sobota, 18 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 21 "To co, że kłuło? Przełknąłem!!"

ROZDZIAŁ 21

Spakowana zaszłam na dół. Zmroziłam go wzrokiem i podałam mu torbę, niech się męczy, a co! Ja się nie pchałam do wyjazdu na weekend tak?
- jesteś niemożliwa – zachowaj ten uśmiech na później Malik.
- przecież wiem…
- jak ja z tobą wytrzymam ten weekend hm? – poza modeleczki. Jedna nóżka ugięta, rączka na bioderko, nic tylko brać. On był psychiczny.
- mogę nie jechać!
- Żartowałem! – zaśmiał się i…
- aaa!! Nie żyjesz moja grzywka!! Malik uciekaj, bo ci nogi z dupy powyrywam! - Biedne dziecko, nie zdążyło.
- przecież wygląda tak, jak przedtem.
- Nikt. Nie. Ma. Prawa. Dotykać. Mojej. Grzywki. Nikt! – wskoczyłam na niego i zaczęłam czochrać jego włosy. On również ma bzika na punkcie swoich włosów. Zayn złapał mnie za ręce i szarpnął tak, że na nim leżałam. Milimetry dzieliły naszą twarz. Nie dobrze!
- puszczaj mnie! – wiedziałam, co się może potem stać, więc szybko opuściłam głowę w dół, tak, że widział moje czoło. Uff. Spotkałam się z ciężkim oddechem mulata, który później poluźnił uścisk.
- czemu mnie rozczochrałaś?! Jak ja teraz wyglądam?
- to się nazywa zemsta drogi panie! Wyglądasz jak… hmm człowiek z gniazdem na kapucynie. – Zayn chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu mój telefon. – oho, cichy wielbiciel!
- serio? – Zayn podniósł z niedowierzania brew do góry.
- żartuję…
- moja intuicja nie zawodzi…
- świnia! – rzuciłam i odebrałam.
- Amy, bo ten… jest problem.
- mianowicie?
- Horan był tak głodny, że wrąbał ananasa!
- Liam, czy ty się dobrze czujesz? Przecież mogliście się domyślić, to nie nowość, że on je wszystko co mu wpadnie w łapy. Nie ważne jakich rozmiarów.
- to wiemy, ale
- ale? Uczulenie ma?! Na ananasy?!
- nie! On był tak głodny, że wrąbał całego ananasa ZE SKÓRKĄ. – mój brat efektywnie podkreślił ostatnie słowa.
- To co, że kłuło? Przełknąłem!!
- zamknij się Horan! Lepiej pochwal się, jak to skórka tkwi w twoim gardle!
- no w sumie… Amber!! Pomóż mi!!
- Horan morda! Liam dajcie mu suchy chleb, niech je dopóki nie połknie tej skórki.
- dzięki sis. Nie wiem co byśmy bez ciebie zrobili.
- siedzieli w szpitalu przy łóżku blondyna.
- dobra poszło! – mimo wszystko zaczęłam się śmiać.
- czemu się śmiejesz?
- miłej nocy Nialler.
- nie rozumiem o co ci chodzi?
- wyobraź sobie ten ból, gdy ta twarda, kłującą skórka od ananasa będzie zwiedzać twoje jelito, a później będzie się przeciskać, by wydostać się na wolność. W stronę słońca i jeszcze dalej!
- Amber!! Fu, jesteś obrzydliwa! Po co mi to mówiłaś?! Teraz nie zasnę!
- i tak byś nie spał.
- no w sumie. Ehh bawcie się dobrze, a ja odwiedzę kolegę Mr.Sedes na mnie czeka, pewnie mu tęskno…
- ehh debil. Pa Niall, pa Liam pozdrów wszystkich, miłego weekendu!
- wzajemnie siostrzyczko.
- ym Amy? O co chodziło z tym ananasem?
- Niall zjadł ananasa ze skórką. Luz.
- ten człowiek nie ma granic.
- też tak uważam.
- jedziemy?
- skoro trzeba…
Droga, nie powiem, minęła w fajnej atmosferze. Wszystko dobrze, póki nie usłyszałam słów, które jakoś nie za bardzo mi się podobały.
- jesteśmy na miejscu – nieeeeeeee!
- ok.
- chodź pójdziemy się przywitać, a później skoczę do auta po walizki. – chłopak złapał mnie za rękę i zadzwonił do drzwi. Zaaaraz co jest? Puść, Zayn puść. Szturchnęłam ręką, by Malik zajarzył co od niego chcę.
