ROZDZIAŁ 11
Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę on.
- Maciek ! jeju to ty !
Podleciałam do chłopaka i go przytuliłam był zdziwiony.
- co ja ?
- no nie wiedziałam, że cię tu spotkam, a tu proszę !
- nie rozumiem…
- to ja Agata. Ta ze samolotu kojarzyłam cię, ale nie
wiedziałam skąd. Dopiero, gdy do mnie zadzwoniłeś, powiedziałeś o swoim pobycie
w szpitalu i powiedziałeś podobnie do mnie to mnie olśniło.
- serio to ty?
- serio. Rozłącz się. – chłopak wykonał moje polecenie
pokazałam mu telefon. Zakończyły połączenie w tym samym czasie.
- daj telefon.
- po co ci?
- pamiętasz jak w samolocie prosiłeś mnie o wspólne zdjęcie?
Mam takie samo. – pokazałam chłopakowi zdjęcie na jego i moim telefonie. - Patrz to my. Teraz mnie poznajesz ?
- nie prosiłem tylko błagałem. O matko ! Agata to naprawdę
ty?
- nie na niby… haha tak to ja.
- dobra teraz wyjaśniaj o co chodzi z tą Amber i w ogóle co
u ciebie źle się kręci.
- od czego zacząć. Ok. zacznę od początku. Mieszkałam w
Polsce gdzie opiekowali się mną rodzice. Okazało się, że jestem adoptowana.
Muszę wrócić do Anglii do prawdziwych rodziców. – chłopak chciał już coś
powiedzieć, ale go powstrzymałam -
Poczekaj nic nie mów, daj mi skończyć. Muszę mi iż jestem adoptowana, ponieważ,
gdy miałam sześć miesięcy zostałam porwana. Ta kobieta wywiozła mnie do Polski
i zostawiła pod drzwiami. Najlepsze to, że moim bratem okazał się mój idol.
Można rzec bohater.
- czyli kto?
-Amber miałaś leżeć ! dziewczyno co my z tobą przeżyjemy ?
- Liam Payne ? – maciek zrobił wielkie oczy. – skąd wy się
znacie? Jestem waszym fanem ! mogę autograf ?
- pewnie. – braciszek podpisał się na kartce chłopaka.
- taaa Liam to mój brat, który miał się na mnie nie drzeć….-
wysłałam groźne spojrzenie w stronę chłopaka.
- za to ty mi coś obiecałaś. Noga boli ?
- nie gdzie tam… mogę skakać, biegać, wszystko czego
zapragnę….
- czyli boli.
- a ty co? Czemu nie na Sali ?
- wypuścili mnie do domu.
- szczęściarz. A co z Niallem ?
- go też wypuścili….
- no nie !! a ja ?! całe szczęście, że tu jest Maciek. Nie
wytrzymałabym.
- taaa ja wychodzę jutro…
- bez jaj !
- no proszę. Idzie blondynek… - zauważyłam ucieszonego
Nialla. Podszedł do mnie ucieszony, ale spiorunowałam go wzrokiem więc usiadł
na łóżku kolegi, który korzystając z sytuacji podał blondasowi kartkę.
- dalej jesteś na mnie zła?
- jestem zła, że wychodzicie.
- ymm o patrz ! Lou i Harry idą !!
- Amy złotko !!!
- Lou idioto ! – taa bardzo ciepło przywitałam przyjaciela.
- to ja może klepnę na kanapę… - Harry zrezygnował z
powitania.
Długo rozmawialiśmy. Zobaczyłam Zayna tańczącego i niosącego
bukiet kwiatów. Podszedł do mnie z uśmiechem.
- dobre wieści księżniczko ! – temu nigdy szczęścia nie za
mało.
Wszyscy obrócili się w stronę Zayna z miną „WTF !?” ja
również.
- księżniczko ?
- tak mi się powiedziało.
- no ok. co to za dobre wieści ?
- wyniki wyszły super jutro wracasz do domu !
- coś czuję, że to połowa twojego szczęścia.
- masz racje.
- a druga ? – oczywiście. Ciekawski Niall na niego nie ma
mocnych.
- pewnie to, że mnie zabije…
- za co?
- wiesz jakiej ona mi siary narobiła jak się wyśmiewała z
tego policjanta ?
- to mój kolego głupku ! a z resztą sam się śmiałeś ! –
uśmiechnęłam się i wywaliłam mu język. Odpowiedział tym samym.
- mam jeszcze jedną ważną wiadomość !
- jaką ?
- menagerka Little Mix ostro wkurzyła Paula, przez co ten,
kazał jej przyznać się, że kazała Paulowi rozkazać mi, abym był z Perrie dla
rozsławienia jej zespołu. Perrie powiedziała całą prawdę w wywiadzie przez co
nie muszę okłamywać fanów i ogólnie całego świata !
- i directioners ! – poprawiłam mulata.
- ja i ich najbardziej muszę przeprosić. Jutro mamy wywiad
dotyczący tego i sprawy z Amber, która jedzie z nami.
- chyba śnisz ! nigdzie nie jadę.
- jedziesz.
- powiedziałam, że jedyne miejsce gdzie mogę jechać to dom.
- nie zostaniesz sama w domu. – oczywiście Liam musiał się
wtrącić.
- jesteś tego pewien ?
- tak jestem. Paul jedzie z nami więc będzie ochrona, ale
jednak i tak najbardziej można zaufać Paulowi.
- i tak nie jadę.
- Amber.
- Liam.
- Amy nie zaczynaj znowu !
- nie rób ze mnie dziecka Liam. Ja wiem, że jestem twoją
młodszą siostrą i chcesz mnie chronić na dodatek jeszcze przebieg zdarzeń z
przeszłości i teraz chcesz to odrobić, ale ja nie mam sześciu lat, tylko
szesnaście. Dam sobie sama radę. Nie potrzebuję twojej pomocy. Nie będziesz
przecież przez całe życie za mnie odpowiadał. Mam swój rozum i potrafię
decydować co dla mnie dobre, a co złe, a gdy się pomylę i wybiorę to drugie to
tylko nauczy mnie czegoś w życiu. Nie chcę mieć idealnego życia. Jak to powiedziała
pewna mądra osoba znajdująca się tu w Sali „należy cieszyć się z
rollercoaster’u jakim jest życie” – Malik uśmiechnął się, gdy wspomniałam jego
słowa – czasem jest pod górkę, ale następuje taki moment, gdy jesteś na
szczycie i wszystko zdaje się być fantastyczne. Wystarczy jedno zdarzenie, by
wspiąć się na górkę, ale także z niej spaść. Gdy wiemy, że nie pokonamy tej
trudności wołamy po pomoc, czyli przyjaciół. Jak to się mówi „nic na siłę”
jeśli wiesz, że ta osoba potrzebuje pomocy robimy to nie zauważalnie, w końcu
nie na darmo mówi się, że przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas
gdy nasze skrzydła zapominają jak latać. Kocham cię i doceniam twoją pomoc, ale
zrozum, że nie jestem tak nauczona rodzice wychowywali mnie na silną pocieszali
mówiąc, że jestem o jedną trudną sytuację do przodu. Lecz bali się powiedzieć
czegoś co zrujnuje mi życie. Nie jestem zła, bo dla każdego rodzica dziecko
jest jeszcze za młode. W wieku 6 lat nie zrozumie, mając 10 będzie zawiedzione,
14 dojrzewa i mogłoby uciec z domu, 20 jest dorosłe chce stworzyć rodzinę…
dziadek zawsze mnie uczył, by pokazać światu swoją silną stronę, nie pokazywać
swych emocji. Na świecie żyje dużo egoistów, którzy zawsze to źle odbiorą.
Upadłeś? Otrzep się i idź dalej. Był osobą, która wiedziała o mnie wszystko,
która tak naprawdę najlepiej mnie rozumiała. Gdy umarł… to było jakby ktoś wbił
mi nóż w plecy. Każdego wieczoru czułam, że przy mnie jest, podpowiada mi co
robić. Podchodząc do jego grobu, zapalając świeczkę uśmiecham się, bo wiem, że
bardzo mnie kochał i dalej mnie kocha. Każe mi być silną. Dlatego nie chcę iść
na łatwiznę, ciężko jest mi zwierzać się innym, bo wiem, że nigdy nie znajdę
takiej osoby, jaką był on. On uczył mnie śpiewać, sam śpiewał kiedy uczyłam się
grać na gitarze, uczył mnie doić krowy, jeździć ciągnikiem. Miał do mnie
ogromne zaufanie. Napisał ze mną piosenkę, która zawsze siedzi mi w głowie.
Zawsze miał swoją starą gitarę schowaną w szafie. Gdy miałam ciężki dzień, lub
byłam smutna przyjeżdżałam do niego, wyciągałam gitarę i śpiewaliśmy ciesząc
się swoim towarzystwem. Nigdy go nie zapomnę. Zawsze pozostanie w moim sercu i
nigdy z niego nie wyjdzie. Nawet teraz czuję, że trzyma mnie za rękę, że jest
ze mną. Dlatego nic mi się nie stanie. – chłopcy płakali. Jedynie Harry obrócił
się do okna, by powstrzymać łzy.
- Amber przepraszam, ale jedź z nami.
- nie Liam, już dość fascynacji przyniosłam fanom i w ogóle.
Pojadę do mamy.
- Amy, ale oni pracują.
- ok. pojadę z wami, ale nie będę udzielać wywiadu. Będę
stała koło Paula ok.?
- no dobrze.
- czyli Zerrie to był
tylko pretekst, by LM stało się sławne ? ciekawe…. – zrobiłam minę detektywa
gładząc się po brodzie. Chłopcy zaczęli się ze mnie śmiać. O matko !
zapomniałam o Maćku. Biedaczek leży sam i nikt się do niego nie odzywa.
- a ty sierotko co? Siadaj koło mnie, a nie tak sam siedzisz
! – chłopak zrobił wielkie oczy.
- aaa to ty masz już kolegę ? ale mogłabyś się milej odzywać
do niego Amy nie ładnie jest tak odzywać się do nowych
- znam go Lou dłuższy czas. – przeszkodziłam mu. Miałam dość
prawienia mi zasad.
- mhm to zapraszamy kolego !
- ma na imię Maciek.
- Masiek ?
- Maciek !
- Ma – cek
- ehhh Lou… - taa Louis najmniej z grupy umiał język polski.
Chłopak usiadł koło mnie.
- jestem waszym fanem – wydukał po angielsku
- nie trudź się znają polski. A właśnie skąd umiecie mówić
po polsku? – dziwiło mnie to, bo śmiesznie ze sobą rozmawialiśmy. Z Liamem,
Niallem i Zaynem rozmawiałam normalnie za to z Harrym i Louisem przeplataliśmy
dwa języki oni chcieli rozmawiać ze mną po polsku więc gdy nie znali jakiegoś
słowa wypowiadali je w swoim języku, odwrotnie było ze mną.
- gdy dowiedzieliśmy się, że wywieziono cię do Polski ja,
rodzice, Zayn i Niall, którzy wiedzieli, że większość czasu będziesz spędzać z
nami zapisaliśmy się na kurs. Lou i Harry’ego uczyliśmy my, dlatego im to idzie
ciężej. Tyle filozofii, chociaż ortografia jest straszna.
- ortografia to zło. Też coś o tym wiem. – zaśmiałam się do
chłopców
- matma gorsza
- ja tam rozumiem matmę, gorzej z historią
- to rodzinne – zaśmiał się brat
-to idziemy na inny układ ja cię uczę angielskiego, a ty
mnie matmy ok.?
- spoko !
Lou uśmiechnął się do nas i wyszedł z Sali.
- a ten gdzie polazł ?
- wpadł na jakiś pomysł. – no proszę, a jednak Harry żyje.
- skąd wiesz ?
- proszę cię, to Louis. On zawsze wali takie miny jak coś
wymyśli. – po dwóch minutach wpadł zadowolony do pokoju.
- coś ty wykombinował ?
Louis podszedł do mnie i powiedział mi wszytko na ucho. To
była jakaś masakra.
- nie ! żartujesz ! powiedz, że żartujesz, że to tylko głupi
kawał ! proszę !
- nie !! a co nie cieszysz się ? – Lou zrobił minę
szczeniaczka
- nie !! zgadnijcie co ta ciota wymyśliła !
- Lou powiedz, że nie goniłeś znowu pielęgniarki mówiąc, że
chce wstrzyknąć pacjentowi narkotyki… - słowa Zayna nie rozśmieszyły tylko
mnie, bo i Maciek zaczął się śmiać. Chłopcy byli poważni. Szturchnęłam chłopaka
w bark, aby się zamknął. Widocznie zrozumiał o co mi chodzi i ucichł.
- to dawno i nie prawda.
- Lou dobrze wiemy jak było…
- no dobra cicho już ! byłem u lekarza…
- o nie ! jeszcze gorzej…
- Harry daj mu skończyć – Niall widocznie bardzo chciał się
dowiedzieć co wykombinował jego przyjaciel
- poszedłem do lekarza i spytałem się czy mogę….
proszę, komentujcie to naprawdę motywuje.... <3
kocham was <3 pa :*
Boski rozdział.:)
OdpowiedzUsuńLiam nadopiekuńczy braciszek.*_*
Czekam na następny.:)
Życzę weny.^^
dziękuję bardzo za miły komentarz oraz za czytanie i komentowanie mojego opowiadania <3
Usuńto naprawdę daje niezłego kopa oraz wielką motywację <3