- co ty tu robisz!?
- nie dało się z Tobą porozmawiać przez telefon, więc przyjechałem tutaj.
- skąd wiedzia... - dobra, pewnie nie jedna gazeta pisała, gdzie znajdują się zespoły. - nie mam ochoty z tobą gadać. - wysyczałam przez zęby.
- musisz, jestem twoim ojcem.
- kim ty kurwa jesteś!? Ojcem!? Jak wogóle śmiesz nazywać się ojcem!? - nagła cisza upewniła mnie, że chłopcy przysłuchiwali się naszej rozmowie, która o dziwo była prowadzona po angielsku.
- wychowałem cię, może grzeczniej!
- co zrobiłeś!? Ha! Błagam... nie ośmieszaj się! Sześć lat się dla ciebie liczyłam. Gdy potrzebowałam pomocy, bo Mateusz zaczął mnie bić i zamykać, wy stwierdziliście, że widocznie na to zasłużyłam! Nigdy od was nic nie chciałam, chciałam tylko tego uczucia, jakie doświadczyłam będąc malutką dziewczynką. NIC WIĘCEJ. Nawet nie wiesz jak daleko w dupie miałam te wasze zasrane pieniądze!
- Mateusz był dobrym chłopakiem, ułożyłabyś sobie z nim lekkie i wygodne życie. Teraz wyjechał do tej zasranej Ameryki!
- wygodne!? chyba w grobie! On zawsze był dla was ważniejszy ode mnie!
- Agata...
- nie Agata! Spierdalaj stąd i nigdy mi się nie pokazuj na oczy, ani ty, ani twoja żona! Robiłam wszystko, by zwrócić waszą uwagę chodź na chwilę na własną osobę, ale to nic nie dawało. Nawet nie wiesz jak ranisz mnie tym, że tu przychodzisz!
- nie mów tak!
- a jak mam mówić!? Kochany tato jak dobrze mi cię widzieć, to co, że dla ciebie nie istniałam przez ponad połowę mojego życia, tęsknię za wami i wracam do domu, gdzie pewnie po raz kolejny się upijesz i zrobisz krzywde, albo mi, albo jej!? - wiedziałam, że zdenerwowałam go wypominając mu jego picie. Podszedł do mnie, złapał za rękę i podniósł drugą w celu uderzenia mnie. Ashton uderzył go z całej siły w twarz i wypchnął za drzwi. Solidnie nimi trzasnął i wtulił mnie w siebie tak mocno, jakbym zaraz miała wyjechać i nigdy by mnie nie zobaczył. Po chwili zrobiła to także reszta ekipy. Powód dla którego mimo to istniała we mnie iskierka radości? Oszczędziłam zmarwień Liamowi.
- Idę do siebie, muszę...ochłonąć. Zawołajcie mnie jak przyjdzie Liaś ok? - wszyscy kiwnęli porozumiewawczo głową. Blondym pocałował mnie w czoło i wypuścił. Uśmiechnęłam się do nich słabo i podreptałam na górę rzucając się na łóżko. Wreszcie dałam upust emocją i zaczęłam płakać. Dlaczego on nie mógł zrozumieć, że nie mam ochoty z nim rozmawiać!? Postanowiłam się ogarnąć, zawsze mówiłam sobie, że nie pozwolę, by ktoś mnie krzywdził, jaka ja byłam głupia... Mimo to, przeprowadzając się, miałam nadzieję, że to się odmieni, i było tak. Dopóki nie zjawił się tu mój ojciec. Teraz byłam pewna, że osobą, która wtedy zaglądała nam po oknach był Mateusz. Zeszłam na dół, nikt nie potrafił się odezwać. W powietrzu wisiała napięta i mało przyjemna atmosfera.
- Dobra chłopaki musimy jechać. Amy zostaniesz z Niallem i Ashem, bo oni zostają w domu, będziemy wieczorem.
Kiwnęłam porozumiewawczo głową. Pożegnałam się z nimi i usiadłam na kanapie, dołączyła do mnie pozostała dwójka.
- Nialler?
- słucham?
- pomożesz mi nagrać cover, dawno nie było mnie na kanale.
- pewnie! Wreszcie pokażesz się światu!
- nie dokońca... - blondyneczki spojrzały na mnie zdziwione - nagrywam covery, ale nikt nie wie, że to ja. Wstawiam kilka zdjęć, odpowiednich pod tekst.
- To ty śpiewasz!?
- tak Ash. Śpiewa, gra, tańczy, zna karate i robi wiele rzeczy, o których nie mam pojęcia. A w dodatku tylko ja znam jej sekret o talencie muzycznym - blondyn uniósł się dumą
- ohhh teraz nie będziesz jedyny
- jak to?
- bo Asha nie wyprosimy z domu.
- jakoś to zgryzę. Chodźmy do pokoju.
Poszliśmy do ogromnego pokoju nagraniowego, niczym nie różnił się od profesjonalnego studia. Usiadłam na kanapie i wzięłam do ręki laptop.
- co wybierasz?
- Julia Sheer - Far Away.
- piękne, grasz sama?
- a pomożecie?
- pewka! - Niall zabrał gitary i podał mi jedną, Ash po chwilę zabrał cajon i dołączył do nas. Postawiłam kamerkę, którą wzięłam od Horana na stoliku kierując ją na nas. Włączyłam ją i wyszukałam chwytów. Położyłam tekst przed sobą i zaczęliśmy grać. Ash lekko wystukiwał rytm. Zamknęłam oczy i odpłynęłam. I need you... spojrzałam na chłopaków, Niallowi uśmiech nie schodził z twarzy, a Irwin otworzył szeroko oczy.
- aż tak źle?
- źle? Boże dziewczyno, masz taki wspaniały głos i się z nim ukrywasz!?
- już jej to mówiłem, ale nie bo coś..., może zaśpiewasz z dwie po Polsku, tego twojego całego Be.. coś
- Bednarka.
- no Bednarka!
- ok to Przyjaciel i Ciszę.
Obie piosenki znałam na pamięć, bo obie niosły za sobą pewną historię. Muszę przyznać, że nigdy nie wczułam się w to co śpiewam, tak, jak teraz. Z trudem powstrzymywałam łzy, gdyż przed oczyma ukazał mi się "filmik", gdzie widziałam chwile spędzone z moimi przyjaciółmi w Polsce. Tak cholernie za nimi tęskniłam, owszem, tu też mam przyjaciół i to sporo, ale to jednak tamci zapoznali mnie z Kamilem, to oni zabrali mnie na jego koncert, i to dzięki nim zmieniłam spojrzenie na świat, mimo, że rodzice się nie zmienili, to ja tak. Nie okaleczałam się już, a co najlepsze - do dzisiaj utrzymuję kontakt, z tym wspaniałym człowiekiem.
- czy mi się zdaje, czy bardzo wczułaś się w tą piosenkę
- skąd ta myśl?
- widać i słychać, zresztą masz łzy w oczach
- dobra, cicho! Nagramy coś razem?
- wybieraj!
Po zaśpiewaniu Don't worry be happy, Stereo Heart oraz I'm yours zaczęliśmy śpiewać Just A Dream muszę przyznać, że ten cover wyszedł nam zdecydowanie najlepiej. Zmęczeni wróciliśmy na górę, gdzie postanowiliśmy się pokąpać w basenie. Pogoda zła nie była, a basen ogrzewany, więc mogliśmy sobie na to pozwolić. Polecieliśmy do swoich pokoi wybrać stroje.
Ubrałam TO i zeszłam na dół gdzie czekali na mnie chłopcy. Na mój widok głupio się uśmiechnęli, bałam się, że chcą mnie wrzucić siłą. Cofnęłam się krok w tył.
- o co wam chodzi?
- wiesz Amzewko? Muszę ci częściej coś takiego proponować, wyglądasz w tym bardzo seksownie. - na moją twarz wkradł się rumieniec.
- zamknij się Irwin! Idziemy się kąpać, czy nie?
- pewnie, chodź! - poczekałam, aż dzieci wskoczą do basenu na bąbe i grzecznie z gracją weszłam po drabince, do lekko zimnej wody. Zachowywaliśmy się jak dzieci, bawiliśmy się piłką, obrażaliśmy się na siebie, chlapaliśmy, podtapialiśmy, wrzucaliśmy itd. Potem wyszliśmy i mądry Horan lał nas wężem ogrodowym. Wskoczyłam Ashowi na barana i uciekaliśmy przed zbzikowanym Horankiem. Byłoby pięknie, ale jak może być coś takiego możliwe? Runęliśmy na ziemie, śmiejąc się jak jacyś psychopaci. Ha! To nie koniec! Za chwilę usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Horan, jako iż był najbardziej suchy poleciał do drzwi. Coś długo nie wracał. Sądziliśmy, że chłopcy zrobili sobie wolne i wlecieli do domu wcześniej. Wstaliśmy i znów znajdowałam się na plecach Ashtona. Chcieliśmy ich zaskoczyć, więc "popatajaliśmy" przed dom. Nie zwróciliśmy uwagi na ludzi stojących w progu, lecz widząc dwóch sanitariuszy policji zmroziło nas.
Ashton cofnął się za mur. I łapiąc parapetu podniósł się siadając na nim.
- cholera, zamknąłem okno!
- geniusz!
- czekaj, uchylone, łap i załóż to, nie wszyscy muszą podziwiać to. - pokazał na mnie palcem i rzucił mi swoją koszylkę, która ledwo zakrywała dolną część mojego ubioru. - chodź pomożemy Horankowi, wiesz co masz robić?
- czyżby zbajerowac ich, by to co zrobił Horan, w pewnym sensie uszło mu płazem?
- dokładnie
- nie.
- dlaczego nie?
- bo nie dam rady?
- masz niską samoocenę, jeśli miałbym być szczery, to gdybyś nie była moją przyjaciółką, siostrą mojego kumpla i gdyby jeden z nich coś do ciebie nie czuł, już był do ciebie zarywał - nie rumień się, nie możesz! - ładnie ci, gdy się rumienisz
- zamknij się. Uważasz mnie za przyjaciółkę?
- tak, wiem, że mogę powiedzieć ci naprawdę wszystko.
- dziękuję, a teraz biegiem mój rumaku ratować Nialla!
Stanęliśmy przed drzwiamy, a ja szeroko się uśmiechnęłam do naszych "gości", jeden z nich odwzajemnił, wniskuję, że on jest "szefem" gdyż drugi był trochę młodszy i cichy.
- coś się stało panowie?
- dostaliśmy zawiadomienie, że jest tu jakaś impreza, a sąsiad nie życzy sobie takiego hałasu.
- impreza? czy widzą panowie tutaj jakąś imprezę?
- no nie.
- no właśnie, po prostu kąpanie w basenie przypomina nam czasy z dzieciństwa, a my się dobrze bawimy, czy to źle?
- no... nie
- takwięc zamierzacie coś z tym zrobić? - zatrzepotałam rzęsami z trudem powstrzymując odruch wymiotny.
- życzyć wam udanej zabawy Amber, dowidzenia, ale mam nadzieję, że w innych warunkach. - Amber, skąd on... Zaraz!
To przecież być Mat! Policjan, który zgarnął mnie po postrzale.
- dziękuję, mam nadzieję. - pokazałam mu dyskretnie dwa palce, pokazując a'la telefon.
- Ah! no tak! Muszę państwu wystawić upomnienie! - wręczył mi świstek, puścił oczko i odjechali. Zaknęłam drzwi i spotkałam się z dziwnym spojrzeniem wspaniałej dwójki.
- co się tak gapicie?
- bo ładnie ci w mojej koszulce
- oddam ci ją jutro.
- nie oddasz mi jej wcale, na tobie leży lepiej.
- dziękuję?
- nie ma za co, a poza tym NIE MÓWIŁEM!? dałaś sobie z nimi radę.
- tylko dlatego, że jeden z nich mnie znał.
- jakoś nie poznałaś go, dopóki nie powiedział do ciebie po imieniu - tu mnie miał. Nie dostając odpowiedzi na jego twarzy wstąpił cwaniacki uśmieszek, ukazując dołeczek, ba! krater po jednej stronie. Gapiłam się w niego jak jakaś przyćmiona.
- coś nie tak?
- nie, poprostu uwielbiam dołeczki.
- to cooo robimy? - Horan patrzył na nas z przynudzeniem.
- idziemy grać na playstation w Fifę! - mało nie zabiłam się na schodach pędząc do pokoju gier.
- zakładamy się?
- o co?
- kto przegra, zabiera całą dziewiątkę na kolację do jakiegoś fastfudu!
- pewnie! - Niall doskonale sobie zdawał sprawę, że upokorzy się grając ze mną, więc wystawił Ashtona, który był przekonany, że wygra. Głodomor puścił mi oczko i oglądał z rozbawieniem, jak Irwin chwali się, jaki to on nie jest dobry i że tylko Hazz potrafił go ograć. Zaśmialiśmy się z Horankiem, nie wspominając mu, że to ja ograłam Harry'ego i to nie raz. Gra się zaczęła. Irwin bardzo się wczuwał, a ja totalnie to zlałam. Kto wygrał? Wiadomo, że ja.
- no Irwinku, dziś zaszalejemy, wiesz... kupować żarcie mi i Horanowi... - przytuliłam Nialla - to musi być coś.
- chłopie w coś ty się wpakował?
- jak ty to?
- ahhh nie mówiłam ci, że ograłam KAŻDEGO z chłopaków i to nie raz.
- ale.. ale..
- gdybyś widział swoją minę Irwin, jak zaczęłeś przegrywać. - Horan zaczął się śmiać, Ash mimo prób Też, a ja tarzałam się po podłodze słycząc te dwa śmiechy razem. Wierzcie mi, lub nie ale można dostać jakiejś schizy. Cała trójka płakała ze śmiechu. Widok min reszty chłopaków, którzy niedawno przyszli i musieli tu przyjść? Bezcenny!
- chłopaki, dziś Irwin stawia nam żarcie. WSZYSTKIM!
Całe 1D zaczęło się śmiać, za to Cal, Mike i Luke dalej nie wiedzieli o co chodzi, z pomocą ruszył im Harry.
- znając życie założyli się kto wygra w NFS i to było oczywiste, że wygra Amy.
- AMY!? - cała trójka spojrzała na Harry'ego, a potem na mnie. Pomachałam im grzecznie.
- jak to Amy? Oprócz ciebie nikt nie pokonał Asha.
- Harry'ego też pokonałam - Luke przytulił się do moich nóg.
- błagam wyjdź za mnie kobieto idealna!
- wybacz, mam już swojego niedoszłego rycerza - wydął śmiesznie wargę. Kątem oka zauważyłam jak Malik się uśmiechnął. Wszystkie pary oczu były skierowane w moją stronę. Spojrzałam na każdego z nich. Zatrzymałam się na wyszczerzonym Irwnie. Spojrzałam na niego pytająco. Chłopak pokręcił biodrami w jedną i drugą stronę, jakby miał na sobie sukienkę. Cholera! mam na sobie tylko koszulkę Asha. Poczułam ciepło na moich policzkach.
- to... może my z chłopakami się przebierzemy i za chwilę zejdziemy na dół. - pośpiesznie zabrałam blondynów za rękę i pociągnęłam w stronę schodów. - szybko mnie ostrzegłeś!
- Za to Horan nie raczył nic powiedzieć.
- Zemszczę się.
- taaa jasne.
- dobra Irwin bierz portfel i widzimy się za pół godziny.
Wleciałam do pokoju. Koszulka była sucha, więc postanowiłam jej nie zdejmować, bo muszę przyznać, że bardzo mi się podobała. Zmieniłam bieliznę, ubrałam jeszcze szorty i słodkie trampki z logiem 5SOS, wrzuciłam do plecaczka czekoladę i żelki, zawsze miałam to przy sobie, bo małe fanki chłopców często przylatywały też do mnie porozmawiać i pośmiać się, zawsze otwierałam czekoladę i dzieliłam się z nimi. Żelki szły zazwyczaj po drodze. Weszłam do łazienki, przyjrzałam się i zaśmiałam, bo cholera, wyglądam jakbym miała na sobie sukienke a nie spodenki i koszulkę, ale spoko.
zrobiłam makijaż, włosy zdążyły mi wyschnąć, więc lekko je zakręciłam. Schodząc ze shodów zabrałam Niallowi jego snapbacka, którego miał na głowie i założyłam na własną.
- dziękuję
- spoko, tobie lepiej pasuje.
Zeszliśmy na dół gdzie czekała na nas reszta.
- ładna koszulka, skądś ją kojarzę.
- jej były właściciel powiedział, że już jest moja.
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy na podbój jakiegoś baru. Po drodze, tak jak przypuszczałam chłopaków zaatakowały fanki. Usiadłam na chodniku. Po chwili wokół siebie zobaczyłam tłum małych dziewczynek, nie lubię dzieci, ale staram się tego im nie okazywać. Wyciągnęłam czekoladę i pokazałam im.
- chcecie?
wszystkie zaczęły kiwać główkami ciesząc się jak głupki. "Siostra Liama poczęstowała mnie i inne dziewczyny czekoladą! Ona jest fajna, wiesz? " Często słyszałam jak opowiadały swoim mamą o spotkaniu raczej ze mną.
- niech zgadne, starsze dziewczyny was wygryzły i odsunęły od chłopaków, prawda? - znowu pokiwały głowami. Zrobiło mi się ich szkoda. Spojrzałam na każdą z nich, większość z nich miała popisane rączki z napisem "Liam", więc czemu miałyby go nie poznać. Nie mogą całego 1D, to chociaż ulubieńca.
- poczekacie sekundkę? - wyjęłam telefon i wybrałam numer mojego brata. Spojrzałam na tłum. Zauważyłam, że Li przeprasza jedną dzieczynę i odbiera połączenie.
- Sytuacja ta, co zawsze, wyrwiesz się?
- wreszcie ja! - miał rację, zawsze fanki prosiły o Irlandczyka, albo Hazzę.
- zrób ładne wejście. - rozłączyłam się i spojrząłam na dziewczynki.
- mogę wam zrobić zdjęcie?
- taaak!
- dobrze, stańcie jak najbliżej siebie, żeby was ująć! - w chwili, gdy nacisnęłam aparat mój brat przytulił całą
grupkę. Spojrzałam na ekran. Słodko.
- cześć dziewczynki! A kto tu taranuje moją siostrę i... skąd macie czekoladę?! - podałam chłopakowi dwie kostki. Świetnie, Amy fotogaf! Mimo, iż dziewczynek nie było dużo, to jedan robić każdej po 5 zdjęć to też zajmuje trochę czasu. Liam podpisał im się na rękach, poczym poleciały do swoich rodziców. Li podał mi rękę i kazał wskoczyć sobie na barana. Wdrapałam się i wtuliłam w idealny tors mojego brata. Oparłam głowę na jego ramieniu, co z niewiadomego powodu go rozbawiło. Podeszliśmy do reszty i ruszyliśmy do baru. Wygłupialiśmy się i darliśmy się w niebo głosy
- ejj bo znowu nas nawiedzą! - wszyscy spojrzeli na Horana, a ja z Ashem zaczęliśmy się śmiać. Reszta postanowiła nie wnikać, więc ruszyliśmy dalej.
- nie jest ci zbyt ciężko?
- żartujesz? jesteś tak leciutka, że śmiało mógłbym z tobą biegać, czy skakać i nie odczułbym zmęczenia. - nie uważałam siebie za lekko osobę, ale nie zamierzałam się kłócić. Schowałam spowrotem głowę w zagłębieniu jego szyi i po chwili odpłynęłam.
***
Wszyscy spojrzeliśmy na kelnerkę, która widocznie była fanków chłopaków, bo w jej oczach było widać iskierki radości, ewentualnie uważała ich za bardzo seksownych i miała na któregoś z nich ochotę. Wpatrywała się we wszystkich, jednak swój wzrok utkwiła na Maliku. Dziwnie się poczułam, była śliczna. Naprawdę śliczna. Chudziutka z "niewielkim, lecz jędrnym biustem", jak to powiedział Styles Niall'owi, długie nogi, muszę przyznać, że figurę miała lekko zbliżoną do mnie, ale w jej twarz można było spoglądać z podziwem. Śliczne, błękitne oczy, malutki nosek, malinowe usta, drobne piegi i lekko podkreślone kości policzkowe, na jej ramionach opadały blon loki. Z całym szacunkiem muszę przyznać, że zazdrościłam jej wyglądu. Malik chyba zauważył to, bo objął mnie w tali. Może większość uzna mnie za egoistkę, ale ucieszyłam się gdy blondynka przeniosła wrok na Caluma. Pewnie gustuje w mulatach. Na stoliku wylądowała ogromna ilość jedzenia. Co chwile w oknie błyskał jakiś flesz. Muszę przyznać, że działało
mi to na nerwy. Już widzę jutrzejsze artykuły w gazetach "chłopcy z 1D, 5SOS i siostra Liama, wybrali się do baru. Jak wiemy Niall Horan (19) potrafi zjeść dużo, lecz nie spodziewaliśmy się tego po Amber Payne (16). Czy dziewczyna ma taki apetyt? Skoro tak, to gdzie ona to mieści? Możliwe, że jest chora i cierpi na bulimię, wygląda na bardzo słabą, co utwierdza nas w tym fakcie" bla bla bla.
- a wiecie cooo? - wszyscy skierowaliśmy swój wzrok na Asha - Horanson i Amzetka zabierają mnie jutro na lody!
- a wiesz co? - tym razem odezwałam się ja
- co?
- strzelę ci w papę jak będziesz wymyślał mi nowe ksywki co chwilę.
- a wiesz co? - spojrzałam na Niall'a który dopiero w tym czasie mógł coś powiedzieć.
- ty też mi strzelisz?
- nieee, zabiorę cię!
- taaaak! - Ashton cieszył się jak małe dziecko. I to ja, Niall i Lou jesteśmy dziwni? Pfff do naszego "klubu"
powinien dołączyć jeszcze on i Calum. Przeleciałam wzrokiem po chłopakach.
- yyy chłopcy, a gdzie mamy Hazzę?
Wszyscy spojrzeli na puste krzesło, a potem na mnie. Czemu na mnie, no? Z pomieszczenia, które prawdopodobnie było łazienką wyleciał wściekły jak osa loczek. Za nim jakaś ruda. Czyżby odmówiła TEMU Styles'owi małej przyjemności w WC? Nie, jednak nie. Zauważyłam, że ma całą koszulkę w prawdopodobnie kawie, lub może jakimś czekoladowym shake'u. Może zacząłby z nią flirtować, jak to miał w zwyczaju, ale to była jego ulubiona koszulka. Miał na jej punkcie kompletnego fioła, nikt, NIKT nie mógł jej nawet dotknąć, a co dopiero ją zniszczyć. Raz dostałam po łapach jak się jej złapałam, chowając się za nim, ponieważ gonił mnie Lou. Spojrzał na mnie i obrażony poszedł do swojego pokoju oczekując przeprosin, których <oczywiście> nie dostał. Nie odzywał się do mnie przez trzy dni. Już widzę, co ta biedna dziewczyna będzie musiała znosić. Widząc, że się zatrzymał, a dziewczyna zmniejsza odległość między nimi postanowiłam interweniować. Z pełną buzią <jak zawsze> ruszyłam w ich kierunku.
- czego ty kurwa jeszcze ode mnie chcesz!?
- nie jestem kurwą!
- właśnie, że je..
- ej ej! co się tu dzieje!? Harrold.
- ona oblała moją koszulkę - ledwo wysyczał przez zęby. Szkoda było mi tej laski. Wkurzył się. Tak jak ja, kiedy kazał Luke'owi iść do sąsiadki.
Zaraz... zemsta idealna! Chciałam wyprostować mu loki, ale to jest lepsze i bardziej oryginalne.
- bo ja jej kazałam - obydwoje spojrzeli na mnie zdziwieni. Pokazałam dziewczynie kciuk w górę. Od razu zrozumiała, że ja to załatwię.
- j-j-jak t-to ty? - w jego oczach widziałam zdziwienie, smutek, złość i ... strach? Hę?
- pamiętasz zadanie Luke'a, jak graliśmy w butelkę?
- n-no tak
- kto mu je zadał?
- j-j-ja
- pamiętasz co ci obiecałam?
- z-zemstę? Amy! To był cios poniżej pasa!
- nie, kochany. To zwyczajna zemsta, którą wymyśliłam na poczekaniu, dosłownie.
- al-al-ale...
- nie, Hazz. Przeproś tą Bogu duszę winną dziewczynę - spojrzałam na nią, na jej nadgarstku widniała czerwona wstążka - i zaproś ją na przeprosinową kolację! Narobiłeś jej wielkiego stresa!
Oczy dziewczyny przybrały wielkość pięciozłotówek. Poczułam to ciepło na sercu. Uśmiechnęłam się do niej.
- przepraszam, byłem głupi! To jak umówisz się ze mną i będziesz tu dzisiaj o 19 ?
- nie. - zaśmiałam się i z jej odpowiedzi, i z miny loczka.
- jak to nie? Masz zajęty wieczór? Rozumiem. To może jutro ?
- nie. - loczek odrócił się do mnie. Po jego minie widziałam o co chodzi, nie musiał nic mówić. Złożyłam rękę w pięść i przyłożyłam ją do ust. Zaczęłam kaszleć, podczas tej czynności wypowiedziałam ciche "imię"
- och.. zapomniałbym! Jestem dziś nieco zakręcony!
- jak zawsze - starałam się to powiedzieć jak najciszej, lecz dziewczyna się zaśmiała, a Hazz zmroził mnie wzrokiem, szybko jednak przestał, gdy odpowiedziałam mu tym samym.
- jak masz na imię?
- Camille.
- jak ślicznie. Jestem Harry - podał jej rękę. Rozbawiło ją to, no tak jej największy idol właśnie jej się
przedstawia. Skąd ja to znam? Dziewczyna uścisnęła jego dłoń, a on pocałował jej zewnętrzną część. Lekko się zarumieniła, co nie uszło uwadze loczka, bo zadziornie się uśmiechnął. Wywróciłam oczy, by nie palnąć czegoś głupiego.
- to jak dzisiaj o 7? będę czekał nawet, jak nie przyjdziesz.
- niech będzie. Muszę już lecieć pa! - dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła, szepnęłam ciche "nie ma za co" szeroko się do mnie uśmiechnęła, pomachała na pożegnanie i odeszła.
- dziękuję! - szatyn chciał się do mnie przytulić, lecz go odepchnęłam. Zdziwił się, ale gdy przypomniał sobie
stan koszulki, zrozumiał o co mi chodzi. Podeszliśmy do stolika, gdzie siedzieli wszyscy. Ja z wielkim bananem na ryju, wkońcu miałam powody tak? Zemściłam się, Poznałam siostrę, umówiłam ją z Harrym i uratowałam ją, za to Harry był lekko wkurzony.
- coś ty zrobił?
- ja?! To ona! - pokazał palcem na mnie, za co od razu dostał po łapie.
- nie pokazuj na mnie palcem, bo ci go połamię
- Amber, wiesz, że to była jego ul..
- wiem. A pamiętacie jak obiecałam Hazzie, że się zemszczę?
- muszę przyznać, że jesteś niezła!
- niezła?! Ona zniszczyła rzecz, której nawet ja nie miałem prawa zniszyć!
- widzisz Hazzo, następnym razem pomyśl, zanim coś powiesz, co nie Lukey? - poklepałam go po ramieniu i spojrzałam na blondyna, mruknął coś cicho pod nosem. Później z nim pogadam.
- zaraz, zaraz... jaką zemstę? - oklaski dla Liama, który teraz przeanalizował to, o czym mówimy.
- zabawy w kuchni, byłeś z Mike'em gdzieś wtedy. - nie chciałam go okłamywać, ale jakby się dowiedział, co my wczoraj robiliśmy, i do jakiego stanu ta banda mnie dopuściła, no dobra, sama się dopuściłam, ale oberwałoby się Niallowi, Calumowi, Zaynowi, Harry'emu, Ashtonowi i Lou bo są starsi. Luka zostawiłby w spokoj, bo jest w moim wieku. Niech żyje rocznik 96 !
- tak, czy siak chłopaki, jej zemsta nie jest miłą rzeczą, wolałbym iść... Wybrać palcami to jajko z jej włosów, niż być przez nią pomszczony!
- Harry, to nie była najgorsza zemsta i dobrze o tym wiesz!
- wiem, wiem. To jak? Zbieramy się?
- masz jeszcze - spojrzałam na zegarek: 4.30 PM, trochę zajęło nam siedzenie tutaj - 2,5 godziny, zdążysz się przygotować. - loczek dał mi kuksańca w bok.
- uuu Harry idzie na randkę!? - Niall chyba się z niego nabijał, ale nie jestem pewna.
- To ja ci Hazzuniu pomogę z Ca... - poczułam czyjąś dłoń na ustach.
- wiecie, dalej zła i gada głupoty! Umówiłem się z Carolem!
- Carolem? Mało spotykanie imię.
- kumpel, z... Rosji! Nie znacie... - odepchęłam się od niego
- Harry urąbałeś mnie! Jestem cała w kawie!
Wszyscy zaczęli się śmiać. Założyłam ręce na piersi, udnioslam wyżej głowę i tupałam nogą, jak małoletia, obrażająca się gówniara, dobra, nie lubię dzieci. Nie widziałam w tym nic śmiesznego, tym czasem oni się pokładali, i to kobiety ciężko zrozumieć? Malik podszedł do mnie i zarzucił mi swoją bluzę na ramiona. Chciałam mu ją oddać, bo nie było zbyt ciepło, a koszulka nie zapewni mu ciepła. Przytrzymał ją na moich ramionach uniemożliwiając oddanie mu jej.
- będzie ci zimno.
- nie będzie.
- Zayn nie wygłupiaj się.
- to wejdziesz mi na barana, ogrzejesz mnie wtedy. Wszyscy wiemy, że jesteś jak grzejniczek. - reszta pokiwała głowami.
- a wy skąd możecie to wiedzieć? Tylko Ash, Lou i Liam mieli mnie na barana!
- może dlatego, że nawet jak się siedzi koło ciebie i styka się ręką, czy nogą z tobą, to czuć ciepełko.
- dobra, niech ci będzie. Idziecie z nami?
- my tu jeszcze posiedzimy.
- jak chcecie. - wskoczyłam Mulatowi na barana i gdy tylko wyszliśmy upewniłam się, czy nikt nas nie słyszy.
- Malik...
- słucham?
- daleko stąd od studia tatuażu?
- dwa budynki dalej, a co, chcesz zrobić sobie jakiś?
- tak, już dawno miałam to zrobić.
- a gdzie?
- zobaczysz.
Popatajaliśmy w blasku słońca, a raczej rażącego czernią w oczy napisu studia. Weszliśmy do środka, Malik zaprowadził na do biura.
- oo Hej Amber!
- Peter? co ty tu robisz chłopie!?
- pracuję od dwóch tygodni, zabawne... kiedy cię zobaczyłem teraz na baranach Malika przypomniała mi się sytuacja, z Londynu, gdy grałaś z chłopakami w butelkę (dop. aut. końcówka rozdz.17 i początek 18 :) ) moje policzki oblał rumieniec.
- na długo zostajesz w USA? Będę tęsknić no...
- na miesiąc, mam tu tylko praktyki. Też robisz tatuaż?
- a zrobisz mi?
- pewnie! co chcesz?
- powiem ci, jak będziemy sami.
- nie ma sprawy, chodź. - Zayn odstawił mnie na ziemie, a ja podreptałam za Peterem, naprawdę go lubiłam.
- właśnie, zapomniałem zapytać jak noga?
- goi się. Właściwie to ja w tej sprawie. Mam bliznę, i chciałam się jej pozbyć, albo ją zakryć zajmiesz się tym?
- oczywiście. Jaki wzór?
- zdam się na twój gust.
- mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.
Po godzinie miałam przyklejony plaster. Spojrzałam zadowolona na folię, nie było przez nią dużo widać, ale wypatrzyłam piórko.
- kiedy mogę to ściągnąć?
- dzisiaj wieczorem, potem będzie ci się troszkę goić, ale mam nadzieję, że szybko.
- dziękuję, jesteś najlepszy! - przytuliłam go i razem wyszliśmy. Na korytarzu zobaczyłam Malika, który też robił sobie tatuaż na biodrze*. Spojrzałam na "to" ale nie zauważyłam za dużo.
- gdzie robiłaś? - podniosłam nogę lekko w górę, kierując palcem na stopę.
- czy to ta sama stopa co
- tak, ta sama.
- ale nie może
- mogę. Blizny można zakrywać.
- niech ci będzie. Co wytatuowałaś?
- Zdałam się na gust Petera, zobaczę dopiero wieczorem. A ty?
- serduszko. Zawsze chciałem wytatuować sobie serce, gdy spotkam.... yy ciekawy wzrór. Zbieramy się?
- pewnie.
- Amy, a pożegnać się to co? - przytuliłam Petera jeszcze raz i dałam mu mój numer, w razie czego.
_________________________________
* nie wiedziałam jak to napisać i npisalam "kości miedniczej", spoko xD
jak coś chodzi o ten -----> <3
WIĘC... rozdział jest, przepraszam, że tak późno, ale byłam na wyjeździe.
Jeśli chodzi o nowego bloga, będzie on z Hemmingsem :3
Jednak wystartuję z nim chyba we wrześniu, ponieważ mam kilka rozdziałów, bohaterów, ale chcę jeszcze zamówić u kogoś szablon i muszę zrobić zwiastun.
Polecacie jakieś strony, gdzie można coś takiego zamówić?
so.... Enjoy <3
luv ya Am x

jej, nic się nie stało <333
OdpowiedzUsuńJest genialny, jak zawsze *-*
Więcej Zamber Moment xD
Są tacy uroczy *-*
ANEE
Zamber będzie więcej, spokojnie :)
UsuńOH i jeśli chodzi o nowy blog...
OdpowiedzUsuńFajnie że są rozdziały i bohaterowie, tylko szkoda że dopiero we wrześniu :c
Ale przeżyję :D
Miałam nadzieję, że będzie on z Lucasem, więc jestem very happy <333
ANNE
Usuńtak, jest Lucasem :)
Usuńwiem, ale jak już pisałam, wole mieć coś na zapas, poza tym robię zwiastun i mam zamówiony szablon, więc pozostaje i mi i wam czekać. :)
Enjoy ~ Amy