- Amy o co ci cześć mamo!
- mam pytanie… - jego mama zrobiła niezłe powitanie, nie powiem.
- mi też cię miło widzieć, tyle miesięcy – chciałam walnąć mulata w łeb, ale nie mogłam, z wiadomych powodów.
- Zaynuś… po prostu cieszę się, że sobie kogoś znalazłeś! Taka naturalna i śliczna. Idealnie do siebie pasujecie. – rzygam tęczą. W progu ujrzałam trzy ciemne twarze. Zawsze chciałam być mulatką i co? I dupa.
- o wy oszuści!
- Wal? Wszystko ok?
- mówiliście, że nie jesteście razem!
- przecież nie jesteśmy…
- Zayn, może teraz mnie posłuchasz. –położyłam wolną dłoń na jego ramieniu patrząc mu w oczy cudem powstrzymując śmiech - Mógłbyś łaskawie puścić moją rękę? – Zayn spojrzał na mnie jakbym mówiła innym językiem. Po chwili spojrzał w dół i się speszył.
- przepraszam, po prostu cały ten stres…
- tak, tak tłumacz się! – posłałam mu lekkiego kuksańca w bok i w podskokach pobiegłam po walizki. Już wyobrażam sobie, co o mnie pomyśleli. Trudno, raz się żyje! Nagle zobaczyłam Zayna, który mnie wyprzedził. Szybko otworzył bagażnik i wyciągnął walizki. Spojrzał na mnie i wleciał do domu głośno się śmiejąc. WTF?! Stałam na tym chodniku, dopóki nie przyszła po mnie Don i pchnęła w kierunki ich posesji. Zabawnie to musiało wyglądać, bo gdybym nie zaliczyła przezajebistej gleby dalej byłabym w transie.
- Amber kochanie! Nic ci się nie stało?! – spojrzałam na wszystkich Don, Wali i ich mama widocznie się wystraszyły, ale widząc tarzającego się ze śmiechu Malika również zaczęłam się śmiać. Poczułam niemiły impuls w nodze. „uważaj na nią, staraj się jej dużo nie obciążać, bo przez rok będzie za słaba, by jak najdelikatniej przyjąć uderzenie, skaleczenie…” nieee przecież lekarz wcale mi tak nie mówił, gdzie tam… syknęłam z bólu. Zayn w sekundzie stał na równych nogach i przestraszony nachylił się nade mną. Ten chłopak mnie zaskakiwał.
- Amber, nic ci nie jest?
- przerażasz mnie koleś…
- chodź. – Malik kucnął obok mnie i wziął mnie na ręce.
- Zayn! Puść mnie, mam nogi!
- chyba śnisz.
- Zayn!
- Amber spokojnie, Zayn chce dla ciebie jak najlepiej…
- dziękuję pani, ale ja mam nogi… - mów do słupa, a słup jak dupa, za przeproszeniem. Zayn posadził mnie na sofie. Patrzyli na mnie jak na jakiegoś debila. Wytłumaczyłam im co i jak, pani Malik mnie przytuliła oglądaliśmy filmy, ogólnie całkiem miło spędzony dzień. Jutro wybieramy się czwórką do galerii. Całe szczęście mama dała mi trochę pieniędzy jak byliśmy u nich ostatnio. Zrobiłam się senna, nie tylko jak bo wszyscy postanowiliśmy się położyć. Umyci i wykąpani dziękowaliśmy sobie, że wyszorowaliśmy się przed filmem. Nie miałam siły na nic. Zayn złapał mnie za rękę i wlekł za sobą do pokoju. Usiadłam na łóżku. Chłopak zdjął koszulkę. Aww, mimo silnej woli przygryzłam wargę, ale w porę się opamiętałam. Oparłam głowę na dłoniach i usiadłam po turecku. Chłopak włożył na siebie dresowe spodnie i wyciągnął materac. W poszukiwaniu piżamy cała zawartość mojej torby znajdowała się na łóżku. Nie no, świetnie. Nagle dostałam czymś w łeb. Modliłam się, by to było to co chciałam, ale zapach męskich perfum, raczej nie należał do mojej garderoby. Malik usiadł koło mnie delikatnie się uśmiechając.
- chyba czegoś zapomniałaś… - spojrzałam mu w oczy i szeroko się uśmiechnęłam.
- ratujesz mi życie chłopie! – wstałam, pocałowałam go w policzek i podreptałam do łazienki.
- nie pierwszy i nie ostatni raz słonko.
- ohh ty mój bohaterze!
Wracając do łóżka i widząc tego biedaka na podłodze podeszłam do niego i delikatnie obudziłam.
- Zayn… Zayn…
- słucham?
- chodź położysz się koło mnie, nie chcę żebyś okupywał podłogę.
- jesteś pewna?
- tak. Chodź. – odkryłam go i pomogłam wstać. Położyłam się  na połowie łóżka, a zaraz za mną położył się mulat. Po chwili przysunął się do mnie.

- Amy śpisz? – nie, ale nie miałam siły mu tego powiedzieć, zmęczenie górą. – miłej nocy, jeszcze kilka dni i ci powiem, tylko nie wiem jak. Dziękuję, że jesteś. – położył rękę na moim boku, to było miłe. Oparłam moją o jego i udawałam, że śpię.
Ze snu wybudził mnie potworny ból. Tak, wiedziałam dlaczego. Ostanie pożywienie wciągu dwóch dni? Dwa naleśniki, miska płatków owsianych i jogurt. Co z AmyMonster, która jadła na równo z Niallem? Przez ten cały stres po zajściu z operacją, potem z tą łazienką. Zrezygnowana poszłam do kuchni, gdzie zastałam Wali.
- dlaczego nie śpisz Wal?
- śnią mi się różne pierdoły, a ty? – w odpowiedzi uzyskała syknięcie. - nic nie jadłaś prawda?
- tsaaa
- czemu?
- stres po operacji, potem ten głupi atak choroby, a na dodatek twój brat jest inny. Chciałabym wiedzieć, co mu jest, ale na razie woli mi tego nie mówić. Wayiha… czy, czy Zayn jest chory? – te słowa z ogromnym trudem ulotniły się z moich ust. Dziewczyna wychyliła głowę zza lodówki, widocznie zdziwiło ją moje pytanie. Podała mi do ręki kanapkę i oparła się o stół.
- nie, Am. Zayn nie jest chory, a to co go trapi, widocznie jest dla niego ciężarem. On zawsze miał problemy z powiedzeniem komukolwiek jakiejś rzeczy. Mi mówił wszystko, a Don prawie. Dla niego ludzie byli mili, dlatego, że był w szkole typem „bad boy’a” nikt nie chciał słuchać tego, co mu leży na sercu. Gdy w xf poznał chłopców dopiero po pół roku zaczął im się zwierzać. Bardzo długo buduje zaufanie, ale zdaje mi się, że jesteś jedyną osobą, której nie zna za dobrze, a ona wie o nim wszystko. To dziwne, ale taka jest prawda. – jej słowa siedziały mi w głowie. Dziewczyna podała mi tabletkę i napój.
- dziękuję Wal, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię poznałam, że poznałam ciebie, Don i waszą mamę. Jesteście wspaniałe.
- też się cieszę, że cię poznałam Am. Nawet nie wiesz jak miło zobaczyć brata tak szczęśliwego  przy jednej osobie. – mulatka miała łzy w oczach, zresztą ja również mocno się do mnie przytuliła. Odwdzięczyłam się tym samym.
- nie płacz kochanie…
- przepraszam, ale bardzo się cieszę, że tutaj jesteś… że jest tutaj Zayn. Widzę mojego brata miesiąc na cały rok, choć gdyby zliczyć te wszystkie dni to wyszłyby pewnie z trzy tygodnie. W głębi duszy wiem, że to dzięki tobie on tu przyjechał. – mocniej wtuliłam dziewczynę. Było mi jej tak szkoda, że to ja teraz zaczęłam płakać. Oderwała głowę ode mnie i spojrzała na mnie uśmiechając się szeroko przez łzy – jesteś taka śliczna Amber…
- popatrz lepiej na siebie, grzeszysz urodą.
- wiesz co? Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że cię znam. Nie dziwię się bratu, sama ufam ci, mimo, że cię nie znam. To dziwne prawda?
- nie Wal, to nie jest dziwne. Też tobie ufam. Wiem, że mogę ci powiedzieć wszystko, tak samo ufa Don, Zaynowi i chłopcom. Jesteście dla mnie wszystkim. Poszłyśmy na górę, by znowu się położyć. To co zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach.


_____________________________________
mamy kolejny rozdział! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz