wtorek, 7 stycznia 2014

rozdział 20 " nigdy nie przywiązywałam się do kubów, zawsze odchodzą."

ROZDZIAŁ 20

Może domóweczka? Ah, jednoosobowa w kiblu? Czemu nie? Oho, moja choroba daje o sobie znak. Mimo, że łazienka nie jest mała, ale siedząc bez ruchu zaczęłam wpadać w panikę. Serce waliło mi jak opętane, a ja zaczęłam się dusić. Waliłam drzwi, ale nic to nie dało. Czy chłopcy tego nie słyszą? Może udają i się ze mnie nabijają? Albo chcą, żebym się udusiła! Muszę dać sama radę. Klaustrofobia? Nie życzę tego nikomu. Okno. Podeszłam, ale usłyszałam głosu Nialla. O, nie! On mi coś zrobi! Zaczęłam się śmiać. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje… wzięłam mały stołek i podłożyłam go pod okno. Wolność! Nagle usłyszałam dźwięk zamka. Wyciągnęłam rękę przed siebie w celu obrony przed nim.
- ummm Amy czy ty się dobrze czujesz?
- odejdź! Nie podchodź do mnie!!
- nie masz chyba humoru… może jesteś głodna? Przynieść ci coś?
- na pewno wstrzykniesz coś, lub mnie czymś otrujesz!
- Amy… zjedz snickers’a. – chłopak wyszedł. Musiałam szybko wybiec z domu. W samych skarpetkach wyleciałam na dwór. Gdy leciałam przez trawnik potknęłam się o wystający krzak, przez co zaliczyłam przezajebistą glebę. Położyłam się na trawnik, po czym usiadłam, podwinęłam nogi pod klatkę piersiową, owinęłam wokół nich ręce, a twarz schowałam w kolanach. Zaczęłam płakać. Oddech powoli się normował. Świeże powietrze dobrze robi. Nagle poczułam czyjąś dłoń na sobie. Wystraszyłam się. Spojrzałam w górę i zobaczyłam zatroskaną twarz mojego przyjaciela.
- co się stało? Dlaczego płaczesz? Wybiegłaś tak szybko z domu…
- nie wiem… ja mam klaustrofobię i zachowuję się dziwnie…
- ale nasza łazienka przecież jest duża…
- powiedz to mojej zrytej psychice… łazienka tego debila też taka była. Myślę, że to tylko taka fobia. Gdyby nie zdarzenia sprzed kilku lat było by w porządku. 
- Amber! Nic ci nie jest?! – z drzwi wyłoniła się sylwetka mojego brata i reszty bandy.
- wszystko w porządku. – zaśmiałam się sama nie wiem z czego. – potrzebowałam się przewietrzyć… tyle.
- ym? W skarpetkach?
- czemu nie? Ty robisz dużo gorszych rzeczy Hazz.
- na przykład?
- chodzenie w stroju kotka po całym domu, damskie bikini, które wcisnąłeś na siebie i tłumaczyłeś się, że jest twoje, potem…
- dobra! Już pamiętam! – nagle podszedł do mnie blondynek wręczając mi batonik.
- o co ci chodzi?
- zaczynałaś gwiazdorzyć – nie ma to jak oglądanie durnych reklam, co nie Horan?
- jesteś durniem…
- ale za to jakim przystojnym
- narcyz…
- miło mi Niall jestem.
- wy nie musicie iść na lekcje?
- Zayn nie musi. Omawiamy historię Islamu, akurat jesteśmy na fragmentach Koranu, a on przeczytał go już trzy razy.
- żartujesz?
- nie on mówi prawdę. Jak byłem mały, nudziło mi się, więc postanowiłem poczytać, a że nie było nic innego czytałem Koran – ja się pytam jak? Chłopcy poszli do domu, a ja z Malikiem zostaliśmy sami. Nie będę z nim rozmawiać na dworze… wstałam i poszłam do pokoju. Chłopak nie pozostał mi dłużny i podreptał za mną. Usiadłam na łóżku a on za mną. Jak zacząć? Robi się ciekawie… chłopak spojrzał na mnie, widocznie wiedział, że jest to dla mnie trudne, bo wstał, złapał mnie za rękę i otworzył szafę.
- chodź na górę, tam nikt nam nie wejdzie.
- też mam taki pokój jak ty?
- tak we dwójkę dzielimy strych. Fajnie no nie?
- świetnie…
- jak będziesz coś ode mnie w nocy chciała, to przychodź tędy, bo Liaś jest jak stróż. - W to to wierzę. weszliśmy na górę i położyliśmy się na łóżku. Znaczy Zayn się położył, a ja oparłam głowę na jego brzuchu, chociaż bardziej, by pasowało, gdybym powiedziała, że to on mnie na siebie położył, lecz zapewne głupio to brzmi, więc zostańmy przy normalnej wersji.
- Amy… co się dzieje ? – spojrzałam w sufit. Taki piękny i mega ciekawy. Widzę króliczka, którego zjada niedźwiedź, ale potem go wypluwa, bo – Amy odpowiedz na moje pytanie. – po co zaczynałaś idiotko… nie ma to jak karcić samą siebie…
- jak ważną osobą była dla ciebie Perrie skoro tak przez nią cierpisz, musiała zajmować dość dużą część twojego serca, czyż nie? – co ja powiedziałam!? Czy Bóg nie mógł dać mi chodź odrobinę wyczucia czasu, lub łagodności. W stresie mówię, to co myślę. Malik opuścił głowę. Zadowolona idiotko?! Obróciłam głowę w przeciwnym kierunku, by nie widzieć jego smutku. Ludzie mają rację, mówiąc, że jestem chamska. Jestem, ale to dlatego, że mam nie wyparzony język, mówię to, co myślę, co nie zawsze plusuje w moim życiu.
- była ważna, ale mnie zraniła. Ufałem jej mimo, że to była sprawka modestu zauroczyłem się. Ona mnie zdradziła raz, potem znowu, całą winę zwaliła na mnie i to ja wyszedłem na drania bez uczuć. – miałam ochotę wydrapać jej oczy, ale nie, nie będę zniżać się do jej poziomu. Jednak nie to go trapiło i doskonale wiedział, że o tym wiem.
- Zayn…
- Amy dowiesz się, ale nie dziś… może jutro, może za tydzień. To trudne, nie miej do mnie żalu za to, że mi się zwierzyłaś, a ja nie potrafię, ale nie powiem ci o tym potem obiecuję. W każdym razie nie chodzi mi o Perrie.  – ulga?
- nie ma sprawy Zayn nie możesz mi mówić wszystkiego, przecież to rozumiem…
- Amy, to nie tak, ja chcę ci to powiedzieć, ale nie teraz… - zaśmiałam się i go przytuliłam
- rozumiem Zayn…
- naprawdę ?
- jesteś głupi wiesz? Jak możesz myśleć, że mam ci to za złe? – zaśmiałam się, żeby nie myślał, że jestem na niego zła. Tak naprawdę, to najbardziej wrażliwy chłopak jakiego znam, a dotychczas myślałam, że jest typem „bad boy’a” pozory mylą, to co widzimy na zewnątrz, lub to co nas otacza, to tylko przykrywka w środku każdy jest inny. Leżeliśmy tak jeszcze przez jakiś czas rozmawiając o wszystkim i o niczym. Zaczęło mi się nudzić, więc postanowiłam sprawdzić delikatnie czy ma łaskotki. Przejechałam palcem po jego boku. Wzdrygnął się, ale nie zaśmiał. Myślę, że nie chciał, bym poznała jego słabość. Słusznie, po pewnym czasie to wykorzystam. Nie zareagowałam, żeby nie myślał, że go sprawdzam. Powiedzmy, że tak od dupy z nudów go załaskotałam. Może być.
- jestem głodna… idziemy na dół?
- siedź tu, a ja coś zrobię.
- dziękuję… jesteś kochany…
- to co byś zjadła?
- stawiam na twój gust…
- hmm mogą być kanapki i kakao ?
- jak kakao to idę z tobą. Ja je zrobię.
- czemu ty?
- jak to mówią osoby, które go spróbowały „best Kakao ever!” – chłopak uśmiechnął się i  poszliśmy do kuchni. Na stole leżała mała karteczka. Podeszłam i przeczytałam, mimo wszystko się zaśmiałam.
- co jest?
- „kanapki macie w lodówce, nam się nudziło, więc poszliśmy na lody. Wy byliście zajęci, więc nie wchodziliśmy do was do pokoju (ufff) do zobaczenia wieczorem, albo raczej rano, bo idziemy z dziewczynami na imprezę. Wasz Leeyum ;)”
Zrobili nam kanapki. Jej!
- to ja się zabieram za kakałko… - spojrzałam na zegarek. 19:13. Zrobiłam kakao i usiedliśmy w salonie. Oczywiście nie obyło się bez bicia się poduszkami, kłótni kto z nas ma rację, głupich min, strzaskanego wazonu i filozoficznymi tekstami w celu zabłyśnięcia swoją wiedzą. Postanowiłam się wykąpać. Zayn poszedł do siebie w tym samym celu a ja podeszłam do mojej szafy. Chwyciłam za dużą koszulkę mojego przyjaciela. Grzesiek, ten człowiek mimo, że był największym narcyzem jakiego znam, był również najlepszym przyjacielem od piaskownicy. Mogłam zawsze na niego liczyć. Teraz muszę szukać od nowa. Pięciu już znalazłam. Mimo wszystko się uśmiechnęłam. Poszłam do łazienki, umyłam się, ubrałam. Usłyszałam jakiś trzask na dole. Zbiegłam do kuchni i zobaczyłam mulata zbierającego resztki kubka z podłogi. Wrzuciłam wszystko do kosza.
- to był twój kubek… przepraszam…
- nic się nie stało.
- naprawdę mi przykro…
- nigdy nie przywiązywałam się do kubów, zawsze odchodzą. – powiedziałam teatralnie patrząc w pustą przestrzeń (czyt. kuchenne meble) chłopak spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Wziął mnie na ręce. Jak ja tego nie lubię… poszedł ze mną do swojego pokoju, położył na łóżku i wyciągnął jakieś pudełko z pod łóżka. To go dręczy? To coś co jest w tym pudełku? Mimo, że byłam bardzo ciekawa, jakaś siła nie pozwalała mi na otworzenie. W końcu się udało. Moim oczom ukazał się ozdobiony bordową skórą prostokąt. Przełknęłam gulę. Wzięłam i otworzyłam. „album rodzinny dla jednego z dwóch najlepszych mężczyzn jakich znamy… Ticia, Safaa, Waliyha, Doniya” nie to nie jest to. Ulga? Można tak powiedzieć.
- jednego z dwóch?
- mój tata
- no tak, zapomniałam… - Zayn się uśmiechnął. Sztucznie. Po chwili „uśmiech” zniknął z jego twarzy.
- co się dzieje?
- nic, po prostu bardzo za nimi tęsknie…
- to do ich zadzwoń…
- dzwonię codziennie, ale nic nie pomaga.
- jutro macie wolne?
- mamy wolne jutro i cały weekend.
- to jedź do nich. Powiem chłopcom, że wrócisz w niedzielę.
- dobry pomysł, ale ty jedziesz ze mną.
- chyba śnisz!
- moja mama musi poznać wszystkich moich przyjaciół…
- tak więc pozna kiedyś tam, jak wjedziesz tylko na odwiedziny.
- ale się zdenerwuje, że nie zaciągnąłem cię tam siłą, zresztą dziewczyny też. Safaa zdolna jest mnie wywalić z domu, bym wrócił się i przedstawił jej nową osobę.
- nie sądzę…
- a myślisz, że jak poznały Harry’ego? Biedak był chory został w domu, a ja musiałem go przywieść do Bradford. Co tam trójka nowych ludzi, skoro poznałem czterech.
- ale twoja mama nie musi wiedzieć, że tu jestem…
- i tak wie. Jak nie sama, to dowiedziała się od Wal, wszyscy o tym trąbią.
- to powiedz, że nie chciałam wam przeszkadzać, bo przyjechałabym, potem znając ciebie byś mnie odwiózł i to już nie zalicza się do całego dnia spędzonego z bratem.
- ty tam jedziesz powiedzmy na mini wakacje. Czyli wrócisz dopiero w niedzielę.
- nie ma mowy! Nie jadę!
- poczekaj chwilę ok? – chłopak wstał i wyszedł. nie mam zamiaru z nim jechać, co to, to nie! Boję się poznawać ludzi, mam głupie wrażenie, że kłamią, byle ci nie zrobić przykrości. „jaka ty ładna, taka chuda” do pokoju wszedł Malik z bananem na twarzy. Coś ty znowu wymyślił co?
- co się tak szczerzysz?
- dzwoniłem do Liama.
- są na imprezie czytałam kartkę.
- iiii
- co i?
- możesz jechać!
- na imprezę? Nie dzięki wolę zostać tutaj.
- nie na imprezę tylko do Bradford.
-hahahaha chyba ci się coś pomyliło. Mówiłam, że nigdzie nie jadę.
- Liam powiedział, że rodzice się zgodzili bo do nich dzwonił. Znają mnie, wiedzą, że o ciebie zadbam i że będziesz ze mną bezpieczna.
- Zayn czy ty mnie słyszysz?
- tak, a no i dzwoniłem do Don, żeby weszły na Skype, bo chcemy im coś powiedzieć.
- tak im powiedziałeś?
- no tak.
- geniusz. Jaka była ich reakcja? – domyślałam się jak to przyjęły. „musimy wam coś powiedzieć” proste i logiczne, że nie pomyślały o odwiedzinach.
- zaczęły piszczeć… musiały bardzo się stęsknić.
- jesteś idiotą. Czy ty myślisz, że właśnie dlatego się cieszyły?
- no tak, a czemu nie?
- powiedz sobie kilka razy to, co powiedziałeś im.
- musimy wam coś powiedzieć, musimy wam coś powiedzieć, musimy wam coś… zaraz! Wiem o co ci chodzi! Cieszyły się, że wreszcie sobie kogoś znalazłem? O ty myślałaś?
- ja to wiem.
- nie, nie sądzę, że dlatego.
- założymy się?
- o co?
- nie wiem. Ty coś zasugeruj.
- całusa w policzek.
- ehh niech ci będzie. – włączyliśmy laptopa i oczekiwaliśmy, aż dziewczyny odbiorą. Po chwili zobaczyliśmy ich uśmiechnięte twarze.
- hej Amber!!
- dzięki, miłe jesteście… to ja powinienem być ważniejszy! To ja jestem waszym bratem! – Zayn udał, że jest mu smutno i strzelił focha. Obrócił się do mnie plecami. Przewróciłam oczami i poklepałam go po ramieniu.
- nie prowokuj się debilu. – chłopak zmroził mnie wzrokiem, wstał i rzucił na łóżko. Potem jak gdyby nigdy nic usiadł przed laptopem. Dziewczyny się z nas śmiały. Trudno. Podeszłam od tyłu i pociągnęłam chłopaka do tyłu. Nieudolnie, bo wylądował na mnie. Zabarykadował mnie. Świnia! Trzymał moje ręce przyciskając do podłogi.
- Zayn to boli… - chłopak szybko wstał i pomógł mi. Usiadłam na krzesło.
- przepraszam nie chciałem… bardzo boli? – nie wytrzymam…
- frajerze głupi jak ty się totalnie dałeś się nabrać!* - chłopak spojrzał na mnie zdziwiony. Teraz nie mogłam ze śmiechu. Dziewczyny również. Zayn siedział zamurowany.
- jak mogłaś? Nawet nie wiesz jak się przestraszyłem, że robię ci krzywdę…
- ejjj Maliś nie fochaj…
- ej co?
- kto* u nas w Polsce tak mówimy. Zazwyczaj jak chcemy nazwać kogoś słodkim to zmieniamy jego imię, lub nazwisko z końcówką „ś” tak jakoś się przyjęło.
- czyli jestem słodki?
- jak się fochasz…
- boże kiedy w końcu nam powiecie?! Jesteście razem czy nie? – tak! Wygrałam! Trolololo. Już lubię Waliyah. Zayn popatrzył na mnie i wyszeptał ciche gratuluję. Dzięki.
- nie, nie jesteśmy razem. Nie bójcie się.
-czemu? Ja był się cieszyła. Słodko razem wyglądacie! – poczułam, że moje policzki robią się gorące. Źle, bardzo źle.
- dzięki Wal, ale nie o to mi chodziło w rozmowie.
- to o co?
- przyjeżdżamy dzisiaj i zostajemy do niedzieli. Cztery dni z wami, już się boję… - dziewczyny zaczęły skakać z radości. Miałam łzy w oczach, ich jedyny brat bywa w domu ok dziesięć razy w roku, jak nie mniej i tylko na kilka godzin. To smutne.
- Amy co jest? – cholera zauważył…
- nic, po prostu im współczuję, mają cię tylko kilka godzin w roku… - Zayn się uśmiechnął i wytarł mi łzy. Potem mocno przytulił.
- ej Amber co się stało?
- nic, nic…
- no dobrze nie pytam, a przyjedziecie we dwójkę czy całą szóstką.
- we dwójkę – spojrzałam na Zayna. Przecież mówiłam, że nie jadę.
- wreszcie cię poznamy! Fajnie, że Zayn ma kogoś kto jest dla niego ważny.
- te te młoda… skąd to niby wiesz?
- po pierwsze dobrze wiesz, że znam cię na wylot braciszku, a po drugie nie rozłączyłeś się jak gadałeś z Niallem. – mulat wywalił oczy.
-nie ładnie podsłuchiwać…
- nie ładnie planować za plecami… może zdradzę jakieś szczegóły hm?
- nie! – Zayn z Wal przez całą rozmowę sobie dogryzali. Doniya siedziała raczej cicho. Z ich rodzeństwa to ona chyba była tą „normalną”.
- fajnie, ale ja nie jadę…
- czekaj, czekaj, czekaj. Jak to nie jedziesz?
- zrozum Wali ja nie chcę wam przeszkadzać, chcę żebyście nacieszyły się bratem. Ja tam będę przeszkadzać…
- masz przyjechać! Jeśli nie to mama będzie kazała się mu po ciebie wrócić, a ja wyjątkowo pojadę z nim i siłą cię wyniosę! Musisz!
- muszę?
- tak!! Proszę przyjedź!
- dobra, ale jak będziecie narzekać, że wam marudzę, lub coś to nawet w piżamie wrócę się na nogach do domu.
- jakie ty problemy stwarzasz…
- widzisz! Widzisz! Sama to powiedziałaś!
- nie słuchaj tej papugi bo ona gada i gada. Nawet nie wie co, a nas się czepia. Jakbyś była z nią w pokoju to czasem miałabyś ochotę trzasnąć ją patelnią.
- znam twój ból Doni, mieszkam z bandą pięciu niedorozwojów… - myślę, że będę umiała się dogadać z dziewczynami. Siostry, ale jednak bardzo różne.
- to kiedy przyjedziecie?
- dzisiaj. Zaraz się zbieramy i jedziemy, ale cicho macie nic nie mówić mamie i Saf ok?
- tak jest generale! – zaraz po „salucie” zadzwonił mi telefon. Dzwonił Grzesiek ten to ma wyczucie. Podeszłam do okna i odebrałam.
- hej piękna! – no tak, zawsze musiał być pierwszy…
- znowu mnie z kimś pomyliłeś?
- jeśli znów zamierzasz się wypierać i mówić, że jesteś gruba i brzydka to się lepiej rozłącz… - jak każesz, panie. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę, lecz znowu zadzwonił. Myślę, że będzie troszkę zły, ale na mnie? Gdzie tam…
- Agata! – no proszę, zna moje imię…
- słucham?
- to był sarkazm!
- doprawdyż?
- lecz się!
- wzajemnie młotku!
- jesteś niemożliwa… opowiadaj jak tam w wielkim świecie! – szczerze mówiąc mogłam opowiedzieć mu wszystko, bo dziewczyny nie rozumiały, a Zayn tylko wtedy, gdy nie gadałam jak najęta, by mógł sobie spokojnie analizować każde słowo.
- przyzwyczajam się z nogą lepiej, a tobie jak się życie układa?
- raz lepiej raz gorzej, daję radę.
- Grzesiu… - przeciągnęłam przesłodzonym głosem, no ca odpowiedział mi tym samym.
- słucham?
- zakochałeś się!
- co?! Nie!
- nie oszukasz mnie…
- yhh, tak, znaczy nie. Nie wiem. Podoba mi się, ale prawie jej nie znam. Czemu musiałaś wyjechać? Ty byś mi pomogła!
- biedaczek… nie bój się, zagadaj zaproś na spacer.
- a jak mnie odrzuci?
- ma chłopaka?
- nie
- więc masz zawraca jej dupę, dopóki jej nie poznasz, potem sam zdecydujesz, czy warto walczyć, czy lepiej odpuścić…
 - ok ja muszę kończyć pa!

- pa i powodzenia łośku! – obróciłam się i ujrzałam trzy pacepalm’y. No tak, nie ma to jak podsłuchiwanie obcokrajowca podczas rozmowy telefonicznej…


* ostatnio moja siostra oglądała Disney Chanel, czy coś w ty stylu i spodobał mi się ten tekst xD

____________________________

no hej...   mamy rozdział! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz