w ciagu dwóch minut zasnęłam.

***
Poczułam mocne łupanie w skroni. Przypomniał mi się wczorajszy wieczór, do czasu, gdy piłam już 10 szota. Cholera, więcej pustka. Otworzyłam leniwie oczy i spojrzałam w bok. Z mojego gardła wydobył się krzyk. Ktoś ze mną spał i to nie był ani Zayn, ani Niall, ani Liam. Chłopak chyba się budził, bo zaczął się podnosić i obrócił się w moją stronę.
- Ashton!? Co ty tu robisz!?
- nie drzyj się tak, łeb mi pęka.
- pamiętasz coś?
- nie, nic, ale jesteśmy w ubraniach, więc niestety chyba do niczego nie doszło.
- zamknij się! - wymierzyłam cios poduszką w twarz blondyna, na co się zaśmiał. Szukałam jakiejś butelki z wodą na podłodzę. Szybko wstałam i zderzyłam się z kimś. Spojrzałam w górę i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Malika.
- witam pijaków, jak tam poranny kacyk?
- co ty tu robisz?
- błagałaś mnie w nocy bym został.
- możesz powiedzieć mi co ja wczoraj robiłam i z resztą ten o tu też?
Zayn powiedział mi wszystko przez co oby dwoje zaczęli się ze mnie śmiać.
- a ty blondyneczko się z niej nie śmiej, bo lepszy nie byłeś.
- o czym ty mówisz?
- przywiązaliśmy cię do krzesła, bo stwierdziłeś, że chce ci się w tej chwili i idziesz do sąsiadki. A żeś się na
nią napalił! Potem latałeś za Hazzą, bo stwierdziłeś, że ma na głowie kotka. To tylko jego włosy. Aaa i chciałeś zjeść kanapkę Nialla.
- ryzykowałem aż tak?
- taaak. A i Amy, trzymaj język za zębami, bo zrobiło się trochę niemiło wieczorem.
- o czym ty mówisz?!
- nie poznawałaś żadnego z nas, powiedziałaś "nieznajomemu" loczkowi, że jest ładniejszy od Hazzy, ale ma mu tego nie mówić, bo jest straszną paplą i ciamajdą, a mi mówiłaś, że jestem słodki, ale Zayn jest bardzo gorący, ahh i dzięki, że wydałaś mnie z lusterkiem Harry'ego, teraz to na bank będę musiał mu je oddać.
- przepraszam.. masz może coś do picia?
W trójkę zeszliśmy na dół, gdzie przywitała nas cała reszta. Zgromiłam wszystkich wzrokiem, by przestali tak krzyczeć, lecz moje zmagania poszły na marne. Jak zwykle... Zayn złapał mnie i Ashtona za rękę, jak małe dzieci, ale zgryzęto jakoś. Nalał nam do szkolanek wody i podał tabletki. Szybko połknęłam pigułkę i popiłam.
- Cal i Mike wyszli na wywiad, ubrał to, co mu naszykowałaś i wyglądał... strasznie, zrobię wam coś na śniadanie, idźcie się może położyć do góry co? - szczerze? Jakaś siła przyciągała mnie do podłogi tak,
że nie mogłam się ruszyć. Ashton złapał za mój nadgarstek i pociągnął w stronę schodów, jednak zmienił kierunek, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Nikt poza naszą dwójką nie otworzyłby więc szurając stopami po zimnych panelach podeszliśmy pod ten głupi prostokąt. Oparłam głowę na ramieniu Asha, czując że zaraz wyląduję za zmęczenia na podłodze.
- ooo miło widzieć cię z samego rana!- na te słowa dostałam nagłego przypływu energii. Spojrzałam na mężczyznę. Zmróżyłam oczy i mocno zacisnęłam moje dłonie w pięści tak moco, że krew z pewnością nie docierała do moich knykci, kostki zrobiły mi się białe.
- co ty tu robisz!?



ROZDZIAŁ 30 za nami!
Wiem, lipa z tym, ale trudno x
Pamiętajcie o ankiecie po prawej stronie!

niedziela, 8 czerwca 2014

ROZDZIAŁ 29 bardzo szekszowna poduszka

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!!
 Dziewczyna podeszła do wierzy i włożyła do niej pendrive'a. Po chwili wydobyły się z niej pierwsze dźwięki Usiadłem w kącie i wlepiłem wzrok w jej sylwetkę. Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Pomachała trochę nogami i porozciągała się. Na koniec stanęła w rogu sali, wzięła rozbieg, zrobiła kilka kroków, salto, piruet i szapagat w powietrzu. Wiedziałem, że kocha tańczyć, ale muszę przyznać, że tym, co zobaczyłem miło mnie zaskoczyła. Give me love dziewczyna obróciła się i szybko wypuściła powietrze. Uśmiechnęła się szeroko, widać było, że kocha to, co robi i czerpie z tego radość.
- jesteś świetna!
- podobno, ale to była tylko rozgrewka, nic nadzwyczajnego Malik.
- ty to nazywasz rozgrzewką? Niech ci będzie, ale tylko dlatego, że dalej nie mogę wyjść z wrażenia. - Po chwili
usłyszeliśmy Stupid love na co Am pociągnęła mnie za rękę i zaczęła się wygłupiać. Najwięcej skakała podczas Best Song Ever, świetnie się z nią bawiłem. Jednak zrobiłem sobie małą przerwę, dziewczyna poczekała na następny utwór. Hall Of Fame. Amy bardzo wczuła się w utwór. Elementy baletu i hip hopu połączone w jednym układzie tworzyły naprawdę świetną choreografię. Była tak zajęta, że nie zwróciła uwagi, że ją nagrywam. Gdy skończyła podleciała do mnie i zabrała telefon kierując na mnie kamerkę. Usłyszałem Jumpin' Up i razem z nią ponieśliśmysię po chwili i wygłupialiśmy na całego. Nie poznawałem sam siebie, ale jak szaleć to szaleć. Siedzieliśmy już tu ponad trzy godziny, a nawet tego nie odczuliśmy. Mówiąc szczerze, to ja zasypiałem, a ona tryskała enerigią, ja się pytam jak?!
- wiesz, chciałam się zapytać, czy wniesiesz mnie na barana do góry, ale.. boję się, że zaśniesz mi po drodze.
- bardzo zabawne Amy... wskakuj!
- nie!
- mogłaś nie mówić, teraz nie wyjdziesz, dopóki ja cię stąd nie wyniosę.
- uhg ok.
Wskoczyła mi na barana i ruszyłem w kierunku jej pokoju. Mocno mnie objęła i położyła głowę na moim ramieniu. Wszedłem po schodach, otworzyłem drzwi od jej pokoju. Stanąłem na środku i czekałem aż zejdzie.
- Amm już jesteśmy... - nie odpowiedziała, podszedłem do lustra i spojrzałem na nią. No tak, zasnęła. Delikatnie położyłem ją na łóżku, lecz nie było mi dane odjeść, bo mocno trzymała się mojego ramienia. Po chwili zaczęła lekko drżeć, a na jej twarzy malował się ból i strach. Cholera, znów jej się coś śniło, a ja nie mogłem nic z tym zrobić.
- ćsiii, śpij, wszystko będzie dobrze... - jej oddech zaczął się normować, więc postanowiłem kontynuować. - wiesz co? Kocham cię. Nie, nie jak siostrę, jak kobietę z którą wyobrażam sobie przyszłość. Pewnie zapytałabyś, czemu ci tego nie powiem? To proste, jestem tchórzem, boję się, że znów mnie odrzucisz, ale mimo to, musisz pamiętać, że zawsze to ty będziesz dla mnie najważniejsza, zawsze będę obok.
 I was thinking about her, thinkin about me
Thinkin about us, what we gon' be
Opened my eyes yeah, it was only Just A Dream
Nuciłem do jej ucha, wtuliła swoją głowę w mój tors i spokojnie zasnęła. Po czym poznać Directionerkę? Proste, jest zakochana nie w zewnętrzej wersji ciebie, ale w tym co robisz i w tym co ofiarujemy, kochają nas i nasze głosy. Zwyczajna fanka nie rozpozna naszych głosów i nie odpłynie tak jak nasze żony i to było w nich wyjątkowe. Sam nie pamiętam, kiedy zasnąłem. Obudził mnie chichot i jakieś światło, które się pojawiało i znikało. CO JEST? Otworzyłem leniwie oczy, kiedy znów dostałem po nich światłem. Po chwili zobaczyłem uśmiechniętą Amy z aparatem w ręce. 
- Uśmiech Malik!
- nieee nie mów mi, że robiłaś mi zdjęcia jak spałem...
- ok nie mówię.
- Amy! Jak ja wyglądam? Zaspane oczy i powykrzywiane we wszystkie strony włosy!
- ohh zamknij się i nie udawaj, że jak masz postawine włosy to jesteś taki perfekcyjny! - zmroziłem ją wzrokiem - no co? Jak śpisz i nie narzekasz to wyglądasz jak aniołek, a w takiej fryzurze wyglądasz bardzo słodko...
- nie jestem słodki! Jestem szekszi, spytaj moich żon!
- jestem jedną z nich i mówię, że jesteś suuuodki - zatrzepotała rzęsami nabijając się ze mnie. Skoczyłem na nią i zacząłem ją łaskotać, na co zwijała się po łóżku
- Zayn!! Przestań! hahahha Proszę!
- niech pomyślę... nie!
- No nnno proszę! 
- Nie
- A jak przyznam ci rację, to przestaniesz?
- może
- no to hahaha jesteś ałł jaki?
- Amber!
- szekszi!
- dziękuję! - mimo to, dalej ją łaskotałem
- Malik, no! 
- wiem wiem nie możesz mi się oprzeć...
- ohh doprawdy? 
- tak - nagle poczułem uderzenie w tył głowy.
- to Kasia z nią poflituj...
- ale to jest poduszka!
- bardzo szekszowna poduszka - wyszła z pokoju. Boże, co ta dziewczyna ze mną robiła?! Wstałem i wziąłem jakieś rzeczy. Umyłem się, ubrałem i postawiłem włosy na żel. W kuchni zastałem Luke'a i Amy, którzy rzucali w siebie mąką. Nie wiem dlaczego, ale wpatrywałem się w szatynkę jak w obrazek i mimo to sam z siebie się uśmiechałem. Ktoś położył mi głowę na barku.
- Nawet nie wiesz, jak miło patrzy się na swojego przyjaciela, który od dawna nie pokazywał nam tego swojego szczerego uśmiechu. Amber jest dla ciebie kimś ważniejszym niż tylko przyjaciółka, prawda?
- masz rację Horan.
- Jak zawsze. Wiesz, ona też coś do ciebie czuje, jak wtedy się z tobą pokłóciła to była naprawdę przybita, 
rozmawiałem z nią i mówiła, że chyba się zakochała.
- chyba?
- boi się, że to zauroczenie, albo że sława zniszczy was i waszą przyjaźń, dlatego nie chce na szybko angażować się w związek. Jest kruchą osobą, która przechodziła rygor w dzieciństwie. Wiem o niej naprawdę wiele i muszę ci powiedzieć, że mimo tego, że nie będzie łatwo, to musisz o nią walczyć, nie możesz się poddać. Widzę, że daje ci szczęście i to działa też w drugą stronę. Udaje kogoś silnego, ale jedno słowo potrafi złamać jej serce. Łatwo nawiązuje znajomości, co widać, ale nie ufa już tak. Jesteśmy cholernymi szczęściarzami, bo i mi, i tobie ufa bardziej niż komukolwiek. Jest jeszcze jedna sprawa, przez którą boi się tego związku, ale tego to już dowiesz się od niej.
- dziękuję Niall, wiesz? Nigdy nie żałowałem, że poszedłem do xfactora, bo to najlepsza decyzja w moim życiu. Dzięki głupiemu programowi poznałem masę ludzi, zyskałem fanów, najlepszych przyjaciół i poznałem Amy. Jedna rzecz, a odmieniła całe moje życie.
- miło to słyszeć Malik. A teraz chodź, przyniosłem pistolety na wodę.
- po co ci?
- nie chcesz ich wystraszyć?
- ty doskonale wiesz, co chcę - zaśmiałem się i wziąłem zabawkę do kuchni. Wpełzliśmy do kuchni i niezauważalinie schowaliśmy się pod wyspą. Szybko spod niej wyszliśmy i zaczęliśmy ich lać. Ich wystraszone miny były bezcenne. Niall jednak nie przemyślał ataku, bo Lumy (tak nazywaliśmy tą dwójkę) wzięli miskę z wodą i wylali na nasze głowy. Mimo, że to my atakowaliśmy, to i tak byliśmy bardziej mokrzy. Do kuchni wchodzili właśnie Mike i Liam, ale wycofali się, gdy nas zobaczyli. Zaraz za nimi dreptał Cal, który szybko wyciągnął telefon i wycelował w nas.
- dobra debile, przywitajcie się
- Jam jest Luke Hemmings moi mili! To moja wspólniczka Amy Payne, razem nazywamy się Lumy!
 Te dwie ofermy, które rozpoczęły atak, mimo to, przegrały to Zayn Malik i Niall Horan, czyli Ziall! Podziwiajcie zwycięzców! - blodnyd wziął Amy na ręce i podniósł w górę.
- pff zwycięzcy... Cali w mące.
- ohh cicho Horan!
- bo co mi zrobisz Payne?
- yy przytulę?
- ok! - Niall podleciał do niej, lecz zaczęła wić się w ramionach Luka, by uchronić się od zmoczenia. Luke szybko wyleciał z kuchni i wylecieli przez taras zamkając się na dworze i śmiejąc jakby czegoś dokonali. Szybko wyślizgnąłem frontowymi drzwiami i przytuliłem ich od tyłu. Am zaczęła krzyczeć, a Luke nic nie mówił. Po chwili oboje zaczęli się chisterycznie śmiać patrząc na siebie z tryumfalnym uśmiechem. O co im chodzi? Spojrzeli na mnie, a ja zostałem dosłownie wciągnięty do basenu. 
- Ja wam radzę uciekać!! - gdy znów byłem na lądzie próbowałem ich dogonić. To okazało się być dużo łatwiejsze niż myślałem. W jednej chwili wpadli na siebie i upadli na ziemię. Wzięłem szybko wiadro, lub doniczkę, nie przyglądałem się i nabierając do niej wody podeszłem do nich.
- ostatnie życzenie?
- aby to, co widzę, stało się rzeczywistością.
- o co ci chodzi Am?
- chodzi jej o to, aby nagle zerwały się wiatry i zamiast na nas woda poleciała na ciebie. - nie rozumiałem o
co im chodzi, ale gdy zorientowałem się, że ktoś oblał mnie wodą w czasie, gdy Amz i Lukey zostali oblani
nagle mnie olśniło. Obróciłem się i ujrzałem Harry'ego.
- Ludzie jest sprawa!
- zaskocz nas!
- Liam i Mike dziś wychodzą, przyjdą rano, więc chata wolna, nie ma starych! Wiecie co to oznacza mordy?!
- my tak ale Amy chyba nie - cała trójka spojrzała na zdezorientowaną minę szatynki.
- nie, i chcę wiedzieć, co znów wam się uwidziało? 
- jak to co?! gramy w butelkę!
- teraz?
- a czemu nie?
- Hazz jest rano, wsumie popołudnie, bo późno wstaliśmy. W butelkę gra się wieczorem!
- czyyyli będziesz grać z nami?
- oczywiście!
- nie wiesz w co się pakujesz...
- spokojnie Lukey, dam sobie radę.
- nawet nie wiesz jak się cieszę Payniątko!
- jeszcze raz powiedz na mnie Payniątko to te twoje loczki zaprzyjaźnią się z prostownicą!
- nie zrobisz mi tego!
- a żebyś wiedział Hazziątko!
- słodko to brzmi...
- uh!! - dziewczyna zabawnie wyrzuciła ręce w górę i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem - zabij go, albo ja to zrobię.
- z chęcią, ale ja nie zabiję członka zespołu, a ty swojego męża.
- ten świat jest niesprawiedliwy - sapnęła pod nosem i weszła do domu drąc się na Ashtona i Nialla. Harry i zabawa w butelkę, a na dodatek jeszcze Amber? Biedna, nie zna Stylesa i jego głupiej wyobraźni. Trudno, sama się na to pisała.  Zapowiada się jakże ciekawy wieczór....





CZYTAMY 
Jak już wiecie, albo i nie, mam zamiar rozpocząć kolejnego bloga.
W zupełnie innej tematyce.
Mam do was prośbę. OBOK ZNAJDUJE SIĘ ANKIETA, w której chciałabym, abyście zaznaczyli kto ma być bohaterem opowiadania. Luke, czy Ash ?
Uprzedzam pytania.
- nikt nie jest tam sławny
- wystąpią chłopcy z 1D, ale nie jako postacie pierwszoplanowe
- pierwsze rozdziały będą krótsze
trochę poczekacie na prolog i ogólnie całego bloga 


następny rozdział tutaj będzie szybko :)

MAM TEŻ PROŚBĘ

robi ktoś z was może zwiastuny, albo szablony? :)
Proszę o kontak na Ask'u, bądź Twitterze @agaa_D

Kocham   Am  x

poniedziałek, 26 maja 2014

ROZDZIAŁ 28 ani nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzheimera

- Liam, jesteś przewrażliwiony, Amy to moja bliźniaczka i zawszę będę ją kochał, ale jak siostrę. - teraz rozumiem,co znaczy wyrażenie "kamień z serca".

Podjeżdżaliśmy do stacji. Podleciałem szybko do kierowcy i wszystko mu wyjaśniłem. Zaśmiał się i zatrzymał. Cudem wyciągnąłem chłopaków do budynku. Kątem oka zobaczyłem jak kierowca pomaga Amber wejść do środka autobusu. Co jak co, ale muszę przyznać, że Paul ma dobre znajomości, gdyż nie jeden odmówiłby współpracy. Zostawiłem chłopaków i podleciałem do drzwi Tourbusa. Podziękowałem kierowcy kiwnięciem ręki na co odpowiedział mi uśmiechem i puszczeniem oka. Musze przyznać, że koleś był w porządku. Na statku mamy się spotkać z chłopakami z 5 Seconds of Summer, ale wcześniej już się znaliśmy. Chłopaki się denerwowali, w końcu ich pierwszy występ przed taką publicznością. Pamiętam ich reakcję, gdy Paul zaproponował im bycie naszym supportem. Mimo, że byli tylko troszkę młodsi, bo ok 3 lata, to bardzo przypominali nas w czasie x factor'a. Skakali, piszeli i rzucali się w ramiona. Bezcenny widok. Może właśnie dlatego ich polubiliśmy? Niall został nawet ich fanem. Muszę przyznać, że byli naprawdę bardzo dobrzy. Wleciałem do środka i rozejrzałem się dookoła. Podeszłem do swojego łóżka i usiadłem
na nim, odsłoniłem zasłonkę. Zobaczyłem dziewczynę i uśmiechnąłem się do niej, co odwzajemniła. Spojrzałem na nią
- aż tak się stęskniłaś?
- nie widać? przecież przybiegłam tu jak najszybciej! - zaśmiałem się i przygryzłem dolną wargę. Uwielbiam się z nią droczyć. Po chwili dostałem kuksańca w bok.
- za co to?!
- bo przygryzasz wargę!
- to źle?
- tak jakby.
- to jak?
- dziwnie
- a można konkretniej?
- uhhh seksowne pasi? - zaśmiałem się, a szatynkę oblał rumieniec. Znowu przygryzłem wargę, uwielbiam robić jej na złość.
- Zayn! - nie odpuszczałem. Nagle poczułem jej nogę na moim biodrze. Amy zwaliła mnie z łóżka!
- uduszę cię kiedyś!
- i tak mnie kochasz! - dobra, wygrała.
- chłopcy zaraz tu będą. Masz - rzuciłem jej mój telefon, mp3 i konsolę.
- po co mi to?
- żebyś po cichu słuchała muzyki, oraz do grania, bo pewnie ci się znudzi.
- Wszystko ok, ale po co mi twój telefon?
- jak zadzwoni podczas podróży będę miał pretekst, żeby tu przyjść.
- sprytne. - jedno słowo, które wywołało na mojej twarzy uśmiech. Nie często dostawałem od niej pochwałę, lub komplement, więc takie niby zwzyczajne słowo wiele dla mnie znaczyło. Nagle ktoś do niej zadzonił. Spojrzała zdziwiona na ekran i po chwili odebrała połączenie.
- tak?
Kto mówi?
Po co dzwonisz?
Nie
Nie nie spotkam się z wami
Dobrze, że wiesz
Powiedziałam nie
Ohhh przebaczyć i zapomnieć?! Wybacz, ani nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzheimera.  - to zdanie mnie rozbawiło. Zawsze potrafiła spławić osobę jednym zdaniem. Dziewczyna zakończyła połączenie. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
- to ten koleś, który stał pod oknami.
- to znaczy?
- to..to był...
- kto? kim był ten człowiek Amber?
- to był mężczyzna, którego przez kilka lat uważałam za swoją miłość. - zamarłem. To był człowiek, który tak bardzo zranił moją Amy?!
- co chciał?
- żebym przyjechała odwiedzić jego i rodziców, bo tęsknią. Chciał też, bym im przebaczyła, bo "nic takiego mi nie zrobili". Myślą, że jestem na nich zła tylko z powodu adopcji. Są tępi i słabi. No cóż jedyne cechy, które tak cholernie dobrze we mnie wpoili.
- Nie Amber! Nie mów tak. Masz niską samoocenę, ale nigdy nie wątp w to, że jesteś mądra i silna. Jesteś silna, dałaś radę i jesteś tu ze mną i z chłopcami.
- dałam radę, bo lekarze trzy razy przytrzymali mnie przy życiu!
- o czym ty... - nie skończyłem. Dziewczyna pokazała mi swoje nadgarstki. No tak, zapomniałem. - Amy, nie pozwolę, by ktoś cię skrzywdził. Nie tylko ja, bo chłopcy też. Jesteś dla nas jedną z najważniejszych osób. - dziewczyna przytuliła się do mnie przez co przerwałem mój wykład i mocniej ją w siebie wtuliłem
- dziękuję Zayn
- za co?
- za to, że mi pomagasz, wspierasz, nie pozwalasz się załamać, po prostu, za to, że jesteś. - kochałem ten stan, gdy stado motyli fruwało mi w brzuchu, a serce robiło się jak mały grzejniczek.
- Amy, znasz prawdę, wiesz co do ciebie czuję i wiesz, że w życiu bym cię nie zostawił. Nikt nigdy cię nie skrzywdzi. Nie mogę ci tego obiecać, bo życie pisze różne scenariusze, ale możesz być pewna, że o to zawalczę.
- Zayn gdzieś ty się podział?! - Nie no, serio? W takiej chwili?
- Już idę! - wydarłem się do czwórki pajaców i spojrzałem przepraszająco na Amy. Uśmiechnęła się. Odsunęłem się od niej i chciałem wychodzić, lecz pociągnęła mnie za rękę i delikatnie pocałowała. Stado motylków, nie, to stanowczo za małe określenie, jak się wtedy czułem. Ja zaraz zwariuję! Dziewczynę oblał rumieniec. Uśmiechnąłem się pod nosem, wyglądała tak słodko. Pocałowałem ją w zaczerwieniony policzek i powoli wyszedłem.
Droga strasznie się dłużyła. Wlecieli do nas także chłopcy z 5SOS, więc nie było nudno, ale zrobiło mi się trochę szkoda Amy, która musiała siedzieć tam sama.
- dobra fajnie było, ale ja idę się położyć. Dobranoc wszystkim!
- ty? położyć? źle się czujesz?- no tak, wszyscy szli zawsze pierwsi do spania, tylko ze mnie była taka nocna
mara.
- boli mnie głowa. Ostatnimi czasy mało spałem.
- w takim razie dobranoc Malik.
- wzajemnie Payne i nie przejmuj się, bo pewnie nie raz twoja siostra cię zaskoczy, nie jest małym dzieckiem.
- Dzięki Zayn. Mam taką nadzieję, jednak dla mnie zawsze będzie moją malutką siostrą i wiesz o co mi chodzi, bo sam masz dwie młodsze siostry. - miał rację, moje siostry zawsze będą tymi małymi istotkami, które prosiły mnie o pomoc w każdym trudniejszym zadaniu, ale także banalnym, jak np. ściągnięcie im słoika z ciastkami, bo były za niskie. Czułem się wtedy jak bohater, a taraz? Gdy proszą mnie o pomoc czuję jak ogromną przyjaźnią dażę wszystkie trzy. Podreptałem do łóżka. Amy słodko spała, więc położyłem się koło niej i przerzuciłem swoją rękę przez jej pas. Po chwili dziewczyna obróciła się w moją stronę i się we mnie wtuliła. Była troszkę niżej, więc wtuliłem się w jej włosy i po prostu leżałem. Nie miałem zamiaru zasypiać. Nigdy nie robiłem tego podczas podróży. Rozmyślałem nad moim życiem. Nigdy nie było usłane różami, były chwile, gdy uważałem, że to się odmieni. Gdy poszłem do xfactora irazem z chłopakami podpisaliśmy kontrakt, myślałem, że właśnie si zacznie, lecz po pół roku dostrzrgliśmy cechy bycia sławnym. Gdy spotykałem się z Pezz było ok, lecz potem zaczęła mnie zdradzać, nie raz, nie dwa, lecz ciągle. Miałem dość, więc zerwaliśmy, ale Modest stwierdziło, że mamy przynajmniej udawać zakochanych w siebie.
Raniło mnie to, ale co ich to obchodziło? Gdy miałem już spokój dziewczyna musiała się pojawić, a w dodatku, chciała mnie... zabić. Gdyby nie Amy... Ta, no właśnie, Amber. Zawsze tłukłem sobie, że nie chcę zakochać się w fance, były wspaniałe, lecz nie chciałem ich skrzywdzić. Fala hejtów i nie tylko. Zawsze wątpiłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale gdy tylko ją zobaczyłem, serce mocniej mi zabiło. Spędzając z nią chwile, jako przyjaciel, nigdy nie czułem się tak dobrze jak z Perrie, gdy byłem z nią w związku. Świat jest dziwny, lecz trzeba żyć dalej. Byłem o nią bardzo zazdrosny, nawet o Horana.
Dziewczyna po chwili zaczęła się budzić. Otworzyła pomału oczy i spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się do mnie, po czym posłałem jej jeden z moich najlepszych uśmiechów.
- jak się spało?
- ciasno, ale wygodnie.
- bo spałaś na mnie
- przepraszam - zaśmałem się, a dziewczyna lekko się podniosła i zaczerwieniła. Złapałem ją za głowę i
znowu położyłem jej głowę na swoim ramieniu.
- nic się nie stało Amzz, przecież nic nie powiedziałem. Za ok 5 min wysiadamy pod domkiem, wiesz co mamy robić? - nie odpowiedziała, tylko potrząsnęła głową. - Amy, to łaskocze... - zaśmiałem się, gdy zaczęła machać głową. Spojrzała na mnie i zaczęła mnie łaskotać. - Amz, przestań.
- ZAYN POBUDKA!
- wybacz, ale plan czas zacząć. - wyszedłem po czym wyleciałem z autobusu. Pogadałem z Liamem i ustawiłem go, w celu zrobienia mu zdjęcia na tle auobusu, tłumacząc, że wrzuci na tt z dopiskiem o zaczynającej się trasie, czy coś..
Reszta podreptała po bagaże. Wyciągnęłem telefon i włączyłem aparat zrobiłem zdjęcie i szybko włączyłem kamerkę. Dziewczyna stanęła na schodkach powstrzymując śmiech. Nagle wskoczyła Liamowi na barana. Jego mina była bezcenna.
- niespodzianka braciszku! - reszła i mocno się w niego wtuliła. Chłopak objął ją w tali i obrócił dwa razy wokół własnej osi. Głośno się zaśmiała, musze przyznać, że to jeden z najwspanialszych widoków jaki widziałem.
- Amy, ale co ty tu robisz miałaś nie jechać.
- tak, ale razem z Zaynem przemyciliśmy mnie, gdy wy poszliście na stację.
- Zayn i takie pomysły? No tego to się nie spodziewałem!
- dzięki Payno! - udałem obrażonego, po chwili mój przyjaciel mnie przytulił. Tak, ale hejterzy powiedzą, że i tak jesteśmy pedałami, no Hello! przytuliliśmy się! To zabronione...
- Ej zjadłbym co.. Amy?!
- mi też cię miło widzieć Horanku!
- Amy! - blondy wskoczył na szatynkę, po czym oboje leżeli na ziemi. Jak na zawołonie zjawiła się pozostała szóstka dzieci wraz z Paulem.
- o witaj Amy miło cię widzieć.
- Dzień dobry Paul, jako jedyny to powiedziałeś, a teraz... czy mógłbyś pozbyć się ze mnie Niallera?
- pewnie. Nialler złaź, ja jadę załatwić wszystkie potrzebne papiery związane z waszym koncertem. Nie rozwalcie domu, ok? Amy liczę, że ogarniesz dziewiątkę bachorów, no siedem, bo Liam i Michael są bardziej ogarnięci. - odjechał po tym, jak pociągnął Niallera za habety. Harry z Lou przytulili się do Amy, po czym podeszli do niej chłopcy.
- Cześć piękna, jestem Luke, miło cię poznać
- Jam Calum madame
- Ja jestem Micheal, mówią na mnie Mike i jak mówił Higgins, to ja jestem ten "ogarnięty" w zespole, mimo, że to Ash jest najstarszy.
- więc ja jestem Ashton, ten najstarszy, ponoć najgłupszy i najsłodszy
Dziewczyna przywitała się ze wszystkimi przytulaskiem. Na pierwszy rzut oka było widać, że cała piątka się polubiła.
Zabraliśmy swoje bagaże, nie wszycy, oczywiście Amy weszła bez żadnego, bo jej nowi przyjaciele szybko ją wyręczyli, co przyznam, że mało mi się podobało, ale dobra. Dom był wspaniały.


Dostaliśmy plan całej willi, była naprawdę wielka. "Domek" liczył: 10 pokoi z łazienką i garderobą każdy, 2 łazienki, wielka kuchnia, salon, pokój gier, basen, 2 pokoje muzyczne, siłownia i sala do tańca, która widocznie bardzo wpadła w oko Amber, której na sam widok rozszerzyły się źrenice. Myślę, że właśnie tutaj będzie można ją znaleźć.
Spojrzeliśmy na plan, każdy z nas miał swój pokój. Podzieliliśmy się pięć na pięć.

Harry                        Michael
Liam                         Ashton
Zayn                         Amber
Niall                          Lucas
Louis                        Calum

Losowałem ostatni, ale mimo to, miałem pokój naprzeciwko Amy, co mnie odrobinę pocieszyło. Amy sięgnęła po bagaże, ale chłopcy znów ją wyprzecili. Skrzywiłem się i podeszłem do dziewczyny, która zaśmiała się i pocałowała w policzek.
- czyżbyś był zazdrosny Malik? - spojrzałem na nią udając obojętnego
- niee
- mnie nie oszukasz kochany
- noo może troszkę...
- widzisz? Mówiłam, że cię znam. Nie masz o co być zazdrosny, bo to tylko walizki.
- na razie... - sapnęłem pod nosem, lecz dziewczyna usłyszała.
- nie bój się Zayn, nie musisz z nikim rywalizować - poklepała mnie w ramię i poszła na górę. Liam z Niallem
poszli do sklepu, zrobić zapasy, plany się zmieniły i zostajemy w USA do końca sierpnia. Zapowiadają się naprawdę świetne wakacje. Mieliśmy dwie godziny na rozpakowanie się, potem zebranie w salonie. Wszedłem do pokoju i zabrałem się za walizki. Po pół godziny byłem już gotowy, więc poszłem zobaczyć, jak razi sobie reszta oszołomów. Nikt jeszcze nie był gotowy. Wpadłem do pokoju Amy, która była zawalona stertą ubrań. Jej pokój był naprawdę fajny, ale garderoba i tak lepsza. Była ogromna. Usiadłem koło niej i tak po prost układałem ubrania. No... na początku, potem oboje się nimi rzucaliśmy. Po chwili ogarnięcia wszystko było "cacy". Uśmiechnęliśmy się. Zostało nam pół godziny. Wyszliśmy na balkon, który miała tylko ona i ja po drógiej stronie. No tak, wszyscy patrzyli na wystrój pokoju i z taką łatwością oddali mi pokój z baloknem. Cały czas się śmialiśmy, czas z Amber zawsze mijał mi za szybko. Zeszliśmy na dół siadając na fotelu. Liam siedział już w jednoosobowym. Po chwili ktoś rzucił się nam na kolana.
- Lukeee grubasie złaź z nas!!
- Czy ty twierdzisz, że jestem gruby Amber!?
- tak! złaź!
- nie!
- co?
- to.
- Lucas spierdalaj, jesteś ciężki!
- nie! - Amy spojrzała na niego wrogo i zepchnęła na ziemię. - Auaaa! Amber!
- mówiłam, że masz zejść. Tylko ci pomogłam.
- jakoś Zayn mi nic nie powiedział.
- nie musiał. Leżałeś tyłkiem na mnie, więc zrzuciłam go z siebie, moja wina, że jest tak wielki, że poleciałeś
razem z nim? - chłopak wstał i zaczął ją gonić. Liam pozostał niewzruszony i grzebał coś w telefonie, a Calum tylko ich nagrywał.
- Ashton!!! Pomóż proszę!! - Amy wskoczyła mu na barana, po czym zaczęli uciekać przed blondynem. No tak, wiadome było, że ich dogoni, lecz nie było mu to dane, bo cała trójka wylądowała w basenie, gdyż Luke na nich skoczył, Ash stracił równowagę i wlecieli do wody. Myślałem, że nie wyrobię. Calum tarzał się po ziemi drąc się, że to wszystko jest nagrane. Amz udawała obrażoną, ale gdy wszedł Niall i zaczął się śmiać prawie uległa, lecz po tym, jak do Horana dołączył Ashton już nie mogła. Śmiech tych dwóch? Jednym słowem - kosmos.
 Podtopiła blondynów i wyszła z wody nachylając się nad mulatem, który podejrzliwie się na nią patrzył. Ona  tylko wyszczerzyła zęby i położyła się na nim.
- To za to, że nas nagrywałeś Hood!
- to nie fair! Jesteś  mściwa!
- życie jest niesprawiedliwe, powinieneś się przyzwyczajać. - wstała i podreptała do swojego pokoju. Po chwili przyszła w spodenkach i topie, co jak co, ale figurę to ona ma. Podeszła do kanapy na której siedziałem. Spojrzała na Luke z piorunami w oczach. No tak, zajął jej miejsce. Nie czekając dłużej usiadła mu na kolanach.
- złaź ze mnie jesteś... lekka, ale złaź!
- to zejdź z mojego miejsca!
- niech pomyślę... nie! Zejdź!
- niech pomyślę... nie... - wszyscy zaczęli się śmiać, bo Amy śmiesznie sparodiowała chłopaka.
- pff to nie. Ale jeśli możesz to chociaż się o mnie oprzyj, bo nic nie widzę... - dziewczyna posłuchała i
oparła się o tors Lucasa. Zaśmiał się i objął ją w tali. Nie, wcale nie byłem zazdrosny... yhh. Niall spojrzał
na nich.
- nie zapominaj, że jesteś moją bliźniaczką.
- jakbym mogła Horanku?
- no ja myślę.
- dobra dzieci, jutro mamy koncert. Rano rozgrzewka, później zajęcia z choreografem itd. Amz jedziesz z
nami.
- ale...
- nie ma żadnego "ale". Nikogo nie będzie, ty nie znasz miasta, nie zostawimy cię samej.
- Liam!
- Amy...
- yhh dobra... o której wstajemy?
- o 8.30 mamy wyjazd.
- was chyba poje..waliło. - blodnym zaśmiał się, przez co dostał kuksańca. Zaśmiałem się pod nosem.
- auu to bolało
- miało, z czego się śmiejesz?
- z ciebie, nie przyzwyczajona do wczesnego wstawania.
- dopiero od kilku tygodni nie muszę wstawać wcześnie, więc siedź cicho Hemmings.
- o zapamiętałaś moje nazwisko, czyżby...
- mam do tego pamięć.
- tak tak...
- oj zamknij się Luke!
- pff, jesteś nie miła...
- taka już moja natura.
- Bosh Luke, jakie ty problemy robisz...
- zgodzę się z tobą Ash, on tak zawsze?
- no właśnie nie.
- ok nie wnikam idę się rozejrzeć. - poderwałem się z miejsca
- mogę z tobą?
- pewnie Malik, chodź. - Amz złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę wyjścia. Wleciała do pokoju i wybiegła w tym

Zaśmiałem się.
- rozejrzeć? Ahh to zwiedzanie sali tanecznej zajmie nam cały dzień?
- tak właśnie. Pobawimy się no choodź.
Zeszliśmy na dół i weszliśmy do odpowiedniego pokoju.

Wieem nie było mnie tu długo. Ciągłe problemy, przepraszam.
Am. xx